Radio Kraków

Rusz się!


RSS Google Podcast

Chcesz aktywnie spędzać wolny czas i żyć zdrowo? Chcesz poćwiczyć, ale nie wiesz jak? A może brakuje Ci motywacji? Radio Kraków pomoże podjąć wyzwanie i zadbać o Twoją kondycję fizyczną!

Podcasty

Balance - między ciałem a umysłem

Po wakacyjnej przerwie znów będziemy was zachęcać do ruchu. Na początek jeszcze trochę efektów naszych wakacyjnych poszukiwań. Poznajcie trening o nazwie balance, czyli połączenie jogi, stretchingu, pilatesu i baletu. Zapewnia sprawność mięśniom głębokim, równowagę ciała i umysłu. Na trening zaprasza Arkadiusz Metera z klubu Harder Fitness z Krakowa.

Joga dla wszystkich

Zapraszamy Was do spróbowania jogi, która poprawia kondycję i sprawność, a także wpływa na umysł. Wybraliśmy się na zajęcia z Anią Wołos z krakowskiej szkoły Miś Jogin. Ania specjalizuje się w jodze dla dzieci. Ale prowadzi też zajęcia dla całych rodzin.

Petanque jak siłownia

  • access_time 00:05:21
  • calendar_today Sobota, 2021.06.05
Zapraszamy Was do wspólnej gry w petanque albo inaczej do gry w bule. To aktywność niezwykle popularna we Francji. W Polsce też ma coraz więcej entuzjastów. Nie myślcie, że petanque to mało wymagające rzucanie kulkami do celu. Bula waży ponad pół kilo i kilkaset rzutów potrafi zadziałać na mięśnie niczym siłownia. Do tego potrzeba jest strategia, aby wygrać z przeciwnikiem. I tu trenuje się umysł. Zatem grajcie w "petankę" dla zdrowia. O tej niesamowicie sympatycznej grze opowiemy wspólnie z Dawidem Balinką i Pawłem Domanusem z Myślenickiego Klubu Petanque.

Sportowy poradnik dla rodziców

  • access_time 00:07:15
  • calendar_today Sobota, 2021.05.29
Zbliża się Dzień Dziecka, więc w tym odcinku porozmawiamy o tym, jak i kiedy wybrać zajęcia sportowe dla dziecka i czy jest to konieczne. Naszym ekspertem będzie Krzysztof Swół, nauczyciel WF-u, pedagog i trener piłkarskich młodzieżowych grup w Polonii Kraków. Ale nasz reporter Maciej Skowronek porozmawiał sobie chwilę także z jego młodymi podopiecznymi...

 

Krzysztof Swół

Stęsknieni za siłownią

  • access_time 00:05:38
  • calendar_today Sobota, 2021.05.22
Pod koniec maja (jak wszystko pójdzie dobrze) otwierają siłownie i kluby fitness. Wielu pewnie już zapomniało, jak wyglądają ćwiczenia w takim miejscu. Czy trzeba się jakoś przygotować do powrotu do tego typu aktywności?

 

Na to pytanie odpowie nasza ekspertka, Dominika Waksmundzka - trenerka personalna, prowadząca studio treningowe "Forma na lata".

A jeśli ktoś obawia się mimo wszystko pójścia na siłownie... to będziemy zachęcać do ćwiczeń na świeżym powietrzu.

Z Dominiką Waksmundzką rozmawiał Maciej Skowronek.

 

Dominika Waksmundzka i jej podopieczni

Chodźcie z Korzeniowskimi!

  • access_time 00:06:01
  • calendar_today Sobota, 2021.05.15
Wydawać by się mogło, że chód sportowy to dyscyplina tylko dla profesjonalistów, startujących w mistrzostwach czy igrzyskach olimpijskich. Otóż nie, i przekonuje nas o tym sam Robert Korzeniowski, który wraz z żoną prowadzi projekt Walking Lovers.

 

Robert i Justyna promują chód sportowy i uczą chodzić, organizują też pokazowe treningi. Chętnych do spróbowania zaprosili także w Krakowie, w ramach projektu "Kraków w Formie".

To była też okazja, aby powrócić na stadion Wawelu, w barwach którego Robert odnosił największe sukcesy.

Okazuje się, że poprawna technika chodu wcale nie jest taka trudna.

- Oczywiście zawodowcy chodzą szybciej. Ale to podobnie jak z bieganiem. Ktoś, kto uprawia jogging też może startować w zawodach - tłumaczy czterokrotny mistrz olimpijski.

- Chód można uprawiać jako trening uzupełniający, ale można też jako główną aktywność - dodaje Justyna Korzeniowska. Jej zdaniem chód ma sporą przewagę nad bieganiem czy jazdą na rowerze.

- Biegając lub jeżdżąc angażujemy głównie mięśnie przednie nóg. Tu angażujemy wszystkie mięśnie: rąk, nóg, pośladków, mięśnie skośne brzucha, łydki... To jest dyscyplina komplementarna.

Korzeniowskich można śledzić przede wszystkim na YouTube, na kanale "Walking Lovers", a także na Instagramie.

Posłuchajcie o tym, jak trenować i obejrzyjcie jeden z odcinków, poświęcony technice chodzenia.

 

 

Dzieciaki na start!

  • access_time 00:05:02
  • calendar_today Sobota, 2021.05.08
Oto nowa propozycja miasta Kraków na to, aby się ruszyć. Oprócz zajęć dla dorosłych ruszyły treningi dla dzieci, prowadzone przez trenerów, niegdyś utytułowanych lekkoatletów, z olimpijczykiem Grzegorzem Sudołem na czele.

 

- Kiedy organizowaliśmy zajęcia online w czasie "twardego lockdownu" przekonaliśmy się, że ludzie chcą trenować. Potem zorganizowaliśmy dzień dziecka i mikołajki na sportowo i okazało się, że mnóstwo dzieci też jest zaintetesowane - mówi Grzegorz - Ruszyliśmy więc z tym projektem. Dorosły może przyjść z dzieckim, on ma swoje zajęcia, a dziecko swoje. Wspólnie spędzają czas na sportowo.

Zajęcia proponowane przez Grzegorza, jego kolegów i koleżanki skoncentrowane są wokół lekkiej atletyki.

- Ale są to zajęcia ogólnorozwojowe. Jest trochę biegania, trochę konkurencji rzutowych, trochę skakania... Lekkoatletyka jest bardzo wszechstronna.

Przypomnijmy, że w ramach tego projektu pod patronatem Zarządu Infrastruktury Sportowej w Krakowie organizowane są także treningi nordic walking i treningi fitness. Wszystkie zajęcia są bezpłatne, ale ze względu na ograniczenia epidemiczne obowiązują zapisy do wyczerpania limitu 50 osób na jeden trening. Wszystkie szczegóły są na stronie zis.krakow.pl.

A tymczasem posłuchajcie, co mają do powiedzenia trenerzy i uczestnicy zajęć. Spotkaliśmy się z nimi na stadionie MOS Wschód w Nowej Hucie w pewną deszczową niedzielę.

 

fot. Maciej Skowronek

Rowerem po Małopolsce

  • access_time 00:07:47
  • calendar_today Sobota, 2021.05.01
Tym razem będziemy Was zachęcać do wycieczek rowerowych po naszym regionie. A pomoże w tym nowy przewodnik, który samorząd województwa małopolskiego przygotował wspólnie z blogerami!

 

W ten projekt włączyli się autorzy Autorzy 11 popularnych rowerowych blogów, którzy proponują 19 wycieczek.

Wśród autorów są: Anita i Paweł Skowera (101countriesbefore50.com), Szymon Nitka (ZnajKraj), Ewa Świderska (Ewcyna), Alicja Rapsiewicz i Andrzej Budnik (LosWiaheros), Kasia Łaskawiec i Tomek Sawirski (Polska po godzinach), Wojtek Goj (Szlak wokół Tatr), Jarek Tarański (VeloMałopolska), Kasia Puźniak (Lucky MTB), Ola i Szymon Rochowiakowie (Beskid Trail), rodzina Mazurków (Rodzinnie Dookoła Świata) Kasia Pustelny-Szewczyk i Marek Szewczyk (Kasai).

O przewodniku, który na razie jest dostępny w wersji online, a także o możliwościach, jakie dają trasy rowerowe w Małopolsce, opowiadziała nam Joanną Matuszczyk, jedna z koordynatorek projektu z Urzędu Marszałkowskiego.

Rozmawiał z nią Maciej Skowronek.

 

A małopolskie rowerowe inspiracje możecie znaleźć tu:

Przewodnik Małopolska Na Rowery - Najlepsze trasy zdaniem blogosfery

rowery.visitmalopolska.pl

Fanpage Małopolska Na Rowery

Fanpage Odkryj Małopolskę

Fanpage Velo Małopolska

Kanał Lubię Małopolskę

Aplikacja Szlaki Turystyczne Małopolski

Aplikacja Rowerowa Małopolska

 

źródło: malopolska.pl

 

źródło: malopolska.pl

 

Biegiem dookoła Krakowa

  • access_time 00:04:10
  • calendar_today Sobota, 2021.04.24
To kolejny ciekawy pomysł, który ubarwia szarą rzeczywistość sportu amatorskiego w czasie lockdownu. Grupa biegaczy z klubu AZS AWF Masters Kraków pokonała trasę wzdłuż obwodnicy miasta!

 

Oczywiście obwodnica jeszcze nie jest w pełni gotowa, ale mniej więcej się udało. Począwszy od Mostu Nowohuckiego, przez Kopiec Wandy, Węgrzce, Zielonki, Balice, Tyniec, Opatkowice, Bieżanów, z powrotem do Nowej Huty.

Ponad 70-kilometrową trasę w 9 godzin pokonało 6 osób. Wśród nich Marcin Tomczyk, który to wszystko wymyślił i Piotr Szczepanik, który po raz pierwszy w życiu pokonał tak długą trasę. Jak się okazuje, całkiem ciekawą.

Posłuchajcie o tym ciekawym przedsięwzięciu.

 

źródło: facebook.com/AZS.AWF.Krakow.Masters

Chodź na pole, czyli Kraków w formie

  • access_time 00:05:13
  • calendar_today Sobota, 2021.04.17
Zachęcamy Was do skorzystania z tego, co Kraków proponuje w ramach swojej najnowszej akcji promującej aktywności i zdrowy styl życia. A w stolicy Małopolski jest co robić.

 

Trwające obostrzenia wciąż uniemożliwiają udział w zorganizowanych zajęciach sportowych, albo w zawodach,. Urzędnicy proponują więc, abyśmy ćwiczyli samodzielnie. Dzięki filmikom prezentowanym w internecie będzie to można robić z pomocą trenerów.

Wśród propozycji są też wycieczki rowerowe do ciekawych miejsc na terenie Krakowa.

Projekt skierowany jest oczywiście nie tylko do mieszkańców Krakowa.

O szczegółach opowiadają w rozmowie z Maciejem Skowronkiem Monika Chylaszek, koordynatorka kampanii oraz Krzysztof Wojdowski, przygotowujący "część rowerową".

 

Film z garścią rad od trenerki personalnej

 

Wycieczka rowerowa w poszukiwaniu fontanny Zina

Roman Ficek i jego wyzwania

  • access_time 00:08:44
  • calendar_today Sobota, 2021.04.10
Roman Ficek to znany w Polsce biegacz górski i ultramaratonczyk. Mieszka niedaleko Zawoi, a więc na Babią Górę ma rzut beretem.

 

Na początku roku sporo się o nim mówiło po tym, jak 9 razy w ciągu doby wbiegł na Rysy. Ale Roman ma na koncie o wiele poważniejsze wyczyny, takie jak przebiegnięcie Głównego Szlaku Beskidzkiego w rekordowym tempie (517 km w 107 godzin i 25 minut) czy przebiegnięcie Łuku Karpat (ponad 2000 km od Słowacji po Rumunię w 39 dni i 11 godzin).

W planach ma przebiec po górach Skandynawię z północy na południe (3500 km), a jego marzeniem są Andy (ponad 9000 km).

O swojej pasji i sile przemierzania tysięcy kilometrów opowiedział w rozmowie z Maciejem Skowronkiem.

 

Ruszamy na rower

  • access_time 00:04:54
  • calendar_today Sobota, 2021.04.03
Wiosna już prawie w pełni, więc czas na wycieczki rowerowe! Ale żeby móc bezpiecznie i wygodnie jeździć, trzeba przygotować i rower i siebie!

 

O pozimowym rowerowym restarcie rozmawialiśmy z Tamarą Górecką-Werońską, trenerką, specjalistką od bikefittingu i współautorką książki "Bikefitting krok po kroku".

- Jeśli rowerem jeździmy przez cały rok, to przede wszystkim trzeba oczyścić go z soli - radzi Tamara - Trzeba go dokładnie umyć i nasmarować. Czasem warto to zrobić w serwisie rowerowym, jeśli mamy bardziej profesjonalny i skomplikowany sprzęt. Trzeba też sprawdzić czy przerzutki działają prawidłowo, podobnie hamulce. Dzięki temu pojedziesz szybciej, wygodniej, a rower nie sprawi przykrej niespodzianki na trasie.

Tamara, jako osoba zajmująca się bikefittingiem zwraca uwagę, że warto też zadbać o odpowiednie ustawienie i dopasowanie roweru do siebie.

- To ma wpływ nie tylko na komfort jazdy, ale również na bezpieczeństwo. Jeśli mamy niewłaściwą pozycję na rowerze, to mamy na przykład problem z oglądaniem się za siebie i sprawdzeniem czy coś za nami nie jedzie. Zła pozycja wpływa też na skuteczne wykonywanie manewrów.

Tamara wraz z mężem postanowiła więc napisać książkę na temat bikefittingu, bo jak przekonuje, 70 procent błędów rowerzysta jest w stanie wyeliminować samodzielnie.

Posłuchajcie rozmowy z Tamarą. Możecie też zaglądać na profil facebookowy Profidea, na którym można znaleźć sporo informacji na temat treningu, bezpieczeństwa i... bikefittingu.

 

Tamara Górecka-Werońska (fot. Maria Kubik maria.k.fotografia)

Imprezy na orientację

  • access_time 00:05:51
  • calendar_today Sobota, 2021.03.27
Mamy dla Was kolejną propozycję, która specjalnie nie męczy, ale pozwala zażyć trochę ruchu na świeżym powietrzu. I pobudzić do działania nie tylko ciało, ale i umysł. Oto imprezy na orientację: super zabawa dla każdego.

