Radio Kraków

OFF/ON: Miasto Bisztygi


RSS

Wszystko co subiektywne i co dzieję się w mieście. Jedzenie, goście, muzyka, festiwale, karnety. Czasem też trudniejsze rozmowy o życiu. Audycja okazjonalna - śledźcie nasze social media, żeby dowiedzieć się o kolejnych odcinkach.

Podcasty

Długie uszy mędrca – o technice głębokiego i uważnego słuchania. Rozmowa z Rafałem Dyktą Mazurem.

Zmień to jak słuchasz i słuchaj jak się zmieniasz. Głębokie słuchanie to metoda opracowana przez kompozytorkę Paulinę Oliveros. Jest to trening umiejętności bardzo uważnego usłyszenia dźwięków świata i wejścia z nim w harmonię. Według najnowszych badań, ucho jest lepsze w postrzeganiu zmiany niż oko. Mamy bardziej ostry słuch niż wzrok. Głębokie słuchanie to bardzo poważne doświadczanie rzeczywistości za pomocą ucha. Słuchanie nie jest czynnością bierną. Słuchanie to jest umiejętność, którą nabywamy. O koncertach i wydarzeniach, związanych z głębokim słuchaniem Paulina Bisztyga rozmawiała z kuratorem cyklu – Rafałem Mazurem.



Fragment rozmowy:

Paulina Bisztyga: Od jakiegoś czasu, bardzo mocno wsiąkłeś w przestrzeń nowohucką i animujesz tam różne wydarzenia.

Rafał Dykta Mazur: Tak się wydarzyło, że się w pewnym momencie tam przeprowadziłem, a później koło Łażni wybudowano Dom Utopii. Trafiłem do tego miejsca i okazało się, że oni są zainteresowani tym, co robię, oni, czyli dokładnie Małgorzata Szydłowska. Zakotwiczyłem tam trochę.

PB: Może pogadajmy też trochę o Domu Utopii, bo to jest dość enigmatyczny twór dla osób, które nie siedzą w temacie kultury.

RDM: To jest w zasadzie część teatru Łaźnia Nowa, tylko to nie jest teatr, a miejsce poświęcone działalności artystycznej i edukacyjnej. Ma ono generować różnego rodzaju działania artystyczne: zaprasza twórców, organizuje rezydencje. Zajmuje się też scalaniem i ogniskowaniem różnego rodzaju działalności społecznych, które odbywają się w Nowej Hucie. Niekoniecznie są to działania artystyczne, tylko po prostu, różne aktywności nowohucian. Tam się odbywają: spotkania, wydarzenia społeczne, które mają scementować i aktywizować oraz włączać lokalną społeczność. Odbywają się też treningi jogi i różnych, innych wygibasów.

PB: Jesteś gotowy na dłuższą rozmowę? Śledzę twoją działalność i wiem, że jesteś gospodarzem kilku pasm w Domu Utopii, ale trafiłam na taką, która jest dla mnie zagadkowa. Co to jest to „głębokie słuchanie”?

RDM: Sam termin pojawił się w naszej kulturze, w momencie, kiedy zaproponowała go amerykańska kompozytorka Pauline Oliveros. Z jej doświadczenia, jako edukatorki i nauczycielki wyszło, że muzycy, których ona kształciła, nie słuchają tego, co się wokół nich dzieje. Nie słuchają też, tego co grają. Osobiście wręcz bardzo się tym przejęła, bo była jedną z tych osób, które uważają, że przedmiotem muzyki tak naprawdę jest słuchanie. Nie powiedziała tego nigdy wprost, ale później pojawiały się koncepcje filozoficzne na ten temat. Według nich, słuchanie bierze się z słuchania świata.

Sama koncepcja głębokiego słuchania, Paulina Oliveros, i wszystko co się później z tym wiąże, czyli: rozwój sztuki dźwiękowej, aktywnościami dźwiękowymi, odróżnia się od muzyki, bo głównie koncentruje się na słuchaniu jako czynności. To był mój drugi krok, bo zanim dotarłem do tej wiedzy, interesowałam się filozofią Dalekiego Wschodu, przede wszystkim filozofią taoistyczną. Zrobiłem z tego doktorat.

