Radio Kraków

Płyta tygodnia w Radiu Kraków Kultura


RSS

Mawia się, że istotną częścią radia jest muzyka. W Radiu Kraków Kultura z pewnością jej nie brakuje. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że jest to muzyka rozrywkowa. A jednak, jest coś, co odróżnia ją od tej z większości rozgłośni. Sięgamy bowiem w przeważającej mierze do czasów, gdy wykonywanie muzyki dziś znanej jako klasyczna nie było niczym innym, niż formą wspólnego spędzania czasu, a więc do wieków od XVI do XIX. To wspólne spędzanie czasu zaowocowało mnogością utworów, które nie mają ambicji być nadęte, ciężkie czy „poważne” – wręcz przeciwnie, to muzyka, która służyła – i dziś służyć może – wyłącznie estetycznej, emocjonalnej czy intelektualnej przyjemności.

Płytę tygodnia prezentuje Państwu Paweł Szczepanik.

Podcasty

Płyta tygodnia w Radiu Kraków Kultura: John Adams różnorodny jak zawsze

Urodzony w 1947 roku amerykański kompozytor John Adams wymyka się wszelkim klasyfikacjom. Minimalista, jak gros jego kolegów za Atlantykiem? Czasami. Neo-romantyk? Zdarza się. Postmodernista? Bywał. Mnogość muzycznych nurtów, które zdarzało mu się wplatać do swej twórczości jest niezliczona, zwłaszcza że pełnymi garściami czerpie także ze światów niekoniecznie kojarzonych z muzyką klasyczną - inspiruje się popem, rockiem czy - w szczególności - jazzem. Wszystkim tym, co stanowi o amerykańskiej tożsamości muzycznej, ale w nieustannym krytycznym dialogu - zarówno wobec tego dziedzictwa, jak i własnej twórczości. Płyta opublikowana nakładem wytwórni Alpha Classics jest przeglądem charakterystycznej dla Adamsa różnorodności skondensowanej do niecałych 55 minut muzyki. Dającej wgląd w twórczość jednego z największych amerykańskich kompozytorów tym lepszą, iż cały album powstał z udziałem Adamsa - Orchestre-Tonhalle Zurich i dyrygent Paavo Jarvi w sezonie 2021/22 zaprosili go na rezydencję, której owocem była seria koncertów oraz rejestracja płyty. Dzięki temu słyszymy Johna Adamsa takiego, jakim sam kompozytor chciał, byśmy go usłyszeli.

Nowe nagranie Le Poeme Harmonique z mezzosopranistką Evą Zaicik

Wenecja czasów Antonia Vivaldiego znana była nie tylko z muzycznego splendoru, ale i wspaniałych procesji. Każde święto było powodem, by wszystkie stany jednoczyły się na ulicach i w rytmie popularnych nabożnych laud zmierzało ku świątyniom, w których powszechna radość ustępowała kontemplacji, by w kulminacyjnym momencie olśnić zebranych na liturgii wiernych wirtuozerią i splendorem. Taką oś, łączącą osadzoną w kulturze popularnej i chorale tradycję oraz gusta epoki, ma program przygotowany przez francuskich artystów znanych z nieszablonowego podejścia do programów – skłaniających się raczej ku rekonstrukcji społecznych zjawisk nierozerwalnie związanych z muzyką, aniżeli banalnym zestawieniom kompozycji. Tym samym Vincent Dumestre i jego zespół przemierzają weneckie ulice, by na końcu wprowadzić nas do świątyni. Kulminacją albumu jest bowiem solowy popis fenomenalnej sopranistki Eva Zaïcik, laureatki m.in. Victoires de Musique Classique, w kantacie Nisi Dominus Antonia Vivaldiego, pełnej żarliwości sakralnej ilustracji XVIII-wiecznego weneckiego bel canto.

Recital uczestniczki Międzynarodowego Konkursu Skrzypcowego im. Henryka Wieniawskiego Sulamity Ślubowskiej

Płytą tygodnia w Radiu Kraków Kultura jest recital młodej skrzypaczki, uczestniczki tegorocznego Międzynarodowego Konkursu Skrzypcowego im. Henryka Wieniawskiego - Sulamity Ślubowskiej. Zarejestrowany dla wytworni DUX z udziałem wybitnego pianisty Michała Francuza debiut nie opiera się na zgranych hitach i popisach - to dojrzała, wręcz wymagająca płyta, która podejmuje wątki na wskroś aktualne. Osią jest tutaj I Sonata na skrzypce i fortepian Sergeia Prokofieva, utwór, który wraca w niespokojnych czasach i którego okoliczności powstania niebezpiecznie przypominały te, które z śledzimy za naszą wschodnią granicą. Pesymizm? W pewnej mierze, choć zniwelowany skutecznie przez zamykającą album kompozycję Fratres Arvo Pärta, w którym narastające napięcia rozładowywane są przez uwalniające plamy gongów. Płytę otwiera IV Sonata Grażyny Bacewicz z 1949 roku, pełna dramatyzmu, ale i rozwiązana w finale tęsknotą i wirtuozowską fantazyjnością. Debiut tyleż odważny, co brawurowy, umiejętnie skomponowany i - co najważniejsze - doskonale zagrany. Młodość i dojrzałość - te dwa, wydawałoby się - przeciwstawne pojęcia mogą współistnieć.