 

Należy wziąć przygotowaną mapę, ruszyć w teren i zaznaczyć punkty kontrolne rozmieszczone na trasie. Tylko tyle i aż tyle.

Co ważne, imprezy lub marsze na orientację to nie to samo biegi, wyjaśniają Kasia i Maciek Urbaniakowie z Akademickiego Klubu Imprez na Orientację w Krakowie.

- Główną różnicą jest to, że się nie biegnie, więc nasze imprezy są przystępną formą dla osób z nieco gorszą kondycją fizyczną. Różnią się również mapy. W biegach mamy tak zwaną mapę pełną, to znaczy, że wszystko na tej mapie jest. Jedyne, co trzeba zrobić, to zaliczyć punkty kontrolne, które znajdują się na mapie. Natomiast na marszach stawiamy tych punktów na przykład 80, ale tylko 20 jest prawidłowych, więc jest to też forma łamigłówki. Trzeba się trochę natrudzić, żeby właściwie pokonać trasę - mówi Kasia.

- To jest jak poszukiwanie skarbu - dodaje jeden z uczestników krakowskich imprez - Marzenie z dzieciństwa. Mapa, zaznaczony krzyżyk, który trzeba odnaleźć.

Co ciekawe, organizatorzy Krakowskich Imprez na Orientację za każdym razem proponują inną tematykę spotkania. W marcowej edycji motywem przewodnim były... rośliny doniczkowe. Nawet mapy były w kształcie liści i łodyżek.

Warto też się pochwalić, że członkowie Akademickiego Klubu z Krakowa dostali się do kadry narodowej w orientacji precyzyjnej. I szykują się do Mistrzostw Świata, które w tym roku mają się odbyć w Polsce.

- Liczymy, że się odbędą i że pandemia nie pokrzyżuje planów - mówią Kasia i Maciek.

Posłuchajcie o tej niezwykle ciekawej rozrywce, która jest też nieci bezpieczniejsza w czasie szalejącego wirusa, bo odbywa się najczęściej z dala od ruchliwych ulic i dużych skupisk ludzi.

A jeśli macie ochotę wziąć udział w takim marszu, to macie okazję raz w miesiącu, Szczegóły są na profilu facebookowym AKInO Kraków.

 

"Roślinne" mapy marcowej edycji KRAKInO (fot. Maciej Skowronek)

Kamil Bąbel: Pieszo przez Kraków

  • access_time 00:05:19
  • calendar_today Sobota, 2021.03.20
Kamil postanowił przespacerować się po wszystkich ulicach Krakowa. Jeśli myślicie, że to całkiem proste i niezbyt czasochłonne, to wyobraźcie sobie, że w niespełna dwa lata udało mu się przejść... jedną trzecią.

 

W programie "Rusz Się" kontynuujemy wątek spacerów, bo przecież nie samym tradycyjnym sportem można zadbać o zdrowie.

Choć u Kamila sport był obecny już w czasach szkolnych. Jako 14-15 latek zaczął brać udział w biegach ulicznych.

- Podobała mi się atmosfera tych imprez - przyznaje.

Ma 28 lat i za sobą... już 8 maratonów! PIerwszy przebiegł w 2013 roku w Krakowie. A ostatnio, tuż przed pandemią udało mu się wziąć udział w najstarszym maratonie, czyli w Atenach.

Także od 2019 roku realizuje swój aktualny projekt "Pieszo przez Kraków".

- W moim życiu zawsze były sport i podróże. W którymś momencie zaczęło brakować na to czasu, nieco się rozleniwiłem, więc zacząłem myśleć, jak tu połączyć jedno z drugim - wspomina.

I wtedy wpadł mu do głowy pomysł, by przejść wszystkie ulice w Krakowie, zadbać w ten sposób o zdrowie i... poznać najciekawsze zakątki miasta.

Postępy projektu możecie śledzić na stronie sredniozaawansowany.pl


Ale wcześniej wybierzcie się z Kamilem i z naszym reporterem na mały spacer...

 

sredniozaawansowany.pl

Piesze wycieczki to też forma ruchu

  • access_time 00:04:58
  • calendar_today Sobota, 2021.03.13
Spacery i piesze wycieczki też się liczą! Jeśli ktoś nie lubi biegania, siłowni czy jazdy na rowerze, może zadbać o siebie także w ten sposób. Zwłaszcza, że korzysta nie tylko ciało, ale też umysł.

 

O pieszych wycieczkach rozmawiamy z instytucją, która zna się na tym najlepiej, a mianowicie z Polskim Towarzystwem Turystyczno-Krajoznawczym. Kamil Barwacz, prezes Koła Grodzkiego PTTK w Krakowie przyznaje, że celem nadrzędnym działalności nie jest krzewienie kultury fizycznej, ale jest to naturalna konsekwencja przemierzania szlaków i bycia na świeżym powietrzu.

- Takie wycieczki to rzeczywiście nie tylko korzyść dla ciała, ale też edukacja, zdobywanie wiedzy - przekonuje Kamil - Poznajemy zabytki, odwiedzamy różne miejsca, zawsze coś potem zostaje. Na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że dzięki wycieczkom utrwaliły mi się style architektoniczne. W szkole gdzieś tam było to omawiane, ale dopiero spacery po Krakowie były tą żywą lekcją historii.

Walor zdrowotny też jednak ma tu znaczenie, bo jak przekonuje nasz rozmówca, czasem celowo organizowane są wycieczki za miasto, do Dolinek Krakowskich czy choćby do Lasku Wolskiego, żeby zmienić nieco powietrze i nieco bardziej się zmęczyć.

Posłuchajcie o tym, jak można połączyć przyjemne z pożytecznym, bez przemęczania się i bez tak zwanego "wyczynu".

 


Kamil Barwacz

Kolejny sezon bezpłatnych treningów z ITMBW Kraków

  • access_time 00:03:42
  • calendar_today Sobota, 2021.03.06
Stowarzyszenie I Ty Możesz Być Wielki Kraków po raz kolejny organizuje bezpłatne zajęcia z trenerami. Właśnie ruszyły spotkania na terenie Woli Duchackiej i Kurdwanowa. W drugiej połowie marca startują treningi w Czyżynach.

 

W zajęciach może wziąć udział każdy. Projekt został sfinansowany z budżetu obywatelskiego.

- Zajęcia prowadzą wykwalifikowani trenerzy, pasjonaci biegania - mówi Rafał Oświęcimka z ITMBW i dodaje, że dzięki wspólnym zajęciom biegacze będą mogli nauczyć się różnych form treningu, poszerzyć swoją wiedzę na temat biegania i oczywiście poprawić swoje osiągnięcia.

- Zaawansowani biegacze już sporo wiedzą, ale początkujący czy nawet średnio zaawansowani potrzebują przyswoić pewne rzeczy - przekonuje Kuba Piech.

Większość uczestników pierwszego treningu przyznało, że przyszło po to, by poruszać się w miłym towarzystwie i zdobyć wiedzę przede wszystkim wiedzę na temat techniki biegania. Do tego niezbędny jest trener.

Bezpłatne treningi z ITMBW Kraków na Woli Duchackiej i Kurdwanowie odbywają się we wtorki i czwartki o 19.00. Zbiórka na skrzyżowaniu ulic Witosa i Łużyckiej.

23. marca ruszają zaś treningi w Czyżynach. W każdy wtorek o 19.00. Zbiórka na terenie osiedla Avia.

- Ale to nie koniec - zapowiada Rafał Oświęcimka i obiecuje treningi w kolejnych miejscach na terenie Krakowa.

 

SKO

Co lepsze? Ćwiczenia online czy tradycyjne?

  • access_time 00:04:12
  • calendar_today Sobota, 2021.02.27
Siłownie wciąż zamknięte, więc zostają jedynie zajęcia fitness w formie online. Czy naprawdę się sprawdzają i czy jest to przyszłość?

 

O to zapytaliśmy Ewę Pietrzyk, trenerkę z Fitness Platinium. Jak przekonuje, treningi online mają plusy i minusy, ale tych plusów chyba jest więcej.

- Treningi online można przede wszystkim wykonywać w każdej chwili, o ile nie są to zajęcia na żywo - mówi Ewa - Nie trzeba mobilizować się do wyjścia z domu, wystarczy wstać z kanapy. Poza tym niektórym łatwiej się przełamać, bo nikt ich nie ogląda i nie ocenia.

Niektórzy właśnie dzięki publikowaniu treningów w telewizji i w sieci w ogóle zainteresowali się ćwiczeniami, dodaje trenerka.

Ale faktem jest, że nic nie zastąpi osobistego spotkania z trenerem.

- To właśnie trener osobiście może zobaczyć czy prawidłowo wykonuje się ćwiczenie i jak dostosować obciążenia. Na razie jednak nie ma takiej możliwości - mówi Ewa

Uważa jednak, że treningi online nie stracą na popularności po zniesieniu obostrzeń. Choć oczywiście zarówno trenerzy, jak i ich podopieczni z niecierpliwością czekają na odmrożenie.

 

Ewa Pietrzyk

Narciarstwo skiturowe

  • access_time 00:04:07
  • calendar_today Czwartek, 2021.02.18
Skituring staje się coraz bardziej popularny, zwłaszcza w tym sezonie. Skoro przez sporą część zimy stacje narciarskie były zamknięte, trzeba było korzystać z nart na własną rękę.

 

Skituring to nic innego jak turystyka narciarska, która można realizować w dowolny sposób, byle przy użyciu nart.

- Począwszy od samodzielnego wychodzenia na stok narciarski, obok narciarzy szusujących w tradycyjny sposób, aż po ekstremalne formy takie jak skialpinizm, gdzie do wychodzenia używamy uprzęży, a potem zjeżdżamy w dół - wyjaśnia Michał Semow, instruktor narciarstwa z Klubu Wysokogórskiego Kraków.

Dla "zwykłego" człowieka skituring może jednak oznaczać po prostu wyprawę na górski szlak na podobnej zasadzie, jak to jest pieszo lub biegiem. Zjechać w dół to później sama przyjemność.

- Oczywiście trzeba to dostosować do swoich umiejętności i możliwości - zaznacza Michał - Nawet w beskidach niektóre szlaki szlaki są strome, wąskie, z dużą ilością drzew.

Narty skiturowe z zewnątrz przypominają narty zjazdowe, ale są lżejsze, mają inne wiązania (zapewniające luźną piętę przy podjazdach) i często uchwyty na tak zwane foki, czyli tkaniny nakładane na spodnią część narty, ułatwiające podejścia.

Skituring na łatwiejszych trasach można uprawiać bez specjalnego przygotowania, ale zdaniem Michała Semowa warto przejść podstawowe szkolenie, które pomoże zapoznać się ze sprzętem i nauczy podstawowego kroku,. Dzięki temu zawsze wszystko przychodzi później łatwiej.

Nasz rozmówca poleca spróbować skituringu.

- To coś zupełnie innego, niż jeżdżenie w kółko po zatłoczonych stokach, wśród tłumu innych narciarzy. Na szlaku każda kolejna część wycieczki jest inna i cały czas możemy zobaczyć i przeżyć coś ciekawego.

 

fot. archiwum prywatne

 

Michał Semow (fot. archiwum prywatne)

Jak trenować na mrozie?

  • access_time 00:05:39
  • calendar_today Sobota, 2021.02.13
Pytanie w tym roku jak najbardziej zasadne, bo prawdziwa zima konkretnie o sobie przypomniała. Ale może to być przydatne w kolejnych latach.

 

Kilka wskazówek przekazał nam Kacper Piech, biegacz i trener z Centrum Treningu Biegowego.

- Na silny mróz obowiązkowa jest czapka i rękawiczki, bo jak wiadomo, "najwięcej ciepła ucieka przez głowę". a dłonie bardzo szybko kostnieją

- Najlepiej jest założyć trzy warstwy odzieży: koszulkę, bluzę i kurtkę. Wszystko powinno być nieco cieplejsze, niż do biegania wiosenno-jesiennego. I koniecznie termoaktywne, żeby się nie "zagotować".

- Należy jednak bazować na własnym doświadczeniu, bo najważniejsze jest, by nie było nam ani za zimno, ani za gorąco.

- Nie powinniśmy się niepokoić, jeśli przez pierwsze minuty treningu będzie nam chłodno. Z czasem, jak się rozgrzejemy, będzie nam cieplej.

- Należy zwracać uwagę na temperaturę odczuwalną. Termometry mogą wskazywać -5 stopni, ale za sprawą wiatru odczuwalna temperatura może wynosić -10.

- Przy ekstremalnym mrozie należy odpuścić cięższe i dłuższe treningi.

- Okres srogiej zimy powinno się traktować jako czas podtrzymania formy, a polepszanie jej. Bieganie po śniegu może natomiast wzmocnić mięśnie.

 

Kacper Piech w zimowym umundurowaniu treningowym

Będą szkolić zawodowych biegaczy górskich

  • access_time 00:04:53
  • calendar_today Sobota, 2021.02.06
W Zawoi, u stóp Babiej Góry, powstaje klasa sportowa o profilu... biegów górskich. Nabór trwa, nauka ma ruszyć we wrześniu. Do rekrutacji zaproszeni są uczniowie z roczników 2006 i 2007.

 

Prowadzeniem zawodników zajmie się Tomasz Klisz, utytułowany biegacz górski i trener.

- Od dawna mówiło się, że w Polsce przydałaby się szkoła dedykowana biegom górskim - przekonuje trener - Nasz kraj słynie ze znakomitych biegaczy górskich i trzeba to wykorzystać. W końcu udało się i chcemy wystartować od września.

Do tego wybrano wręcz idealne miejsce, czyli Babią Górę.

Tomasz Klisz liczy, że znajdą się chętni, młodzi miłośnicy biegania po górach, choć ta dyscyplina kojarzy się raczej z nieco starszymi zawodnikami, którzy kiedyś uprawiali biegi płaskie, ale już im się to znudziło i postanowili poszukać czegoś innego. To jednak zdaniem Klisza może wynikać... z braku możliwości.

- Ja z biegami górskimi i profesjonalnym treningiem spotkałem się dopiero na studiach i później, już w życiu zawodowym. Myślę, że zainteresowanie wśród uczniów będzie. To okazja do biegania po całym świecie i odwiedzenia pięknych miejsc. Poza tym to po prostu piękny i ciekawy sport. Chcemy wejść na wyższy poziom i rozpocząć trenowanie już w wieku szkolnym.