PB: No właśnie, bo ty jesteś pedagogiem, tworzyłeś też w Krakowie scenę muzyki improwizowanej, a w ogóle to wywodzisz się ze środowiska jazzowego.

RDM: W środowisku jazzowym znalazłem się po opuszczeniu środowiska rockowego. Potem bardzo mocno chciałem znaleźć metodę doskonalenia umiejętności improwizatorskich. W pewnym momencie, jak mówiłem, że szukam czegoś takiego, to większość ludzi otwierała oczy.

PB: No bo ty byłeś takim dziwakiem i muzycy szeptali, że przestało ci się chcieć ćwiczyć, to sobie wziąłeś muzykę improwizowaną.

RDM: Jak zacząłem zajmować się muzyką improwizowaną, to okazało się, że te umiejętności, które nabyłem, grając jazz są zbyt małe i musiałem ćwiczyć znacznie więcej. Zacząłem preparować instrument. Zmieniłem sposób grania na nim. Potężna praca. Zmieniłem sposób słuchania i doświadczania dźwięków. Improwizowanie kojarzy się z nicnierobieniem, z czymś intuicyjnym, a to przekłamany obraz.

PB: To było bardzo krzywdzące. Czułam, że jeśli chodzi o improwizację to jest praca z instrumentem i dźwiękami, ale też emocjami, które w tamtych czasach ludzie mieli bardzo poodcinane.

RDM: Tak, to jest praca ze sposobem doświadczania rzeczywistości, reagowania i funkcjonowania w niej.

PB: Tak, z którą się wtedy radziło niestety metodami…

RDM: Tak, chałupniczymi. I absolutnie niezdrowymi.

PB: Wróćmy do głębokiego słuchania. Opowiedz nam o tym.

RDM: Wróćmy zatem do muzyki muzyki improwizowanej. Wyszło mi, że jeśli chcesz z innymi dobrze improwizować, to zanim zaczniesz się zastanawiać co grać, to musisz przede wszystkim usłyszeć co robią inni. I to jest klucz. Ja, jak zaczynam improwizować, to w ogóle nie myślę już o tym, co mam robić, ponieważ cała moja uwaga jest skierowana na to co się dzieje.

Warsztaty i koncerty organizowane są w ramach działalności Domu Utopii i odbywają się w okresie wakacyjnym w różnych miejscach Nowej Huty.


PROGRAM KOLEJNYCH KONCERTÓW I WARSZTATÓW DŹWIĘKOWYCH:

Sobota, 20 lipca / 16:00 Miasto Przyszłości / Park Szwedzki / Wykonawca: Paweł Pruski

Sobota, 27 lipca / 9:00 Słuchając Wielkiego Dźwięku / Plac Przy Poczcie (os. Willowe) / Wykonawca: Rafał Mazur

Sobota, 24 sierpnia / 18:00  Brzmienie Przedmiotów / Tunel dla pieszych przy ul. Kępskiej / Wykonawca: Wojciech Kiwer

Sobota, 31 sierpnia / 8:00 Suizen / Las Krakowian (ul. Bardosa) / Wykonawczyni: Kiku Day

Sobota, 10 sierpnia / 18:00-21:00 / Warsztaty dźwiękowe. Głębokie słuchanie jako praktyka siebie / Dom Utopii / Prowadzenie: Filip Szałasek

Sobota/niedziela, 17-18 sierpnia / 16:00-19:00 Słuchanie Nowej Huty. Dwudniowe warsztaty field recordingu i edycji dźwięku. / Dom Utopii i okolice / Prowadzenie: Krzysztof Topolski

Więcej informacji znajdziecie tutaj: KONCERTY GŁĘBOKIEGO SŁUCHANIA. Długie uszy mędrca.

Lepiej nie kłaść się spać – Wianki i koncert o świcie

Przed nami kolejna edycja Wianków w Krakowie. Spośród wielu wydarzeń muzycznych, koncert o świcie wydaje nam się propozycją najbardziej oryginalną. Ubierzcie się ciepło, weźcie kanapki i koce. Koncert odbędzie się z 22 na 23 czerwca o 4:0, nad Wisłą, na bulwarze Inflanckim, (odcinek między mostem Grunwaldzkim a klasztorem Na Skałce). Bez nagłośnienia, bez sceny. Sto procent unplugged.