Fragmenty płyty Figaro? Si!, czyli recitalu Floriana Sempeya z Orkiestrą Narodową z Bordeaux prowadzoną przez Marca Minkowskiego

Włoskie bel canto nie jest tym, co w Radiu Kraków Kultura słyszymy często – to repertuar znany dużo lepiej ze scen operowych i pozostający w stałym, żelaznym wręcz repertuarze, dzięki temu zapoznany, niekiedy nawet nieco zużyty. Ale nawet takie tuzy operowego świata, jak Gioacchino Rossini wciąż mają nam do opowiedzenia coś nowego, zwłaszcza kiedy ich repertuaru dotykają tacy śpiewacy, jak baryton Florian Sempey. Sempey debiutuje w wytworni Alpha Classics albumem, który wydaje się najbardziej naturalnym wyborem – jego Figara w Cyruliku sewilskim widziały już sceny Paryża, Londynu, Rzymu a nawet Tokio. Szczęśliwie dla nas, płyta Figaro? Si! Przeczy zawartością tytułowi – Sempey do dwóch arii z Cyrulika dorzuca także szereg innych, równie komicznych postaci – znajdziemy tutaj Raimbauda z Hrabiego Ory, Taddeo z Włoszki w Algierze czy Don Magnifico z Kopciuszka, wszyscy równie komiczni i zaśpiewani brawurowo. Nie ustępują Sempeyowi towarzysze – zarówno mezzosopranistka Karine Deshayes, jak bas Nahuel Di Pierro, którzy pojawiają się w kilku duetach, są operowymi wyjadaczami, z równym co baryton dystansem do swych wcieleń. Także Orkiestra Narodowa z Bordeaux i chór tamtejszej Opery prowadzone przez Marca Minkowskiego doskonale czują operową i komiczną materię, z jednej strony dając Florianowi Sempeyowi przestrzeń, z drugiej przekomarzając się z nim i podkreślając wszechobecny na albumie dystans i humor. Bo też wszystkie zawarte na płycie utwory pochodzą z komicznych oper Rossiniego, toteż wykonawcy co rusz puszczają do nas oko. Włoskie bel canto nie jest tym, co w Radiu Kraków Kultura słyszymy często, niemniej dzięki Sempeyowi i Minkowskiemu gotowi jesteśmy zmienić zdanie. Figaro? Si!

Josquin Desprez w wykonaniu Doulce Memoire pod kierownictwem Denisa Raisina Dadre

Nowy album poświęcony najsłynniejszemu bodaj twórcy francuskich chansons przełomu XV i XVI wieku pokazuje lekko niesforne oblicze kompozytora. Rozpisane na trzy i cztery głosy wczesne piosenki Josquina opowiadające o urokach życia (ich szczegółową listę pozostawiam niewypowiedzianą) przeplatają się na albumie Tant vous aime z kompozycjami równie słynnych współczesnych mu autorów, głównie z kręgu niemieckiego i franko-flamandzkiego. Doskonała sześcioosobowa obsada wokalna jest w części utworów zdublowana przez renesansowe instrumenty dęte, dzięki czemu proste melodie zyskują pełną, bogatą i nieco chropowatą - głównie za sprawą brzmienia szałamai - fakturę. Płyta opublikowana nakładem wytwórni Ricercar jest kolejnym wydawnictwem poświęconym dorobkowi Josquina Desprez i echem zeszłorocznej pięćsetletniej rocznicy śmierci kompozytora. W zalewie wspomnieniowych wydawnictw wyróżnia ją fenomenalna jakość artystyczna i techniczna nagrania, ale także - być może to największa jej zaleta - lekka dawka ironii wynikająca z dużej wobec kompozytora czułości. Kiedy jesteśmy z kimś blisko, możemy pozwolić sobie na więcej - na Tant vous aime wyraźnie słychać, że relacja Doulce Memoire i Josquina jest zażyła.

'Le monde selon George Antheil' - Patricia Kopatchinskaja & Joonas Ahonen

Płyta tygodnia w Radiu Kraków Kultura. W tym tygodniu prezentujemy nagranie skrzypaczki Patricii Kopatchinskajej i pianisty Joonasa Ahonena poświęcone ekscentrykowi George'owi Antheilowi.