Co ważne, biegi górskie mają być jedną z dyscyplin na Igrzyskach Europejskich w Krakowie. Być może wśród uczniów z Zawoi znajdzie się talent, który będzie mógł dwa lata później wystartować.

- Na to raczej jest za wcześnie, ale kto wie? - przyznaje Tomasz Klisz.

Dla uzupełnienia dodamy, że Niepubliczne LO Mistrzostwa Sportowego w Zawoi prowadzi też nabór do klas tanecznej i piłkarskiej. To dla tych, dla których świat nie kończy się na biegach górskich. Mimo że jesteśmy u stóp Babiej Góry.


Posłuchajcie rozmowy z Tomaszem Kliszem, który opowiada także, jak będą wyglądały zajęcia w klasie biegów górskich

 

Tomasz Klisz

Edyta Lewandowska zachęca do gór

  • access_time 00:06:52
  • calendar_today Sobota, 2021.01.30
Edyta Lewandowska to jedna z najlepszych biegaczek górskich w Polsce. Kiedyś wygrywała biegi płaskie, teraz zwycięża w biegach górskich. Kocha bieganie po górach i zachęca do tego także Was.

 

Miłość do gór i do biegów górskich sprawiła, że pochodząca z Łodzi Edyta postanowiła przeprowadzić się do Małopolski. Według niej bieganie po górach to same plusy.

- To odskocznia od codziennych problemów, to reset dla głowy, z dala od ulicznego zgiełku. Przebywanie na łonie natury pomaga rozwiązać wiele problemów w życiu codziennym. Oczywiście bieganie po ulicy, po mieście, też ma swoje korzyści, ale to właśnie ucieczka na łono natury daje większe korzyści dla psychiki, równowagę i wewnętrzny spokój. A to w dzisiejszych czasach jest potrzebne - tłumaczy zawodniczka.

Warto też dodać, że bieganie po górach jest bezpieczniejsze z punktu widzenia smogu i epidemii. W górach i w lesie powietrze jest czystsze. A w miejscach gdzie jest mało ludzi, albo w ogóle ich nie ma, nie narażamy się na zakażenie.

Edyta zaczynała od "zwykłych" biegów. Zdobywała medale Mistrzostw Polski na 3000 m z przeszkodami i na 10 000 metrów. Jest też wielokrotną medalistką  Mistrzostw Polski w półmaratonie i maratonie. W 2009 roku zdobyła złoto w słynnym maratonie w Dębnie.

Jej kariera lekkoatletyczna stanęła jednak pod wielkim znakiem zapytania po kontuzji pleców. Wtedy pojawiły się biegi górskie.

- Lekarze postawili najczarniejszą diagnozę dla sportowca i powiedzieli, że ja nie wrócę nawet do amatorskiego uprawiania sportu. To była jednak dla mnie cenna lekcja i przede wszystkim czas do wielu przemyśleń i podjęcia zupełnie innej drogi, by realizować swoją sportową pasję. Postawiłam na mocne obudowanie ciała i góry stały się lekiem na moją przypadłość.

I tu dochodzimy do kolejnego ważnego aspektu biegania po górach. To coś zupełnie innego, niż bieganie po asfalcie.

- To zupełnie inny wysiłek. Ciało układa się w różnych płaszczyznach, są podbiegi, zbiegi, różne rodzaje nawierzchni - tłumaczy Edyta - Całe ciało mocno pracuje, obudowujemy się i jest to wbrew pozorom bezpieczniejsze, niż tradycyjny bieg. Do tego dochodzi przyjemność bycia na łonie natury.

Według Edyty bieganie po asfalcie jest też o tyle trudniejsze, że tu trzeba cały czas trzymać odpowiednie tempo. Jeden błąd na trasie może pozbawić wyniku, jaki chce się osiągnąć. W biegach górskich słabsze punkty można nadrobić mocniejszymi.

Edyta nie tylko biega, jest też trenerką biegania i trenerką personalną. Na jej profilach na Instagramie i Facebooku można znaleźć sporo inspiracji.

Posłuchajcie naszej rozmowy z Edytą, którą zapytaliśmy również o to, czy prawdziwe biegi górskie to tylko ultramaratony. Oraz o jej najważniejszy start w "górskiej" karierze.

I spróbujcie aktywności w lesie i w górach, jeśli jeszcze nie mieliście okazji. Naprawdę warto, zwłaszcza teraz, kiedy głęboki oddech jest wszystkim potrzebny.

 

Morsować czy nie?

  • access_time 00:06:31
  • calendar_today Sobota, 2021.01.23
O morsowaniu niespodziewanie zrobiło się głośno w tym sezonie. Tyle osób postanawia spróbować lodowatych kąpieli i się tym pochwalić, że aż internet zaczyna się śmiać.

 

Kluby morsów również zauważają to zwiększone zainteresowanie. Powodem prawdopodobnie jest epidemia. Kluby fitness są zamknięte, a morsowanie daje możliwość spędzenia aktywnie czasu na zewnątrz. I we względnie bezpiecznych warunkach.

No dobrze, ale skoro tak wiele osób chce morsować, to powiedzmy czy warto. I  czy to jest naprawdę zdrowe.

- Są pozytywne skutki morsowania oraz negatywne, jeśli się z tym przesadzi - mówi Kaja Milanowska-Zabel, bioinformatyczka, zajmująca się opracowywaniem nowych form terapii. Sama morsuje od 8 lat i jest  współzałożycielką grupy morsów w Myślenicach.

Pierwsza zasada: aby morsować, trzeba być zdrowym. Kaja zaleca wizytę u lekarza, który ewentualnie wykluczy niebezpieczne przeciwskazania, o których możemy nie mieć pojęcia.

Jeśli jest zielone światło, to morsowanie aktywuje układ hormonalny, krwionośny i odpornościowy.

Dzięki morsowaniu lepiej radzimy sobie ze stresem, jesteśmy mniej narażeni na ryzyko... utonięcia, gdyby doszło do takiej ekstremalnej sytuacji.

Do tego nasz organizm lepiej zwalcza infekcje.

Ale uwaga: jeśli przesadzimy z morsowaniem, nasza adaptacja stresu może się przerodzić... w stres chroniczny. A nasz układ odpornościowy może się całkowicie rozregulować.

- To trochę tak jak z przetrenowaniem - wyjaśnia Kaja - Jeśli nie dajemy naszym mięśniom, stawom, kościom czasu na regenerację, możemy złapać kontuzję. Organizm również potrzebuje się zregenerować po morsowaniu.

Dlatego morsy często spotykają się jedynie raz w tygodniu.

Posłuchajcie niezwykle ciekawej rozmowy z Kają Milanowską-Zabel. Dzięki temu podejmiecie bardziej odpowiedzialną decyzję: morsować czy nie.

 

Kaja Milanowska-Zabel

Zimowa jazda obowiązkowa, czyli ruszanie się w smogu

  • access_time 00:05:26
  • calendar_today Sobota, 2021.01.16
Co roku w zimie przypominamy o podstawowych zasadach, jakimi powinni się kierować sportowcy-amatorzy w sezonie smogowym. Sportowców zawodowych też to dotyczy, ale oni akurat mają od tego ludzi.

 

Naszym przewodnikiem jest doktor Marcel Mazur, alergolog i internista z Centrum Alergologii Klinicznej i Środowiskowej w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie.

Długotrwałe przebywanie, albo intensywny wysiłek na powietrzu zanieczyszczonym pyłami, oczywiście mają negatywny wpływ. A skutki dzieli się na krótko i długotrwałe.

- W krótkiej perspektywie musimy się liczyć z podrażnieniem górnych dróg oddechowych. A to oznacza kaszel, problemy z emisją głosu, dolegliwości podobne do tych, jakie mamy przy okazji infekcji wirusowej, czyli także ból gardła czy kłopoty z oddychaniem - wyjaśnia doktor Mazur.

A co z długofalowymi dolegliwościami? Zdaniem naszego eksperta one też są poważnym zagrożeniem, ale trudno ocenić, kiedy się pojawią.

- Nie jesteśmy w stanie stwierdzić, jak długa ekspozycja sprawi, że do tego dojdzie. Będzie to zmienne: będą osoby bardziej i mniej wrażliwe. Ale na pewno ci, którzy już mają jakieś schorzenia, na przykład astmę czy przewlekłą obturacyjną chorobę płuc, pod wpływem smogu będą mieli nasilone objawy. Drobniejsze pyły z powietrza mogą się przedostawać także do układu krążenia, zatem efekty będą odczuwalne nie tylko dla ludzi ze schorzeniami układu oddechowego, ale też krążenia czy nerwowego.

Tak czy owak należy uważać i unikać aktywności na zanieczyszczonym powietrzu.

Wśród ekspertów krążą opinie, że przy umiarkowanym zanieczyszczeniu pyłami zawieszonymi (czyli na przykład poniżej 100 mikrogramów na metr sześcienny pyłu PM 10), można pozwolić sobie na krótszą i mniej intensywną aktywność. Zdaniem doktora Mazura nie powinniśmy generalizować.

- U jednych taki poziom będzie bardziej akceptowalny, u innych mniej - przekonuje.

Przy ekstremalnym zanieczyszczeniu trzeba oczywiście odpuścić sobie wyjście na zewnątrz i poćwiczyć w domu. Dobrym rozwiązaniem jest też poszukiwanie czystszego powietrza w lesie, parku, z dala od zabudowań. Mamy nadzieję że macie taką możliwość.

Z Marcelem Mazurem rozmawialiśmy także o tym, czy maseczki, których używamy obecnie w związku z koronawirusem, chronią przed smogiem. Posłuchajcie!

 

dr Marcel Mazur (fot. Maciej Skowronek)

Zajęcia online w Tauron Arenie Kraków

  • access_time 00:04:11
  • calendar_today Sobota, 2021.01.09
Można nie wychodząc z domu poćwiczyć karate, aerobik, a nawet zobaczyć jak wyglądają treningi w futbolu amerykańskim! Tauron Arena Kraków zaproponowała w ferie zajęcia online.

 

To była odpowiedź na obostrzenia, które na początku ferii były naprawdę spore. Dzieciom i młodzieży nie wolno było nawet wychodzić w ciągu dnia na zewnątrz bez opieki dorosłych.

Stąd możliwości aktywnego spędzenia ferii były ograniczone właściwie do zera. Ale pomysłów, jak sobie z tym poradzić, nie zabrakło.

- Planowaliśmy zorganizować zajęcia u nas w hali, ale skoro nie było takiej możliwości, postanowiliśmy zrobić to przez internet - mówi Katarzyna Fiedorowicz-Razmus z Tauron Areny.

Zajęcia są różne i ciekawe: od karate, przez fitness, aż po... futbol amerykański!

Wszystko po to, aby zaciekawić i zapewnić coś, czego być może na co dzień młody człowiek by nie spróbował.

Treningi prowadzone są w czasie ferii od przedpołudnia, na żywo, na profilu facebookowym Tauron Areny Kraków. Ale można jest odtworzyć także później.

Posłuchajcie o tym pożytecznym projekcie, z którego mogą skorzystać nie tylko uczniowie.

 

Zajęcia z futbolistami Kraków Kings (fot. facebook.com/TAURONArenaKrakow)

Ruszcie się w ferie!

  • access_time 00:03:03
  • calendar_today Sobota, 2021.01.02
Ferie 2021 to ferie w narodowej kwarantannie i ferie w lockdownie. Zamknięto obiekty sportowe, niemożliwe są wyjazdy na zimowiska. A przecież ferie kojarzą się bieganiem, skakaniem, jazdą na nartach i na sankach!

 

W tym roku niestety jest to niemożliwe, bo z obiektów sportowych można korzystać jedynie uprawiając sport zawodowy. Nawet dziecięce i młodzieżowe klubu odwołały zajęcia.

A jednak nie można pozwolić, aby dzieci i młodzież spędziły ten czas jedynie w domu. Zróbmy wszystko, aby zapewnić im aktywność fizyczną

- W ferie dzieci odpoczywają od szkoły. To idealny czas, aby się wybiegać i skorzystać z okazji do codziennego ruchu - przekonuje Krzysztof Swół, nauczyciel WF-u, trener piłki nożnej i koordynator ds. szkolenia w klubie Polonia Kraków - W tym roku jest to szczególnie trudne, a na domiar złego, w ostatnich latach pogoda nie jest zbyt zimowa, zwłaszcza w miastach. Odpada więc jeżdżenie na sankach, które kiedyś były hitem zimowych ferii.

Ale skoro nie można w sporty zimowe, to można przecież... zagrać w piłkę, pojeździć na rowerze czy pójść na spacer do parku czy do lasu. A jeśli nie jest to możliwe, to namawiajmy dzieci, by spędzały aktywnie czas z kolegami.

- Nie ma złej pogody. Jest tylko zły ubiór lub złe podejście - mówi trener Krzysztof.

Posłuchajcie rozmowy, w której przekonujemy, że warto ruszyć się w ferie, mimo przeciwności.

 

Krzysztof Swół (fot. arch. prywatne)

Kondycja sędziów piłkarskich

  • access_time 00:05:01
  • calendar_today Sobota, 2020.12.19
Tytuł brzmi niejednoznacznie, ale chodzi oczywiście o kondycję fizyczną. Przedstawiamy kolejny zawód, w którym trzeba dbać o formę. A jeden z przedstawicieli tego zawodu opowie, dlaczego to jest ważne.

 

O sędziach piłkarskich było głośno po derbach Krakowa. My jednak nie będziemy mówić o decyzjach sędziowskich, ale o tym, co zapewnia komfort ich podejmowania i pozwala koncentrować się na pracy, a nie na tym czy jest się zmęczonym.

- Oczywiście, że kondycja fizyczna jest u nas ważna - mówi Krzysztof Cienkosz, szef kolegium sędziów MZPN Podokręg Myślenice - Dwa razy do roku sędziowie mają nawet testy, które muszą zdać, żeby móc dalej prowadzić mecze. Składają się z części teoretycznej i praktycznej. Ta praktyczna też ma dwie części. Pierwsza to seria 6 sprintów, a druga to bieg interwałowy. 75 metrów biegu i 25 metrów marszu.

Aby zdać egzamin, trzeba wybiegać odpowiednią liczbę kilometrów odpowiednim czasie.