Zagrają: Joanna Słowińska z otwartą grupą śpiewaczą, Daj Ognia, zespół śpiewaczy Łada, i Sofia Herian. Zabrzmią pieśni: polskie, ukraińskie, serbskie. Będzie też powrót do tradycji, wspólnego śpiewu. Paulina Bisztyga zaprasza na rozmowę z Joanną i Janem Słowińskimi.


Fragment wywiadu:

Paulina Bisztyga: Ile osób jest w stanie przyjść o czwartej rano na koncert?

Joanna Słowińska: W zeszłym roku było 300 osób, w trakcie koncertu doszliśmy do 400.
Jan Słowiński: ludzie schodzili się jak było jeszcze całkiem ciemno i to było dla nas niespodzianką.
Joanna Słowińska: ja byłam pewna, że będziemy tylko my (śmiech).

PB: Ale Ci ludzie tak schodzili z imprez do Was?

Joanna Słowińska: wiele osób tak rozsądnie zaplanowało imprezę, żeby trwała do 3:30, żeby można było zdążyć na czwartą na koncert.

PB: Nie będę naszym słuchaczom i słuchaczkom tłumaczyć kim są Joanna i Jan Słowińscy bo od wielu lat animują kulturalne życie w Krakowie oraz są najgorliwszymi promotorami muzyki ludowej i etnicznej w naszym mieście. Kto zagra? I czy będzie etnicznie?

Jan Słowiński: Oczywiście to rzecz naturalna i tego typu brzmienia się pojawią. Nie tylko dlatego, że je kochamy, ale też te tradycje sobótkowe i kupalne, styczne są bardzo z tradycją ludową. Jest to rzecz naturalna i organiczna, że powitanie lata będzie odbywać się przy takich pieśniach nad Wisłą. Wszyscy się dziwili w zeszłym roku gdzie te płoty, gdzie ta scena, a to jest przedsięwzięcie akustyczne. Gramy i śpiewamy bez prądu.

Sisu, czyli: spotkania, sukces, spokój i cudowni ludzie. Sisu jest seksi.

Sisu jest to forma autoprezentacji, ale w przeciwieństwie do TEDx-u, opowiadacze swojej historii idą na żywioł. Nie ma wielomiesięcznych prób, nie ma reżyserii. Opowieści są spontaniczne, mniej wystudiowane, chociaż są limity czasowe. Pierwsza, krakowska edycja Sisu odbyła się 8 czerwca w klubie Hevre. Planowane są następne, o czym z pewnością Was poinformujemy. Paulina Bisztyga zaprasza do wysłuchania rozmowy z Agatą Dutkowską, założycielką Sisu. Podcast OFF Radia Kraków.

Fragment wywiadu:

Paulina Bisztyga: Agato, co to jest Sisu?

Agata Dutkowska: Sisu to jest skrót – stories, ideas, stand-ups. Tak jak TEDx to skrót od technologies i coś tam, tak ja chciałam stworzyć serię wydarzeń. Na początku jak mi się to stories, ideas i stand-ups pojawiło, to myślałam, że to będzie „Sis”, bo gdzieś zgubiłam „u”. No i pomyślałam fajnie, bo „Sis” to skrót od sister, a ja robiłam wiele wydarzeń adresowanych do kobiet, ale później poczułam „nie, nie, nie, nie – to nie będą wydarzenia tylko dla kobiet”. Nagle przypomniałam sobie, że w „ups” jest „u”, więc wyszło mi sisu. To jest słowo, które po fińsku oznacza taką nieprzetłumaczalną jakość. Nie ma odpowiednika sisu w innych językach. Podobno jest to cecha narodowa Finów. Jest to rodzaj niezłomności, odporności, wymieszanej z pewnego rodzaju dumą. Bardzo piękne słowo. Łatwe do zapamiętania. Można mówić sisu, nie mylić z siusiu. Wszyscy się śmieją, a wiadomo, że śmiech otwiera ludziom jakieś miejsca w ciele. I trochę o to chodziło. Tak jak nawiązałaś we wstępie do TEDx-u, i ktoś chcę się dowiedzieć co to Sisu, to ja mówię, że to jak TEDx, ale bez kija w tym miejscu, gdzie plecy kończą swoją nazwę. Ja bym chciała, żeby te wystąpienia zawsze były jak w fińskiej saunie. Ludzie się trochę odsłaniają mentalnie i emocjonalnie. Sisu to też wydawnictwo, bo wokół tych opowieści powstają też książeczki.