Płyta tygodnia w RKK: Johann Sebastian Bach - Ouvertures-Suites

Suity orkiestrowe Johanna Sebastiana Bacha bez wątpienia należą do tych utworów, które są nie tylko wyeksploatowane przez kolejne pokolenia muzyków, ale wręcz zużyte tak bardzo, że ze strachem sięgamy po kolejne nagrania. Tymczasem okazuje się, że wciąż czekają na nas miłe niespodzianki, zwłaszcza gdy fundują je tak pomysłowi artyści jak Ensemble Masques i Olivier Fortin. Francuski zespół postanowił wrócić do źródeł Suit, które przez kolejne wieki obrastały w nadinterpretacje – pierwotnie za sprawą błędów kopistów, później także – a może zwłaszcza – Felixa Mendelssohna i zainicjowanego przez niego bachowskiego renesansu, który przyniósł nam muzykę w skali maksi – organizowane na wzór XIX-wieczny obsady w typie mocno symfonicznym, które i dziś dobrze znamy z filharmonii, sprawiły, że pisane dla kameralnych zespołów dzieła nabierały mocy i wolumenu, tracąc jednocześnie na lekkości i niuansach.

Płyta tygodnia w RKK: Oh, ma belle brunette

Oh, ma belle brunette - to o dziewczynie, czy o piosence? W XVII i XVIII wieku we Francji musielibyśmy poznać kontekst tego komplementu, w XXI możemy po prostu posłuchać brunettes o brunetkach. Nowa płyta A nocte temporis, zespołu założonego przez haute-contre'a Reinaud van Mechelena prezentuje lekkie, melodyjne piosenki o pastereczkach i pasterzach, sielskich łąkach i słodkiej miłości. Takie właśnie są brunettes, zwane także airs tendres, ariami subtelnymi - nic dziwnego, że nucone były niegdyś na dworach, w salonach czy ulicach. Bo któż by nie chciał beztrosko hasać wśród kwiatów?

Płyta tygodnia w RKK: Benjamin Britten - The Turn of the Screw

Solidny kawałek dramatu, mimo że forma kameralna. Napięcie, strach i tajemnica wirują w błędnym kole, niekiedy rzucając ledwie ochłap słodyczy – by na chwilę nas przytrzymać, stworzyć pozór. Tak działa zło. Nie wiadomo, czy tkwiące bezpośrednio w nas, czy wyzwalane przez ludzi z zewnątrz – Benjamin Britten nie wskazuje jasno, kto przykręca śrubę w The Turn of the Screw, ale przykręca ją konsekwentnie aż po koszmarny finał. Używa do tego nie tylko libretta, które – w ślad za powieścią Henry’ego Jamesa, na której oparta jest opera – stopniuje napięcie aż po ostatnią scenę, ale także cyklu krótkich piętnastu instrumentalnych wariacji opartych na pojawiających się przed pierwszą sceną temacie. Temat i kolejne wariacje poprzedzają każdą z szesnastu scen wrzucając słuchacza w niepokojący świat z równą siłą, z jaką czyni to opowieść.

Płyta tygodnia w RKK: Minne

Niewielu jest artystów, którym nie zdarzają się potknięcia. Owe potknięcia, zwane także syndromem drugiej bądź n-tej płyty, mogą być spowodowane zarówno wyczerpaniem twórczego potencjału czy kłopotem z przeskoczeniem debiutu, ale równie dobrze możemy szukać winy w nas samych i taki kryzys zrzucać na karb przesytu – bo ileż można śledzić cudze sukcesy? Są jednakże tacy, którym skutecznie udaje się uprawiać wyrafinowany slalom, na którego trasie zamiast tyczek tkwią nasze lub krytyków Schadenfreude, nasze lub muzyków znużenie, zespołowe konflikty, ślepe zaułki inspiracji etc. – i jakoś sprawnie omijają te przeszkody. Co w przypadku niektórych jest o tyle większą sztuką, że głównym nurtem ich poszukiwań nie jest utwardzanie raz wydeptanej ścieżki, ale nieustające bycie-na-rozdrożu, czerpanie ze źródeł leżących daleko lub obrosłych chaszczami. I potrafią zachować w tym wszystkim własny, charakterystyczny oraz – co dla nas najważniejsze – pociągający i intrygujący język.

Płyta Tygodnia w RKK: Rivales

Dwie diwy urodzone zaledwie w odstępie roku. Czy mowa tutaj o Madame Dugazon i Madame Saint-Huberty, czy o Sandrine Piau i Véronique Gens? Dwie pierwsze święciły triumfy na paryskich scenach operowych czasów Ludwika XVI, Mme Dugazon jako solistka Comédie-Italienne, Mme Saint-Huberty jako gwiazda Académie royale de musique, pierwsza w rolach subtelnych i słodkich, druga w tych przepełnionych dostojeństwem i patosem. Dwie ostatnie święcą triumfy dziś. I mimo że tytuł ich wspólnego albumu brzmi Rivales, nigdy nie przyszło im do głowy by, wzorem skłóconego XVIII-wiecznego operowego świata, rywalizować i snuć wobec siebie intrygi - wręcz przeciwnie, od lat marzyły, by nagrać razem płytę.