- Żeby myśleć o szczeblu centralnym trzeba przebiec 12 okrążeń bieżni na stadionie. A to jest 4800 metrów - mówi sędzia Cienkosz.

Oczywiście te 75 metrów trzeba biec sprintem. To jest bowiem imitacja boiskowych sytuacji, takich jak szybka kontra, sprytne długie podanie, za którym trzeba nadążyć lub też zwyczajna konieczność pojawienia się natychmiast w miejscu, gdzie coś między piłkarzami się wydarzyło.

- W dodatku trzeba umiejętnie zarządzać swoją wydolnością, tak aby z jednej strony nie przesadzić, a z drugiej wykorzystać pełnię swoich możliwości - dodaje nasz rozmówca.

Ćwiczyć zatem trzeba regularnie i świadomie. Pan Krzysztof z kolegami raz w tygodniu spotyka się na wspólnym graniu w piłkę. Kilka razy w tygodniu biega. Ale dbanie o kondycję jest nie tylko po to, aby zdać egzaminy. Chodzi przede wszystkim o komfort i jakość sędziowania

- Nawet w czasie meczu niższego szczebla  sędzia przebiega ok. 10 kilometrów - przekonuje Krzysztof. Takim spotkaniom często towarzyszą też o wiele większe emocje zawodników. Według naszego gościa czasem kondycja psychiczna odgrywa tu istotniejszą rolę, ale... jedno wynika z drugiego.

- Jeśli zawodnicy zobaczą, że sędzia był blisko akcji, jeśli zobaczą, że nie jest zmęczony, że jest pewny siebie, to również inaczej przyjmą trudną decyzję.

Bez ciężkiego oddechu decyzja będzie również bardziej przemyślana...

 

 fot. Paweł Biela

Joanna Sakowicz-Kostecka o zdalnych lekcjach WF

  • access_time 00:05:57
  • calendar_today Sobota, 2020.12.12
Epiedmia to straszny czas dla sportu i dla kultury fizycznej. WF, który i tak nie stał w hierarchii szkolnych przedmiotów zbyt wysoko, przeżywa prawdziwy kryzys.

 

Podczas nauki zdalnej część nauczycieli albo niczego nie proponuje, albo proponują mało i nie są w stanie tego wyegzekwować. Jak temu zaradzić? O poradę poprosiliśmy Joannę Sakowicz-Kostecką, byłą tenisistkę, a dziś trenerkę i komentatorkę telewizyjną.

- Nie możemy oczekiwać cudów - przekonuje - O ile możemy liczyć na kreatywność nauczycieli, to większość dzieci jednak nie mieszka w domach, gdzie mają doskonałe warunki do ćwiczeń. Wszystko też zależy od nawyków, jakie ma rodzina. Jeśli w domu sport nie jest obecny, to trudno będzie zmusić ucznia do zaangażowania. Zdaję sobie sprawę, że tak jak my nie chodzimy co tydzień do galerii sztuki, to w niektórych rodzinach też nie musi się uprawiać sportu. Nauczyciel z kolei nie ma możliwości zweryfikowania, czy uczeń wykonał zadanie. Może zażądać przesłania filmiku, ale też nie każdy musi mieć odpowiedni sprzęt do nagrywania.

W kulturą fizyczną w rodzinie Joanny Sakowicz nigdy nie było problemów.

- Moja córka uprawia sport wyczynowo. Ma dwa treningi dziennie, czyli znacznie więcej niż na WF-wie w szóstej klasie. Młodszy syn także trenuje. Jesteśmy sportowcami. Moi rodzice byli sportowcami, moi teściowie, my też jesteśmy z wykształcenia wuefistami.

Co zatem zrobić, żeby uczniom się chciało?

- Wiele zależy od kreatywności nauczycieli. Można wprowadzić omawianie technik w poszczególnych dyscyplinach sportu, elementy metodyki, omawianie przepisów czy też własne propozycje poprowadzenia zajęć przez dzieci. Można wprowadzić element rywalizacji, czyli jednego dnia ktoś wykona ćwiczenie, drugiego je powtórzy i porówna wyniki. Może też porównywać się z kolegami, choć oczywiście nie ma gwarancji, że poda prawdziwe rezultaty.

Należyte prowadzenie zajęć WF w formie zdalnej będzie również trudne, jeśli nie uświadomimy sobie, że to naprawdę ważny przedmiot. Sprawność fizyczna lub jej brak towarzyszą przez całe życie, niezależnie od tego, jakie się wybrało wykształcenie i pracę.

- Już nawet w piramidach żywieniowych fundamentem jest aktywność fizyczna - podkreśla Joanna Sakowicz - I nie chodzi tu o żadne wyczynowe uprawienie sportu. Wszystkie badania mówią, że aktywność zmniejsza ryzyko zachorowań, że poprawia jakość życia i także, nie ukrywajmy, sprzyja atrakcyjności.

Ale tu znów wracamy do punktu wyjścia. Jeśli ktoś nie będzie chciał, to się go nie zmusi.

- Nie wyciągnie się nikogo na siłę na spacer. Bo to nawet może być spacer. Nikt nikomu nie każe od razu przebiec maratonu...


Posłuchajcie całej rozmowy z Joanną Sakowicz-Kostecką

 

Joanna Sakowicz-Kostecka (fot. archiwum prywatne)

Jeszcze jedna porcja "pocovidowych" rad od lekarza

  • access_time 00:04:40
  • calendar_today Sobota, 2020.12.05
W tym odcinku ponownie zajmiemy się tematem powracania do aktywności fizycznej po COVID 19. Oto kolejna porcja dobrych rad od lekarza. I to nie byle jakiego, bo pracującego z kadrą polskich kajakarzy.

 

Sprawa zachorowań na koronawirusa i ewentualnych konsekwencji tej choroby, w kontekście aktywności fizycznej jest naprawdę ważną sprawą. Mówić o niej nigdy dość.

Swoją wiedzą podzielił się z nami tym razem doktor Karol Malec, wykładowca Collegium Medicum i pracownik Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.

Lekarz podziela zdanie, że po wyleczeniu się z koronawirusa, do dalszych działań trzeba podejść ze szczególną troską.

Specjaliści zalecają, aby po uzyskaniu statusu ozdrowieńca, powstrzymać się od aktywności sportowej na 4-6 tygodni. A potem powoli do niej wracać.

- Nie wiem czy jestem zwolennikiem takiej przerwy, ale na pewno zalecałbym zrobienie badań - mówi doktor Malec - Zakres tych badań będzie zależał od tego, jak ciężko przeszliśmy chorobę, czy byliśmy w szpitalu, czy konieczny był respirator. Od tego będzie zależała długość przerwy w treningach. Warto się skontaktować z lekarzem rodzinnym i z nim porozmawiać. On zna nas najlepiej i jeśli zajdzie taka potrzeba, skieruje nas do specjalistów.

Malec zwraca uwagę, aby skontaktować się z lekarzem w KAŻDYM przypadku, nawet jeśli przeszło się zakażenie bezobjawowo.

- Oczywiście przy lekkiej postaci choroby jest mniejsze prawdopodobieństwo poważnych powikłań - dodaje nasz rozmówca - Ale mamy doniesienia naukowe o powikłaniach ze strony układu oddechowego, nerwowego, układu krążenia wraz z zapaleniem mięśnia sercowego.

W rozmowie z naszym reporterem doktor Malec opowiada o tym, na jakie niepokojące sygnały powinniśmy zwrócić uwagę. I jak stopniowo i bezpiecznie powrócić do aktywności sportowej. Posłuchajcie!

 

dr Karol Malec (fot. archiwum prywatne)

Jak wracać do aktywności po COVID-19?

  • access_time 00:04:58
  • calendar_today Sobota, 2020.11.28
Pytanie coraz ważniejsze i dotyczące coraz większej liczby osób. Coraz trudniej uchronić się przed koronawirusem. A czy trudno jest wrócić do aktywności fizycznej po wyzdrowieniu?

 

- Do aktywności powinno się wrócić jak najszybciej - uważa dr Bartłomiej Guzik, kardiolog i lekarz sportowy ze szpitala Jana Pawła II w Krakowie i z kliniki Centrum Twojego Zdrowia. Ale aż tak proste to to nie jest

- Musi to być poprzedzone pewnością, że serce i płuca są w pełni wydolne - przekonuje lekarz - Pierwsze 30 dni po ustąpieniu objawów powinniśmy poświęcić na regenerację. Ta aktywność nie powinna być intensywna, nie powinny to być ćwiczenia z tętnem 170 i wyższym. Polecam raczej długie spacery.

Te 30 dni zdaniem doktora to wcale nie jest dużo, bo pozwala na bezpieczne i stuprocentowe dojście do siebie.

Wszystko zależy też od przebiegu choroby. Ci, którzy przeszli COVID-19 z łagodnymi objawami albo bezobjawowo mogą próbować wrócić do treningów. Wart jednak, by obserwowali, co dzieje się z ich organizmem. czy przypadkiem nie reaguje inaczej (gorzej) niż przed chorobą. Trzeba zwrócić uwagę na szybkość zmęczenia, ewentualne kłopoty z oddychaniem czy uciska w klatce piersiowej.

- Natomiast ci, którzy leżeli w szpitalu, na intensywnej terapii, pod respiratorem, albo przeszli infekcję ciężej, z większością objawów, powinni skontaktować się z lekarzem i zaplanować powrót do aktywności i powrót w ogóle do normalnego życia - przekonuje dr Guzik - Jeśli bowiem przesadzimy z obciążeniem organizmy, możemy uszkodzić serce, a to już są zmiany nieodwracalne.

Innymi słowy: z koronawirusem nie ma żartów. I dotyczy to nawet zdrowych jak ryba sportowców.

Posłuchajcie całej rozmowy z dr. Bartłomiejem Guzikiem

 

SKO

 

dr Bartłomiej Guzik (fot. Maciej Skowronek)

Tai Chi - trening ciała, umysłu... wszystkiego

  • access_time 00:05:10
  • calendar_today Sobota, 2020.11.21
W naszym programie do tej pory nie było sztuk walki. Warto to zmienić. Bo to, co mogą one dać trenującym, wykracza znacznie poza rozwijanie sprawności fizycznej.

 

Tai Chi (Chen Taijiquan) powstało ok. 400 lat temu. Jak to zwykle bywa ze wschodnimi sztukami walki, odpieranie ataków przeciwnika to tylko jeden z wielu elementów.

- Tai Chi łączy wszystkie aspekty, o które musimy zadbać - mówi Dorota Rusin-Czajkowska z Chen Bing Taiji Academy Poland w Krakowie - Sprawność fizyczna jest tu budowana pięknie i harmonijnie. Uczymy się prawidłowej postawy, co działa też terapeutycznie, wzmacniamy i rozciągamy ciało i możemy rozwijać sprawność fizyczną właściwie w nieskończoność.

Podstawą i najważniejszą rzeczą, jak przekonuje pani Dorota, jest trenowanie umysłu. Bo to, co jest w głowie, przenosi się później na ciało.

- Uczymy się koncentracji, uwagi, siły spokoju, rozbudzamy wrażliwość i odczuwanie siebie. W tej sztuce podstawą jest głęboka relaksacja. W rozluźnieniu i otwarciu ciała rozpoczyna się uwalnianie stresu, powrót do zdrowia i możliwość budowania wszystkich umiejętności - wyjaśnia.

Trening Tai Chi składa się z dwóch części. Pierwsza to ćwiczenia rozciągające, rozluźniające oraz bardziej specjalistyczne, które pozwalają poczuć i kontrolować ciało. Druga część to już nauka poszczególnych technik, czyli układów ruchowych, tradycyjnie służących do walki, ale zapewniających wszechstronny, harmonijny i całościowy rozwój psychofizyczny.

Posłuchajcie rozmowy z Dorota Rusin-Czajkowską, która opowiada również, co Tai Chi daje w codziennym życiu...


SKO

 

Dorota Rusin-Czajkowska

Bieganie na bosaka

  • access_time 00:06:05
  • calendar_today Sobota, 2020.11.14
Gościem i bohaterem "Rusz się" jest kolejna osoba, która trochę może rozjaśni nam wszystkim ten ponury czas jesieni i pandemii. Przed państwem, występujący już na antenie Radia Kraków... bosy biegacz z Nowego Sącza, czyli - Karol Trojan, pseudonim - nomen omen - Bosy Wirus!

 

Karol właśnie oficjalnie stał się ponownym rekordzistą Polski w biegu 24-to godzinnym na bosaka. W ciągu doby przebiegł ponad 121 km.

Karol biega boso od 2016 roku. Wcześniej przez rok biegał w butach.

- Do chodzenia boso byłem przyzwyczajony, bo w dzieciństwie zawsze wychodziliśmy z domu na podwórko boso. Nie żeby nie było nas stać na buty, po prostu było to dla nas wygodne i tak się przyjęło. A bieganie boso zaczęło się od tego, że doznałem kontuzji, która uniemożliwiła mi start w zawodach. Zacząłem się zastanawiać, co by tu zmienić. Miałem przed sobą przygotowania do kolejnego startu i pomyślałem, dlaczego nie zrobić tego boso? Jeszcze tego samego dnia poszedł na trening - wspomina.

Jak przekonuje, nie robi sobie tym krzywdy, wręcz przeciwnie: jest dzięki temu zdrowszy.

- Kiedy się okazało, że bose bieganie mi odpowiada, zacząłem zagłębiać się w ten temat i uzyskane informacje potwierdziły tylko moje odczucia. Wystawiamy swoje stopy na działanie różnych warunków atmosferycznych, zwłaszcza teraz, jesienią i zimą. Krioterapia jest przecież często stosowana, więc to też jest leczenie zimnem. Poza tym biegając i chodząc boso pobudzamy receptory, których na stopach jest bardzo dużo i które wpływają na inne części naszego organizmu.

Bieganie i chodzenie boso najlepiej zacząć na trawie. Jest to najprzyjemniejsze i wymagające najmniej techniki.

- Asfalt i kamienie jeszcze bardziej pobudzają receptory, o których wspominałem, ale tego rodzaju twardsze nawierzchnie już nie wybaczają błędów. Tu warto uczyć się pod kontrolą bardziej doświadczonej osoby, która będzie nas kontrolować. Żeby chodzić i biegać boso musimy przejść na stawianie stopy na śródstopiu, a nie od pięty. W przeciwnym razie możemy zniszczyć sobie stawy, a później kręgosłup - tłumaczy Karol.