PB: Jak dobierasz tych ludzi? Jak można wystąpić na takim Sisu?

To jest bardzo różnie. Było pięć edycji. Cztery „dorosłe” i jedno Sisu Kids, w którym występowały dzieci. Pierwsze Sisu wyglądało tak, że napisałam posta: „Hej ludzie wymyśliłam własny TEDx, ale trochę inny”. No i tak jakbym dotknęła jakiegoś meridianu, bo ludzie sami zaczęli się zgłaszać. Chcieli przyjeżdżać ze Śląska czy z Warszawy. Poczuli zew. To pierwsze Sisu, to byli w zasadzie moi znajomi, którzy mieli coś do powiedzenia.

O czym opowiadają ludzie podczas Sisu i jak to dokładniej wygląda, dowiesz się słuchając podcastu.

Nie mamy się czego wstydzić. W Krakowie rusza 17. edycja Tatoofest.

Tatuaże to już nie baba z wężem ani kotwica. W Krakowie rusza konwencja tatuażu – jedna z największych na świecie. Pięćset tatuatorów i tatuatorek z całego świata, strefa art & design, strefa piercingu, food trucki. Z Maćkiem Heczką i Łukaszem Dziadowcem z Kult Tatto Festu o trendach, wyzwaniach i atrakcjach tegorocznej edycji, rozmawiała w OFF Radiu Kraków Paulina Bisztyga.

17. Tattoofest Convention odbędzie się w dniach 15-16 czerwca 2024 r.


Fragment wywiadu:

Paulina Bisztyga: Kraków oklejony jest plakatami konwencji.

Maciek Heczko: Nie mamy się czego wstydzić, jesteśmy jedną z trzech największych konwencji na świecie. Impreza jest międzynarodowa. Ponad 500 artystów ze świata. Kompleksów nie mamy w patrzeniu na Zachód. Nasi zagraniczni odbiorcy już od dawna mają wpisany w kalendarz ten termin.

To powiedzcie mi, jako osobie, która jest Nemo w temacie tatuaży, jakie są trendy? Co sobie ludzie tatuują?

Maciek Heczko: Ciężko powiedzieć. Mody w tatuażu pojawiają się i znikają bardzo szybko. Jakiś czas temu modny był taki ignorant style, czyli krzywe linie i brzydkie tatuaże. Działo się to ku uciesze wszystkich tatuatorów, którzy zajmują się coverem – zasłanianiem starych tatuaży. Modne są zarówno tatuaże realistyczne, które odzwierciedlają wydarzenia historyczne, postaci z popkultury. Wraca też symbolika starych, oldschoolowych tatuaży, takich jak kotwice, syrenki. Jest też dużo czarnego, że na przykład całe ręce są czarne.

Jakie będą największe wyzwania podczas tegorocznej konwencji?

Łukasz Dziadowiec: Opanowanie tego szału całego. Ta ilość ludzi, wystawców. Mamy ponad 500 artystów. Niektórzy będą pracować ze swoimi modelami. Nie zapominamy również o tych, którzy chcą spotkać się ze swoimi znajomymi i być w samym centrum tego branżowego wydarzenia.

Maciek Heczko: Na pewno dużym wyzwaniem jest wystawa, którą prezentujemy podczas konwencji. Dwudziestu pięciu artystów stworzyło projekty blatów deskorolek. Każda grafika jest inna i one zawisną w wejściu do strefy art. Dodatkowo trzeba pamiętać, że mamy pięciuset artystów, którymi trzeba się zaopiekować. Oprowadzić, nakarmić, zagadać. Samą organizacją zajmuje się kilkadziesiąt osób.


okładka podcastu: 16. Tattoofest/ Fot: Arkadiusz Kera Kerson