"Bosy Wirus" Trojan promuje na zawodach rodzinny Nowy Sącz, ale też zachęca wszystkich do uprawiania sportu.

- Czy to będzie bieganie, czy jazda na rowerze czy spacerowanie, najważniejsze, żebyśmy się ruszali, szczególnie teraz, kiedy nasza odporność jest wystawiana na próbę, ruch na pewno pomoże nam ją odzyskać - przekonuje.
  
Jeśli ktoś chciałby pobiegać z Karolem lub nauczyć się biegać boso, może zajrzeć na profile facebookowe: Karol Bosy Wirus Trojan, albo Akademia Bosego Wirusa. 

A potem... boso przez świat, po biegowych i spacerowych trasach.


Bartosz Niemiec / SKO

Wyczynowy fitness

  • access_time 00:06:34
  • calendar_today Sobota, 2020.11.07
To sport o wiele bardziej wyjątkowy, niż nam się wydaje. Przekonują o tym Anna Simsak-Godula i Yuliia Komenotrus, utytułowane zawodniczki i trenerki z klubu Lady Fitness Myślenice.

 

Yuliia jest świeżo upieczoną mistrzynią świata w fitnessie artystycznym. Tytuł zdobyła na październikowych zawodach w Rumunii. Startuje w konkurencji fitnessu artystycznego. Podczas prezentacji oceniany jest specjalnie przygotowany przez zawodniczkę układ z elementami tanecznymi, gimnastycznymi, akrobatycznymi i siłowymi. Można powiedzieć, że prezentuje się wszystko to, co można robić na... rekreacyjnych zajęciach fitness, tylko oczywiście na znacznie wyższym poziomie.

- Trzeba przygotować taki układ, który zwróci uwagę sędziów, czymś ich zaskoczy i zachwyci - tłumaczy Anna Simsak-Godula - Drugim elementem startu jest prezentacja sylwetki i jej ocena, na podstawie określonych  kryteriów.

Co ciekawe, liczy się tu nawet... kostium, który się ma na sobie.

- I więcej kolorów, im więcej błyszczących elementów, tym ta ocena może być wyższa - dodaje Yuliia Komenotrus. Oznacza to, że ta dyscyplina wykracza poza same umiejętności, które w innych sportach wystarczą.

- Trzeba mieć do tego predyspozycje, być pewnym siebie i nie bać się pokazać przed szeroką publicznością - przyznają dziewczyny. Pewności siebie nie da się tak łatwo nauczyć, ale jak zwraca uwagę Yullia, kiedy praca na treningach przynosi efekty, ta pewność siebie się zwiększa.

A pracy jest naprawdę sporo. Żeby osiągnąć sukces, trzeba zacząć od małego i być naprawdę systematycznym i zaangażowanym.

- To styl życia, który trzeba kochać i któremu trzeba się podporządkować - mówi Anna.

Ciekawostką jest to, że Yuliia po mistrzostwach jest na etapie odpoczynku, więc trenuje "tylko" cztery razy w tygodniu na siłowni i cztery raz w tygodniu na hali.

Posłuchajcie całej rozmowy, w której dziewczyny opowiedzą, jak udaje im się pogodzić trenowanie fitnessu z innymi obowiązkami. I że każdy może znaleźć czas na uprawianie sportu.


SKO

 

Anna Simsak-Godula i Yuliia Komenotrus

Profilaktyka przez aktywność fizyczną

  • access_time 00:05:02
  • calendar_today Sobota, 2020.10.31
Gościem programu "Rusz się jest znany już z państwu z anteny Radia Kraków Bartłomiej Guzik - lekarz kardiolog ze szpitala Jana Pawła II w Krakowie oraz Centrum Twojego Zdrowia.

 

A rozmawiamy o profilaktyce, bo czasy coraz mniej spokojne, jeśli chodzi kolejną falę epidemii. Mamy na myśli rzecz jasna profilaktykę poprzez aktywność sportową, ale nie tylko.

- Na pewno możemy zmniejszyć ryzyko zakażenia poprzez aktywność fizyczną, ponieważ ona stymuluje układ odpornościowy, zatem szanse na infekcję maleją - przekonuje nasz rozmówca - Przy okazji dbamy o równowagę psychiczną, która w tych ciężkich czasach jest równie ważna. Ale należy przy tym pamiętać, by ta aktywność była bezpieczna, a więc musimy zachowywać dystans społeczny i stosować się do zaleceń.

A jak według doktora Guzika postępować, aby zmniejszyć ryzyko zakażenia?

- Aktywność fizyczna nie powinna być zbyt intensywna. Mamy pobudzać nasze krążenie, ale nie przemęczać się, bo  w przypadku zakażenia taka intensywna praca nie jest wskazana. Przy tak dużej liczbie zakażeń nie jest wykluczone, że przechodzimy Covid 19 bezobjawowo.

- Najlepiej uprawiać aktywność z dala od miasta i ludzi, czyli na przykład w lesie, bo wtedy unikamy kontaktu. Warto też spojrzeć łaskawym okiem na pomieszczenia, w których się znajdujemy na co dzień, czyli na przykład własne mieszkanie. Można pomóc sobie kupując niezbyt drogie przyrządy gimnastyczne, takie jak taśmy, skakanka czy hantle. Można też poszukać ćwiczeń wykorzystujących ciężar naszego ciała.

- Warto zadbać o dietę, która również ma wpływ na stymulowanie odporności.

- Warto rozważyć suplementację, na przykład ważnej w naszej szerokości geograficznej witaminy D lub innych suplementów diety na odporność, które na pewno nie zaszkodzą, a mogą pomóc.

- Ważny jest sen oraz... brak stresu. W tym ostatnim może nam pomóc właśnie wysiłek fizyczny. Można też suplementować magnez. To jest również istotne, bo niewyspany i zdenerwowany organizm szybciej łapie wszelkiego rodzaju infekcje.

W dzisiejszym świecie szczególnie o dietę, odpowiedni sen i brak stresu jest trudno, ale... trzeba spróbować.

 

SKO

Wszechstronny tenis

  • access_time 00:05:21
  • calendar_today Sobota, 2020.10.24
Proszę państwa, kiedyś musiał nadejść ten moment. Oto odcinek o tenisie - sporcie, który wszyscy znają, ale być może nie wszyscy mają odwagę się za niego zabrać.

 

Niedawny polski sukces w Wielkim Szlemie spowodował, że zapewne więcej osób zaczęło się tenisem interesować. Zatem odczarowujemy tę wspaniałą dyscyplinę i proponujmy ją państwu jako sposób na aktywne spędzanie wolnego czasu.

A czynimy to z Michałem Żuławińskim - trenerem ze szkoły tenisa w podkrakowskich Myślenicach

- Trudność tenisa zależy od tego, czego się oczekuje. Jeśli chce grać w turniejach, to rzeczywiście wymaga to sporo wysiłku. Natomiast jeśli chcemy odbijać sobie na korcie kilka razy w tygodniu, to jest w stanie się tego nauczyć każdy - przekonuje Michał.

Dobrze jest zatrudnić na początek instruktora, który pokaże, jak prawidłowo wykonywać wszystkie ruchy. Jeśli zrobimy to sami, możemy wyrobić sobie niewłaściwe nawyki, które później trudno będzie zmienić.

Jedną z trudności w uprawianiu tenisa jest konieczność dostępu do czynnego kortu. To ogranicza nas w czasie i przestrzeni. Ze sprzętem jest już jednak inaczej

- Na początek nie musimy mieć rakiety, bo jeśli jest już kort, to na kortach przeważnie rakietę i piłeczki można wypożyczyć - dodaje trener - Później można już sobie kupić rakietę, ale one są już dostępne w cenach od 100-200 zł. Na początek nie wymagamy też specjalnych butów. Można je kupić później, aby zyskać większy komfort podczas gry. 

Co ciekawe, to różnych nawierzchni są różne buty, ale niekoniecznie trzeba mieć kilka par.

- Na mam buty przeznaczone na ceglaną nawierzchnię, które świetnie się sprawdzają na każdej - mówi Michał.

Aby opanować podstawy tenisa i aby można było swobodnie grać, potrzeba, według trenerów, około 10 lekcji. Potem już można korzystać z dobrodziejstw tego sportu.

Posłuchajcie całej rozmowy z Michałem Żuławińskim, który opowiada, co daje tenis zarówno jeśli chodzi o kształtowanie ciała, jak i ducha. 

Bo patrząc na tenisistów i tenisistki, gołym okiem widać, że to dyscyplina wręcz idealna, by dobrze wyglądać i dobrze się czuć.


SKO

 

Michał Żuławiński

Biegam Bo Lubię Lasy

  • access_time 00:03:58
  • calendar_today Sobota, 2020.10.17
Zapewne słyszeliście o popularnej akcji Biegam Bo Lubię, w ramach której organizowane są spotkania i treningi po okiem profesjonalnych instruktorów. Kojarzy się to jednak głównie z bieganiem po asfalcie i bieżni. W październiku ruszyła "leśna" odsłona tego projektu.

 

Przy współpracy z Lasami Państwowymi, w 19 miejscach w calej Polsce, organizowane są treningi w lasach. W Małopolsce takim miejscem są Myślenice pod Krakowem. Uczestnicy spotykają się w każdą niedzielę o 9:30 na parkingu w pobliżu stadionu Dalinu. Stamtąd już tylko rzut beretem do okolicznych lasów i na okoliczne szczyty.

Treningi prowadzi biegacz górski Dominik Szczurek, który przekonuje, że nie ma nic lepszego, niż bieganie po lasach i górach.

- Przede wszystkim piękne widoki, cisza, spokój, bliski kontakt z naturą i urozmaicenie terenu, których nie daje bieganie po ulicy. 

Wizyty w lesie są wskazane zwłaszcza teraz, bo w świetle nowych rządowych obostrzeń to właśnie las jest miejscem, gdzie niema obowiązku noszenia maseczek. A jak wiadomo, bieganie w maseczce jest niewygodne i nie służy poprawie kondycji.

Bieganie w terenie jest też cenne z czysto szkoleniowego punktu widzenia. Nawet biegacze uliczni dostają zalecenia, aby od czasu do czasu trenować w lesie.

- Angażujemy większą liczbę mięśni, niż podczas biegania "po płaskim" - wyjaśnia Dominik. W lesie pracuje się też nad siłą biegową.

Akcja bezpłatnych treningów w myślenickich lasach potrwa do 20. grudnia.


SKO

 

 

Dominik Szczurek

Bieganie z wózkiem... Dziecięcym

  • access_time 00:03:16
  • calendar_today Sobota, 2020.10.10
Od kiedy należy zachęcać najmłodszych do aktywności fizycznej...? Najwcześniej jak się da. Tej zasady trzyma się pani Anna Łapińska z Przemyśla, którą spotkaliśmy na Festiwalu Biegowym w Krynicy podczas... biegu z wózkiem.

 

Młodszym biegaczem był 11-miesięczny Szymon, syn pani Anny. Oboje (w sumie oboje) pokonali "Życiową Dychę" w czasie 54:15. 

- Trzeci raz biegnę w Krynicy z wózkiem, tylko zmieniają mi się lokatorzy - śmieje się pani Anna, która w sumie jest matka czwórki dzieci. Do biegania wykorzystuje specjalny, trzykołowy wózek, odpowiednio wyprofilowany, przeznaczony właśnie do takich celów. To ważne, by było bezpiecznie i komfortowo dla małego i dużego biegacza.

Pani Anna mieszka w Przemyślu, należy do Przemyskiego Klubu Biegacza. Jest także instruktorką fitness. Jak przekonuje, bycie matką czwórki dzieci wcale nie kłóci się z byciem aktywnym. Pomocne może być... angażowanie dzieci w uprawianie sportu. Wówczas wszystko da się pogodzić.

Nasza bohaterka zdradziła też, że przed rokiem... przebiegła na zawodach 10 km będąc... w 9. miesiącu ciąży! Nosiła właśnie Szymona. A w wózku siedział starszy, 3-letni syn. To dowód, że w sporcie nie ma rzeczy niemożliwych. Jeśli oczywiście lekarz pozwoli...

 

Sławomir Wrona / SKO

 

 

fot. archiwum prywatne

Adam Czerwiński: Pacemaker dla zawodowców

  • access_time 00:05:16
  • calendar_today Sobota, 2020.10.03
W tym odcinku "Rusz się" gościem (nie pierwszy raz) jest znany Wam zapewne biegacz rodem z Małopolski, medalista mistrzostw Polski, odnoszący także sukcesy w biegach ulicznych, Adam Czerwiński.

 

Od kilku lat Adam trudni się dość niecodziennym sportowym zajęciem. Na mityngach lekkoatletycznych w Polsce i na świecie pełni rolę... pacemakera, czyli biegacza, który nie staje na starcie po to, by wygrywać, ale prowadzi zawodników na trasie tak, aby osiągnęli określony czas i aby to oni cieszyli się ze zwycięstwa.

Dlaczego pacemakerów nie spotykamy na takich zawodach jak igrzyska olimpijskie czy mistrzostwa świata?

- Na takich imprezach zawodnikom zależy tylko na zwycięstwie, na zdobyciu medalu - tłumaczy Adam - Osiągnięty czas ma drugorzędne znaczenie. Natomiast na mityngach komercyjnych czas jest istotny. Także organizatorom zależy, aby na ich zawodach osiągano dobre wyniki, bo wtedy rośnie ranga imprezy, chętniej zgłaszają się sponsorzy.

Dobry pacemaker jest ceniony przez zawodników. Wielu z nich zwraca uwagę przed zgłoszeniem się na zawody, jaka jest lista prowadzących. Podobnie dbają o to organizatorzy.

Kto by pomyślał, że pacemaker jest tak ważną osobą?!

Do tej roli trzeba mieć wyjątkowe umiejętności i doświadczenie. W końcu trzeba tak poprowadzić zawodników, żeby na końcu "siadło" i żeby czas był taki, jak to zostało ustalone.

Posłuchajcie rozmowy, w której Adam opowie co robi, aby w sposób idealny spełniać swoje zadanie. Zdradzi też jak długo zamierza być pacemakerem i czy planuje wrócić jeszcze do roli zawodnika na międzynarodowych bieżniach.


SKO

Vege Runnrs

  • access_time 00:04:38
  • calendar_today Sobota, 2020.09.26
Tym razem w programie "Rusz się" temat kulinarny. I odwieczne pytanie: czy da się uprawiać sport nie jedząc mięsa?

 

Członkowie klubu Vege Runners, który istnieje od 15 lat i zrzesza tysiące ludzi z całej Polski, nie mają wątpliwości.

Konrad Francuz, ultrabiegacz z Krakowa i vege runner nie je mięsa od ponad 35 lat. W tym czasie uprawiał różne sporty. Obecnie pokonuje mordercze dystanse w górach.

- Posiłki roślinne są o wiele lepiej i szybciej przyswajane przez organizm. W tym leży ich siła - przekonuje.

A co do ich skuteczności, to należy je odpowiednio zbilansować.

- Frytki z colą i keczupem też są pokarmem bezmięsnym, a wszyscy wiemy, że nie będzie nam się po tym dobrze trenowało czy startowało - śmieje się Konrad.

Posłuchaj  rozmowy  z Konradem, który zdradził między innymi własny przepis na batony energetyczne, przydatne podczas wysiłku fizycznego.


SKO

 

Konrad Francuz (fot. archiwum prywatne)

A jednak w Krakowie będzie maraton!

  • access_time 00:01:58
  • calendar_today Sobota, 2020.09.19
Nie na ulicach miasta, ale na Błoniach i nie dla 7 tysięcy, ale dla 250 osób. 8. listopada będzie można pobiec na królewskim dystansie. To inicjatywa sponsora tytularnego Cracovia Maratonu, który postanowił jednak coś zorganizować. A władze Krakowa tylko się z tego ucieszyły.

 

Oprócz tradycyjnego biegu organizatorzy proponują biegi wirtualne, w których można wziąć udział za pośrednictwem bezpłatnej aplikacji.

Zapisy ruszają 8. października.

- Zapisać się może każdy, natomiast w biegu może wziąć udział tylko 250 osób, ze względu na obostrzenia epidemiczne - wyjaśnia Krzysztof Kowal, dyrektor Zarządu Infrastruktury Sportowej w Krakowie - Dlatego 12. października przeprowadzimy losowanie i wyłonimy tych, którzy będą mogli wspólnie pobiec.

Będzie to nie lada wyzwanie, bo 42,195 km będzie trzeba przebiec... wokół Błoń! To około 12 kółek. Dla psychiki to ogromny wysiłek.

- Przy 250 uczestnikach nie udźwignęlibyśmy finansowo organizacji biegu na terenie całego miasta. Poza tym nie chcieliśmy zamykać ulic - tłumaczy Kowal.

Osoby, które zostaną wylosowane do udziału w maratonie na Błoniach, będą musiały wpłacić co najmniej 100 złotych wpisowego i te pieniądze zostaną przeznaczone na szpital Żeromskiego w Nowej Hucie, który leczy dzieci chore na Covid 19.

Tak samo na szpital pójdą pieniądze z biegów wirtualnych, gdzie wpisowe będzie wynosiło 40 złotych.

Kto zatem chce pobiegać w takiej właśnie formule, to niech zapisze sobie datę 8. listopada, kiedy ruszają zapisy.

Wszystkie szczegóły można znaleźć TUTAJ

 

SKO

 

Krzysztof Kowal (fot. Maciej Skowronek)

Korona Gór Polski w 11 dni

  • access_time 00:04:17
  • calendar_today Sobota, 2020.09.12
W programie "Rusz się" staramy się też przedstawiać Państwu bohaterów, którzy zrobili lub robią coś, co może zainspirować. I co może sprawić, że ktoś pójdzie w ich ślady.

 

Pani Monika Nowicka pracuje w krakowskiej policji, jest osoba aktywną i uprawiającą sport, a jedną z jej pasji jest chodzenie po górach. W te wakacje, wraz ze swoim partnerem, zdobyła Koronę Gór Polski, czyli  28 najważniejszych szczytów w naszym kraju (między innymi Rysy, Babią Górę, Turbacz, Lubomir czy Mogielicę).

Nie byłoby w tym może nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że oboje zrobili to... w zaledwie 11 dni. To oznacza, że właściwie każde godnia wchodzili na co najmniej dwa szczyty. A raz nawet na cztery.

Dlaczego się tak spieszyli...? Odpowiedź jest prosta.

- Mieliśmy tylko dwa tygodnie urlopu - mówi pani Monika.

Sam pomysł zdobycia Korony gór przyszedł jednak spontanicznie, podczas wędrowania po szczytach na Dolnym Śląsku.

Posłuchajcie rozmowy z panią Moniką.

A jeśli jeszcze macie do wykorzystania urlop i nie wiecie, jak go spędzić, to robić, to jest ciekawa propozycja.

Można też w jakkolwiek sposób zdobyć Koronę Gór Polski. A jak się zapiszecie do Klubu Zdobywców, to będzie oficjalnymi zdobywcami i posiadaczami odznaki.

Bo jak mawiał klasyk: "Dobrze jest łączyć przyjemne z pożytecznym. I dobrze jest mieć odznakę."


SKO

 

fot. archowum prywatne

Zawody w czasie epidemii

  • access_time 00:04:18
  • calendar_today Sobota, 2020.09.05
Program "Rusz się" wraca po wakacjach. Co tam słychać w świecie tak zwanego masowego sportu?

 

Dzieją się rzeczy bardziej i mniej wesołe. Cały czas jesteśmy w trakcie pandemii i niestety, mimo że wszyscy liczyli, że się uda, to najważniejsze imprezy biegowe w Krakowie zostały odwołane. Chodzi o Półmaraton Marzanny, Bieg Trzech Kopców, Półmaraton Królewski i Cracovia Maraton. Przesunięcie tych imprez na koniec wakacji i na jesień nie pomogło.

Ale odbyły się na przykłąd Garmin Ultra Race w Myślenicach i czy cykl Nowa Huta w Czterech Smakach.

Co więc decyduje o tym, że impreza może się odbyć? 

- Wszystko zależy od liczby uczestników i od tego, gdzie odbywa się impreza - mówi Kacper Piech, który niedawno współorganizował letnią Etapową Triadę, a pod koniec września współorganizuje Myślenicki Bieg Uliczny - Nowe ograniczenia mówią, że w zawodach może brać udział do 250 uczestników jednocześnie, nie licząc obsługi.

To oznacza, że takie wydarzenie jak Cracovia Maraton,w którym bierze udział nawet 7 tysięcy uczestników z całego świata nie może się odbyć.

- W przypadku Myślenickiego Biegu, w którym mamy zapisanych około 1000 osób rozwiązaliśmy to w ten sposób, że biegniemy w pięciu seriach po 250 - dodaje Kacper - Druga ważna zasada jest taka, że zawody odbywają się bez udziału publiczności. Musi być przygotowana strefa biura zawodów, która jest wydzielona, która jest dezynfekowana i w której należy nosić maseczkę. W strefie rozgrzewki natomiast należy zachować 1,5 metra dystansu. Start również wygląda trochę inaczej: startujemy wspólnie, ale też  z zachowaniem odpowiedniej odległości.

W czasie epidemii królują więc kameralne imprezy oraz biegi górskie, organizowane z dala od centrów miast.

Zalecenia jak na razie się sprawdzają. Nie słyszymy o ogniskach koronawirusa na zawodach biegowych.

Posłuchaj całej rozmowy z Kacprem Piechem

 

SKO

 

Kacper Piech

Bikefitting

  • access_time 00:07:59
  • calendar_today Sobota, 2020.06.27
To ostatnie spotkanie przed wakacyjną przerwą 2020 roku. Ponieważ w ostatnim czasie renesans przeżywają rowery (ponoć przyczyniła się do tego epidemia koronawirusa), postanowiliśmy opowiedzieć wam o ciekawej dyscyplinie... naukowej.

 

- Bikefitting to profesjonalna metoda infywidualnego dopasowania roweru do potrzeb kolarza - wyjaśnia Tamara Górecka-Werońska, bikefitterka z Profidea BMC Lab Kraków.
 
W Polsce ten zawód jest obecny od 10 lat. Na świecie od 1997 roku. Zaczęło się od dopasowywania rowerów dla zawodowych kolarzy, jeżdżących w pro tour. Ale z czasem to zjawisko "zeszło niżej" i sklepy rowerowe coraz częściej mają taką usługę w swojej ofercie.
 
- Bikefitting dzielimy na dwie częśći - mówi Tamara - Pierwsza to podstawowe dobranie roweru w sklepie. Odpowiednia wysokość siodła, szerokość kierownicy, poziom klamek. To jest tak zwany szybki sizing. On trwa ok 15-20 minut, czasem godzinę. Średnio przeszkolony sprzedawca jest w stanie to zrobić. Natomiast prawdziwy bikefitting to już jest sztuka. Taka sesja składa się z kilku etapów i trwa... kilka godzin.
 
A po co w ogóle jest bikefitting? Przede wszystkim chroni przed kontuzjami. Bo źle dopasowane siodełko czy kierownica może uszkodzić stawy.
 
- Kilkugodzinna jazda na rowerze sprawia, że kręci się korbą kilkadziesiąt tysięcy razy - przekonuje nasza rozmówczyni - Przy złej wysokości siodła czy kierownicy może to spowodować dolegliwości. Do mnie najczęściej przychodzą klienci, których już coś boli.
 
Z rozmowy z Tamarą Górecką-Werońską dowiecie się jak wygląda profesjonalny bikefitting, którzy mogą stosować kolarze profesjonalni albo amatorzy, których interesuje udział w zawodach albo dłuższe wyprawy. Bikefitting pozwala nie tylko uniknąć kontuzji i zapewnić większy komfort, ale też uzyskać lepsze osiągnięcia.
 
Tamara prezentuje też porady dla kolarzy na profilach w mediach społecznościowych.
 
 
SKO
 
Tamara Górecka-Werońska
 
 

Zumba jest dobra na wszystko

  • access_time 00:05:19
  • calendar_today Sobota, 2020.06.20
Kiedyś w końcu musieliśmy powiedzieć o tej aktywności, bo jest niezwykle popularna... I ciekawa. Właściwie nie wiadomo czy bardziej jest tańcem czy sportem. Ale spełnia oba zadania.

 

- To jest połączenie tańca i fitnessu - wyjaśnia Marta Kasprzyk, trenerka zumby - Zajęcia są inspirowane rytmami latynoskimi. Chodzi o to, by pobudzić ludzi, by nie myśleli o tym że się męczą i by ta muzyka ich napędzała. Dzięki temu są w stanie wykonać bardziej efektywny trening. To jest też trening interwałowy, każda piosenka jest w innym tempie, więc jest to też dobre dla pracy serca.

Jak dodaje Marta, elementy tańca sprawiają, że... lepiej sobie radzimy na parkiecie podczas wesela czy innej imprezy. Zumba ma więc także bardzo praktyczne zastosowanie.

Trening składa się z 8-10 minutowej rozgrzewki, właściwego treningu oraz na koniec z krótkiego, aktywnego rozciągania, również przy muzyce. Zajęcia trwają w sumie godzinę i jak przekonują trenerzy, można wtedy stracić nawet 500 kalorii!

Zumba teoretycznie opiera się na tańcach latynoskich, ale tańczy się przy najróżniejszych gatunkach.

- Są nawet tańce irlandzki, bollywoodzki, merengue  - mówi Barbara Fila-Chwiej, trenerka peronalna i instruktorka zumby  - Wszystko mamy w jednym miejscu, więc jeśli ktoś lubi tańczyć, a nie ma do tego partnera, to zumba jest idealnym rozwiązaniem.

Charakterystyczna rzeczą w tej dyscyplinie są tak zwane maratony zumby, czyli otwarte spotkania z udziałem instruktorów.

- Najczęściej organizuje się je charytatywnie, czyli przychodzą ludzie, żeby potańczyć i się pobawić, a przy okazji wesprzeć jakąś zbiórkę - mówi Mateusz Szafrański, także instruktor zumby - To jest też możliwość, by poznać zumbę i spróbować jej. Wiele osób przychodzi na takie spotkanie i potem decyduje się na regularne treningi.

Bo rzeczywiście trudno się oprzeć...

Posłuchajcie rozmowy z instruktorami, którzy powiedzą, co jeszcze daje trenowanie zumby i czy może to być nasza jedyna aktywność sportowa.


SKO

 

 

Wirtualna Koronka Ultra

  • access_time 00:03:49
  • calendar_today Sobota, 2020.06.13
W tym odcinku programu "Rusz się" mamy kolejną ciekawa propozycję na wirtualne biegi. Czyli coś, co pozwoli biegaczom wyznaczyć i osiągnąć cele w czasie, kiedy nie ma zbyt wielu zawodów.

 

Wirtualna Koronka Ultra to cykl biegów górskich, które można sobie samemu. A potem to udokumentować. Pomysłodawcami są biegacze skupieni wokół wydawnictwa Kingrunner.
- Zachęcamy biegaczy ultra do pokonywania najsłynniejszych tras z Polsce i nie tylko - mówi James Kamiński, jeden z inicjatorów projektu - Stworzyliśmy więc Koronę Ultra. A że teraz mamy epidemię i ograniczenia, to postanowiliśmy stworzyć Wirtualną Koronkę. Koronka dlatego, że proponowane trasy są krótsze. Z racji wymogów sanitarnych nie może być wsparcia ekipy dla zawodnika, więc musi być to dystans, który można pokonać samemu.

Do Wirtualnej Koronki  Ultra wybrano 15 tras w całej Polsce. Aby zdobyć tytuł, trzeba przebiec co najmniej 7. Biagacz ma na to czas do końca wakacji

- Trasy opierają się na najsłynniejszych biegach ultra w Polsce, ale są krótsze - wyjaśnia James - Od 17 do 34 kilometrów, więc są spokojnie do przebiegnięcia. To jest przedsięwzięcie całkowicie niekomercyjna, to jest zabawa. Z jednej strony chcemy dać coś biegaczom, którzy nie mogą startować w zawodach, bo ich nie ma, a z drugiej strony wspierać i aktywizować jakoś innych, bo taki biegacz, jak się wybierze na trasę, to przy okazji kupi coś w lokalnym sklepie, zje coś w restauracji czy nawet gdzieś przenocuje.

Więcej szczegółów Wirtualnej Koronki Ultra znajdziecie TUTAJ.

Posłuchajcie też całej rozmowy Macieja Skowronka z Jamesem Kamińskim, który opowie też o pierwszych biegach które odbywają się po zezwoleniu na większe zgromadzenia.

 

James Kamiński (fot. arch. prywatne)

 

Siłownie wreszcie otwarte!

  • access_time 00:02:29
  • calendar_today Sobota, 2020.06.06
Doczekaliśmy się! W końcu siłownie, kluby fitness i baseny zostały "odmrożone". Można z nich korzystać po trwającej ponad dwa miesiące przerwie. Pod pewnymi jednak rygorami. Przeczytajcie, jakimi...

 

Tęsknili i miłośnicy tego typu aktywności i trenerzy.

- Jak to mówią: miłość bywa ciężka, a szczególnie ta do ciężarów. Oczywiście, że tęskniliśmy - mówi Dariusz Samek, trener personalny w klubie As Gym w Myślenicach - To trochę tak jakby stracić kawałek siebie, jeśli to jest praca połączona z życiową pasją.

Jak wiadomo, treningi zdalne to nie to samo. Od 6. czerwca można już jednak przychodzić na siłownię. Trener Samek przyznaje, że już dużo wcześniej klienci dzwonili deklarowali, że jeżeli tylko będzie informacja o otwarciu siłowni, to rezerwują termin. Przychodzić będzie można jednak pod pewnymi warunkami.

- Przede wszystkim jest ograniczona liczba osób, która może  przebywać w pomieszczeniach w jednym czasie - wyjaśnia Darek - Na jedną osobę musi przypadać co najmniej 10 metrów kwadratowych. Obowiązuje oczywiście dystans dwóch metrów między osobami. Musi być też odstęp między urządzeniami.

W większych siłowniach zalecenie jest takie, aby czynny był co drugi przyrząd (na przykład bieżnia czy rower stacjonarny).

Siłownie muszą też zapewnić płyn do dezynfekcji. Same urządzenia też muszą być po każdym użyciu zdezynfekowane.

- Tu jednak w praktyce niewiele się zmienia, bo przed epidemią też obowiązywały zasady, że każdy musi mieć własny ręcznik, a po każdym użyciu jakiegoś urządzenia, musi je zdezynfekować - tłumaczy Dariusz Samek.

Wszyscy liczą, że zarówno kluby fitness i siłownie, jak i ćwiczący, podejdą do calej sytuacji w sposób odpowiedzialny. Bo w końcu chodzi o to, żeby być zdrowym. A przez ćwiczenia jeszcze bardziej.

Listę rządowych zaleceń, dotyczących siłowni i klubów fitness znajdziesz TUTAJ

 

SKO

 

 

Biegniemy dla służby zdrowia

  • access_time 00:05:22
  • calendar_today Sobota, 2020.05.30
To kolejny sposób na wyzwanie, kiedy nie ma zawodów. Każdy może wziąć udział w akcji "Charity-acivity - biegniemy dla polskiej służby zdrowia". Trzeba wpłacić datek w formie wpisowego, wyznaczyć sobie dowolny biegowy cel i zrealizować go w weekend Bożego Ciała.

 

Zapisać się można na stronie charity-activity.com. Wpłacone pieniądze przekazywane są medykom za pośrednictwem portalu Siepomaga.

- To jest ta część charytatywna - mówi Kacper Piech, trener i organizator biegów, jeden z ambasadorów akcji - Zostaje druga część, czyli "activity". To może być dowolny cel. Ktoś chce przebiec 10 km w danym czasie, komuś odwołali zawody i chce przebiec ten sam dystans, ktoś dawno nie biegł maratonu, albo chce uczcić swoje urodziny.

Swój cel należy zrealizować między 11. a 14. czerwca.

- To jest sposób na zmotywowanie się teraz, kiedy biegi są odwołane, albo przełożone - tłumaczy Kacper -  W planach  treningowych są takie momenty zwrotne, w których są albo starty w zawodach, albo mocniejsze treningi, które zmuszają do wyjścia ze strefy komfortu i poprawiania w ten sposób formy. Tego typu akcje lub tzw. biegi wirtualne, których jest coraz więcej, pozwalają się zmobilizować, kiedy startów brakuje.

Dodajmy, że celem organizatorów akcji "Charity - activity" jest zebranie dla medyków 100 tysięcy złotych.

A w rozmowie z Kacprem Piechem usłyszycie też między innymi, jak mogą wyglądać zawody biegowe po ostatnim etapie "odmrożenia". Od 30. maja możliwe są zgromadzenia do 150 osób. Trzeba jednak zachować 2-metrowy dystans między osobami, lub zasłaniać usta.

 

SKO

 

Kacper Piech

Wirtualna pogoń za żubrem

  • access_time 00:04:29
  • calendar_today Sobota, 2020.05.23
Krakowski Klub Biegacza Dystans jako jeden z pierwszych w Małopolsce postanowił zorganizować swoje flagowe zawody w formie... zdalnej. Biegacze nie spotkają się tłumnie w Puszczy Niepołomickiej na 12. Biegu w Pogoni za Żubrem, ale... i tak będą mogli wziąć w nim udział.

 

- Musimy się ruszać, bo inaczej w czasie tej epidemii zwariujemy! - mówi Paweł Żyła z KKB Dystans, znany też jako spiker na małopolskich biegach. "Zdalna" formuła Biegu w Pogoni za Żubrem jest podobna do tych, które powstają jak grzyby po deszczu w czasie społecznej kwarantanny. Wystarczy się zapisać, przebiec samemu określony w regulaminie dystans, wysłać organizatorom zdjęcie z aplikacji, która zarejestrwała nasz bieg (z zegarka lub komórki). Organizatorzy w nagrodę przyślą medal.

 

Paweł Żyła 

 

- To oczywiście nie to samo, ale jak pogadacie z listonoszem, to może wręczy wam ten medal uroczyście, w naszym imieniu - mówi pan Paweł.

Zabawa polega na tym, by  odpowiedni dystans - 8 km lub 15 km - przebiec między 20. czerwca, a 5. lipca. Można to zrobić w dowolnym miejscu.
- Nie musi to być Puszcza Niepołomicka, może to być las w Wejcherowie, albo gdzieś pod Łodzią - uśmiecha się Paweł. Nie musi to być nawet las, choć dobrze by było, gdyby jednak warunki były zbliżone do tych w czasie prawdziwej pogoni za żubrem.

Organizatorzy tym razem nie przewidzieli limitu czasowego. Można trasę przebiec, można przespacerować, z kijkami lub bez. Celem jest zachęcenie ludzi do ruchu.Warto rozważyć start w tego typu zawodach. W czasie epidemii medal zdobyty "zdalnie" będzie z pewnością ciekawą pamiątką.

W KKB Dystans liczą się także z tym, że inna ich kultowa impreza może być się odbyć w ten sam sposób Chodzi o tegoroczny Półmaraton Marzanny, który już został przełożony (miał się odbyć tradycyjnie w pierwszą niedzielę wiosny) i obecnie jest planowany 29. sierpnia wieczorem, jako bieg nocny. 

- Prowadzimy rozmowy dotyczące stworzenia specjalnej aplikacji komórkowej, która pozwoli w łatwy sposób rejestrować zdalne starty w zawodach - zdradza Paweł Żyła. Ma jednak nadzieję, że sytuacja epidemiczna na tyle się uspokoi, że będzie można w końcu stanąć na starcie na tradycyjnych zasadach. Pod koniec maja miną trzy miesiące od odwołania lub przesunięcia pierwszych imprez.

 

SKO

 

 

Zachęcamy do wędrówek

  • access_time 00:06:01
  • calendar_today Sobota, 2020.05.16
Dziś znów inspirująca rozmowa. Joanna Gądek mieszka z rodziną w podkrakowskiej Skawinie. Oboje z mężem uprawiają bieg ultra, a wolny czas i urlopy spędzają... na rodzinnych pieszych wędrówkach.

 

W audycji "Rusz się" będziemy Was zachęcać do tego typu aktywności, bo to również zdrowe, a w czasie ograniczeń związanych z epidemią (brak możliwości wyjazdu na wycieczkę zagraniczną) jest to doskonały sposób na spędzenie wolnych dni w Polsce i... odkrycie "swego, którego nie znacie".

- Nigdy nie byliśmy na takich wczasach, że leżymy na plaży i nic nie robimy. To zupełnie nie dla nas - mówi Joanna - Już w liceum lubiłam wszelkie wyprawy, który były organizowane. Na piesze rajdy zapisywałam się jako pierwsza. Mój mąż Paweł też miał taki charakter, więc się doskonale dogadaliśmy. Najpierw razem biegaliśmy, a potem całą rodziną, czyli z naszą 9-letnią obecnie córką, zaczęliśmy organizować sobie takie piesze czy rowerowe wyprawy.

Joanna podkreśla, że to najbardziej ekonomiczny sposób na aktywne spędzanie czasu, bo wystarczy mieć wygodne buty. A jak się organizuje taką wyprawę?

- Punktem wyjścia, zarówno przy wycieczkach jednodniowych, jak i przy wyprawach wakacyjnych, jest mapa - odpowiada Joanna - Dosłownie. Bierzemy mapę, rozkładamy na stole i placem szukamy, w przypadku wycieczek jednodniowych, najbliższych zielonych terenów. Patrzymy, żeby to było w miarę blisko, żeby można było tam dojechać samochodem, bo musimy wyliczyć dojazd, samą wędrówkę i czas na powrót. To prawie zawsze są góry, bo po prostu mamy je pod nosem. Kiedy jedziemy nad morze, to oczywiście wybieramy inne tereny, na przykład Kaszuby czy Dolny Śląsk. Bo w czasie wyjazdu na wczasy, często się po drodze zatrzymujemy. Ale na jednodniowe wycieczki zawsze wybieramy okoliczne góry i pagórki. Mamy cudowne okolice i trzeba z tego korzystać.

W czasie wyjazdu nasza bohaterka relacjonuje w mediach społecznościowych każdy dzień wyprawy. Po to, by zainspirować ludzi do pomysłów. To przyda się zwłaszcza w tym roku, kiedy wakacje trzeba będzie spędzić zapewne w kraju.

- Naprawdę, nie trzeba siedzieć w jednym miejscu, bo w zasięgu ręki jest mnóstwo ciekawych miejsc. A potrzeba niewiele, wystarczy usiąść z mapą. I polecam wybierać te niestandardowe miejsca. Babia Góra, Turbacz, owszem, trzeba je zaliczyć, ale tam na szlaku spotkamy mnóstwo ludzi i może nie być tak komfortowo. Poza tym takie miejsce to też nie jest specjalny powód do pochwalenia się, bo to jest standard. A tu warto coś odkryć. I polecić znajomym.

My polecamy posłuchać całej rozmowy z Joanną Gądek, w której opowiedziała też o wakacyjnym wyjeździe do Bornego Sulinowa koło Szczecina. Na zachętę parę zdjęć poniżej...


SKO

 

fot. archiwum prywatne

 

fot. archiwum prywatne

Żywienie na kwarantannie

  • access_time 00:06:21
  • calendar_today Sobota, 2020.05.09
Wiele osób pyta podczas społecznej kwarantanny: jak żyć? My dziś pytamy natomiast: jak jeść? Co powinniśmy zmienić, jeśli chodzi o żywienie w czasie epidemii?

 

Będąc w tak zwanej społecznej izolacji, funkcjonujemy trochę inaczej. Jesteśmy mniej aktywni, mimo, że wielu zapewne trenuje. Naszą ekspertką jest Marta Naczyk, dietetyczka sportowa, biegaczka i wspinaczka górska, pracowniczka naukowa Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

- Zasady się nie zmieniają - zapewnia Marta - Trzeba jeść zdrowo i uważać na żywieniowe pułapki. Warto wykorzystać ten czas, że siedzimy w domu i wśród innych czynności poświęcić trochę czasu, zaplanować to żywienie i skupić się na regularnych posiłkach. Zadbać o dodatek warzyw i owoców, podejść do tego bardziej świadomie.

Czy ktoś, kto jest aktywny, odżywia się świadomie, powinien coś zmienić w czasie epidemii? W końcu rzadziej wychodzimy z domu, rzadziej się w związku z tym ruszamy i pewnie też trenujemy trochę inaczej.

Rzeczywiście, nawet jeśli uprawiamy sport, to tej zwykłej, codziennej aktywności mamy teraz mniej. Niestety, nawet jedząc zdrowo, nawet nie podjadając słodyczy czy nie popijając alkoholu, jesteśmy w stanie w czasie kwarantanny przybrać na wadze. To, na co warto uważać, to zdrowe przekąski, ale... wysokokaloryczne. Zaliczają się do nich na przykład orzechy czy suszone owoce. Taka miseczka ze zdrowymi przekąskami może być zgubna. Taki wydatek energii związany z codziennymi czynnościami to jakieś 200-300 kalorii. Jeśli codziennie nam tego wydatku zabraknie, to w skali miesiąca może to być 1,5 kg na plusie w postaci - niestety - tkanki tłuszczowej.

Jakie błędy jeszcze popełniamy? Choćby zakupy. Jeździmy do sklepu rzadziej i kupujemy też inaczej, niż do tej pory.

Warto nie robić zakupów z dużym wyprzedzeniem, kontrolować daty ważności, żeby nie marnować jedzenia. To, co nas najczęściej gubi, to że boimy się zjeść porządny posiłek myśląc, że od tego się właśnie tyje. A tymczasem wbrew pozorom warto zadbać o porządną, sytą kolację, śniadanie i obiad, a nie podjadać przez cały dzień. Zamiast typowo polskiej diety "kanapkowej", należy zjeść posiłek, który będzie syty, który będzie miał w sobie białko, czyli nabiał, mięso, jajka, warzywa strączkowe, do tego jakaś kasza, makaron, ryż, oczywiście warzywa i jakieś źródło tłuszczu. Bo jak wspomniałam, takie małe przekąski mogą nas zgubić. Nie bójmy się normalnego, porządnego, dobrze zbilansowanego posiłku. Wbrew pozorom tu właśnie możemy zaoszczędzić w aspekcie nadmiaru tkanki tłuszczowej. 

A może nas zgubić to, że skoro jeździmy na zakupy rzadziej, to kupujemy jakieś podejrzane produkty pakowane próżniowo, albo wysoko przetworzone, żeby mogły dłużej siedzieć w lodówce?

Tak, dlatego warto postawić na prostotę. Kasze, makarony i ryż - tu raczej problemu nie ma. Rzeczy mrożone i z puszki też mogą być wartościowym składnikiem diety. Ale starajmy się, aby były to rzeczy proste, nisko przetworzone, o jak najprostszym składzie. Czytajmy, co jest w tym składzie, czy nie ma tam nadmiernej ilości cukru, bądź soli. Im prostszy skład, tym mniej błędów popełnimy. Starajmy się nie kupować gotowych dań, a wykorzystać ten czas, kiedy jesteśmy w domu i z prostych półproduktów przygotować sobie dobry, zdrowy i wartościowy posiłek.    

 Niewłaściwe odżywianie to też kwestia nudy. Bo jak siedzimy w domu, to z nudów częściej jemy słodycze albo pijemy alkohol. Jakie miałabyś rady na... zabicie nudy odpowiednim jedzeniem?

Zasadniczo to do nudy bym nie dopuszczała. Zaplanujmy sobie jakość dzień. Jeśli faktycznie zdarza nam się coś podjeść do kawy, to połączmy to z jakimś wysiłkiem, na przykład ze sprzątaniem, żeby zwiększyć ten wydatek energetyczny, czyli energię, którą później nasz organizm będzie potrzebował w postaci jedzenia. A poza tym uważajmy na te zgubne rzeczy, czyli: cukier w płynie. To będzie zarówno alkohol, jak i soki i dosłodzona herbata. Starajmy się  pić niesłodzoną, albo po prostu wodę. No i uważamy na wysokokaloryczne przekąski. Jeśli już chcemy coś podjadać w ramach relaksu, to warto postawić na przykład na surowe warzywa, które będą miały dużo wody i błonnika. Są niskokaloryczne i zdrowe i przyjemnie jest je pochrupać. To na przykład rzodkiewka, papryka czy seler naciowy pokrojony w słupki. To na pewno będzie dużo lepsze niż jakieś paluszki, orzeszki czy słodycze i chipsy. 

A czy powinniśmy jeść coś, co podniesie naszą odporność? Wszyscy staramy się nie złapać koronawirusa.

Warto w ogóle zadbać o zdrowy styl życia. Najważniejsze w kwestii odporności to wysypianie się i umiarkowana aktywność fizyczna. Dopiero później pojawia się żywienie. Warto, żeby było bogate w warzywa i owoce, które są źródłem witamin i mikroelementów, takich jak witamina C, cynk, magnez, żelazo, które też wspierają nasz układ odpornościowy. To, co bym poleciła wszystkim, to suplementacja witaminą D. Wytyczne mówią, że trzeba ją suplementować od września do maja. To jest witamina, którą syntezujemy ze słońca, Teraz nie wychodzimy, więc warto też zaplanować suplementację. Witamina D także zmniejsza ryzyko infekcji górnych dróg oddechowych.

Podsumowując: należy się wysypiać, należy się ruszać, jeść solidne posiłki i dużo warzyw, także jako przekąski.

Według Instytutu Żywności i Żywienia powinniśmy spożywać dziennie około pół kilograma warzyw, więc wyobraźmy sobie, że do każdego posiłku musimy dodać przynajmniej 200 gramów. Planując każdy posiłek zapamiętajmy, że trzeba dodać dwie garstki warzyw. Dzięki temu będziemy zdrowsi i będzie nam łatwo kontrolować apetyt.


Rozmawiał Maciej Skowronek

 

Marta Naczyk (fot. archiwum prywatne)

Marta Staroń i jej maraton w ogrodzie

  • access_time 00:05:27
  • calendar_today Sobota, 2020.05.02
Przedstawiamy kolejną osobę, która doda Wam skrzydeł. Marta Staroń postanowiła przebiec we własnym ogrodzie... maraton. To był jej sposób na przymusowe ograniczenie biegowych atrakcji. Jak przekonuje, trudny czas związany z ograniczeniami w czasie epidemii można przetrwać dobrym nastawieniem i pomysłowością.

 

Niedawno naszym gościem był Artur Kozioł z Krakowa, który przebiegł w swoim ogródku półmaraton. Marta z Młoszowej koło Chrzanowa poszła jeszcze dalej i zabrała się za królewski dystans. Aby go pokonać, przebiegła wokół ogrodu ponad 100 razy. Łatwo nie było.

- Mój ogród jest dość nierówny, jest sporo kęp trawy, więc już po godzinie zaczęły mnie obcierać buty. Drugą godzinę przebiegłam więc w samych skarpetkach. Ale kiedy zobaczyłam, że pod skarpetką pojawiła się krew, założyłam buty z powrotem - opowiada Marta w rozmowie z reporterem Radia Kraków Markiem Mędelą.

Podczas biegu dopingowała ją mama, donosiła posiłki. Bieg Marta ukończyła z czasem 5 godzin 40 minut. Inspiracją do maratonu w ogrodzie był słynny już Francuz, który przebiegł maraton... po swoim 7-metrowym balkonie.

Marta tym samym spełniła swoje marzenia o starcie w maratonie, choć miał być to maraton górski. Ale na co dzień robi rzeczy, o których niejeden z nas marzy. Startuje w OCR, czyli biegach z przeszkodami. W zeszłym roku uczestniczyła w programie Ninja Warrior i jako jedyna kobieta znalazła się w półfinale.

- W czasie epidemii szybko się przystosowałam do sytuacji. Nie chciałam tracić energii na marudzenie - przekonuje Marta - Zaczęłam trenować w domu. Ten maraton to także z nudów. Mogą nam przyjść do głowy różne pomysły. Brakuje jednak tej atmosfery, która jest w klubach. A podczas maratonu w ogrodzie brakowało mi tej adrenaliny, która jest na zawodach. Mam nadzieję, że uda się powrócić do rywalizacji pod koniec roku...

Jeśli nie, zostanie rywalizacja z samym sobą. W ogródku.


SKO / Marek Mędela

 

Zobacz Martę Staroń w programie Ninja Warrior

Dariusz Kaczmarski: Człowiek wydolny i sprawny jest bardziej odporny

  • access_time 00:05:08
  • calendar_today Sobota, 2020.04.25
To szczególny moment, bo właśnie teraz powinniśmy mówić i pisać o trwających Krakowskich Spotkaniach Biegowych i Cracovia Maratonie. Tymczasem imprezy, z powodu epidemii, przeniesiono - przynajmniej na razie - na jesień.

 

Organizatorzy, czyli miasto Kraków, wciąż mają nadzieję, że zawody się odbędą. A trenerzy z AZS AWF Kraków Masters przygotowali plan treningowy do ćwiczeń w domu.

- Cierpię, patrząc na pogodę, jaka jest w ostatnich dniach i na wysiłek, jaki organizator włożył w to, żeby to była impreza europejska - przyznaje Dariusz Kaczmarski, trener i zawodnik AZS AWF Kraków Masters i opiekun elity na Cracovia Maratonie -Trochę mi smutno, ale mamy taki czas, że musimy to akceptować. Mam nadzieję, że spotkamy się na biegach jesienią i trzymam kciuki, żeby ludzkość się z tym wszystkim uporała. 

Ale pracujecie, organizując treningi w ramach akcji "Trenuj w domu".

Jesteśmy zwolennikami, że cały czas powinniśmy się ruszać. Próbujemy coś zaproponować naszym uczestnikom, troszkę teraz poluźniły się te zasady, wolno wyjść do lasu, do parku...

No właśnie, czy będziecie też do tego zachęcać?

Powinniśmy sobie zdawać z tego sprawę, że długotrwała bezczynność wcale nie jest dobrą sprawą. Będziemy zachęcać, żeby ludzie wychodzili, żeby nie stracili tych dobrych nawyków. Powinniśmy jako trenerzy przekonywać, że człowiek wydolny, człowiek sprawny jest bardziej odporny. Nie tylko leki, nie tylko zachowanie - udowodniliśmy, że jesteśmy społeczeństwem świadomym, więc teraz świadomie powinniśmy być wydolni, żeby walczyć z tym wirusem. Powinniśmy zachęcać do spacerów, rowerów, biegania. Potrzebujemy tego dla siebie, dla zdrowia psychicznego, bo nie da się żyć w ten sposób zbyt długo. Skutki tego będą na dłuższą metę bardzo niekorzystne. Potrzebujemy lekkiego wysiłku fizycznego, żeby być zdrowym, a bieganie jest chyba najłatwiejszym w tych warunkach sportem do uprawiania, w dodatku bezkontaktowym. W jedną, w dwie osoby można zachować zasady bezpieczeństwa.

A wracając do treningów domowych: Jesteśmy w stanie w ten sposób przygotować się do startu w maratonie?

Może do startu w maratonie nie, ale jesteśmy w stanie zatrzymać degradację swojego poziomu wydolności. Każdy bezruch trwający więcej niż cztery dni odbija się na poziomie. Każdy najmniejszy wysiłek, który jesteśmy w stanie sobie zorganizować w domu jest korzystny. Poświęćmy 10-15 minut, pół godziny na trening w tych dziwnych warunkach, korzystajmy z rad, które zamieszczamy na naszych stronach internetowych po to, żeby robić coś.Później będzie łatwiej żyć i łatwiej wrócić do normalności. 

Docierają do nas niepokojące informacje. Imprezy masowe - a taką są zawody biegowe - na pewno nie zostaną odblokowane w tak zwanym czwartym etapie i w ogóle nie wiadomo kiedy będą. Nie obawia się pan, że jesienią to my w ogóle nie pobiegamy?

Chciałbym, żeby jesień była na sportowo, żebyśmy pokonali te problemy. Jeśli nie, będziemy musieli znaleźć nową formułę. Wierzę, że organizatorzy będą w stanie coś wymyślić. Jest wiele niewiadomych. Wszystko, co do tej pory zaplanowaliśmy się nie sprawdziło. Ciężko cokolwiek komuś radzić, jeśli nie będziemy mieli jasno określonego harmonogramu, czyli kiedy to się skończy, kiedy będziemy mieli szczepionkę, kiedy będziemy mogli coś zrobić. Do tego czasu wszystkie dywagacje to wróżenie z fusów. Nie podejmuję się niczego doradzać

Pojawiają się już pomysły na tak zwane biegi wirtualne. Pokonujemy dany dystans we własnym zakresie, przesyłamy wynik z zegarka i dostajemy symboliczny medal. To możliwe, żeby Cracovia Maraton odbył się w takiej formie?

Ciężko powiedzieć. Podobają mi się te inicjatywy, które sprawiają, że społeczeństwo jest nadal zintegrowane. Takie pomysły są fajne, rynek się zmienia, zmienia się cały świat. Na pewno nie będzie tak samo jak przedtem. Nic jednak nie zastąpi tej rywalizacji ramię w ramię, krok w krok, tego że wszyscy stajemy na linii startu, a potem wspólnie przemierzamy ulice... To jest wartość, której nie możemy stracić. Wierzę, że znów nam będzie dane spotkać się na ulicach Krakowa, na ulicach innych miast i na największych maratonach na świecie. Ja jestem zapisany w tym roku na maraton nowojorski, który świętuje 50-lecie. Wielkie święto, które się zapowiadało, mamy jeszcze czas do jesieni, chociaż patrząc na to, co się dzieje w Stanach Zjednoczonych... to patrzę na to ze smutkiem i nostalgią, że fajna rzecz może nam uciec...

 

Rozmawiał Maciej Skowronek

 

Dariusz Kaczmarski (fot. Maciej Skowronek)

 

Marzanna Herzig: Najgorsza jest niepewność

  • access_time 00:05:21
  • calendar_today Sobota, 2020.04.18

 

Ma pani w obecnych czasach więcej pacjentów?

- Sprostuję.To nie są pacjenci. To są współpracujący ze mną zawodnicy. To są osoby zdrowe i świetnie sobie radzące, ale chcące radzić sobie jeszcze lepiej. Nie obserwuję większej liczby osób, może właśnie dlatego, że zawodnicy są osobami, które dobrze sobie z tym wszystkim radzą, mają zadania do wykonania, w związku z czym nie odczuwają aż takiego dyskomfortu związanego z tą sytuacją

Ale pewnych rzeczy robić nie mogą.

Zgadza się. Odbywają inne treningi. Nie każdy ma w domu siłownię, dlatego niektóre zadania wymagają kreatywności.

Ciężko jest w czasie tej kwarantanny wytrzymać bez aktywności na zewnątrz?  

To zależy od wielu czynników, choćby od temperamentu. Jeśli ktoś ma wysoko rozwinięta cechę bycia aktywnym, to potrzebuje stymulacji, którą jest z reguły konieczność wykonywania ćwiczeń o wysokiej intensywności właśnie na zewnątrz. Ale to też zależy od tego, jakie trenerzy dali zadania, czy są one różnorodne i czy są możliwe do wykonania w warunkach domowych. To oczywiście zależy też od postawy, jaką wobec tej sytuacji dany zawodnik ma. Jeśli jest to postawa skierowana na to, że jest się ograniczonym, że tego czy tamtego nie wolno, to jest to sytuacja dużo trudniejsza. Jeśli zaś w podłożu jest akceptacja i postawa zadaniowa, co MOŻNA zrobić i że na tym się skupiam, to wtedy jest dużo łatwiej. 

Szczególnie trudne jest to, jeśli ta sytuacja się przedłuża. O ile na początku hasło "trenuj w domu" to jakaś nowość, coś ciekawego, to jeśli trwa to kolejne tygodnie i miesiące, to robi się już nieciekawie.

To rzeczywiście sytuacja nowa, dotychczas w sporcie nieznana. Tego rodzaju problemy się pojawią: znużenie, poczucie braku sensu tego, co się robi, poczucie zagrożenia, że spadnie nam forma...

Albo że te zawody, które nam przeniesiono na jesień to też nie wiadomo czy się wtedy odbędą. I czy w ogóle się odbędą!

Najtrudniejsza jest  niepewność. Ktoś, kto jest w sytuacji trudnej, ale  wie, że ma jakieś możliwości działania i wie, że ta sytuacja będzie miała koniec i jest w stanie ten koniec przewidzieć - funkcjonuje łatwiej. Natomiast w sytuacji, która nie wiemy jak się rozwinie, jak długo będzie trwała i przede wszystkim jakie będą skutki, jest o wiele trudniej i myślę, że z różnymi problemami dopiero będziemy musieli się zmagać.

To co zrobić, żeby się nie zdołować? Jest jakieś proste rozwiązanie tego problemu?

Jest taka słynna modlitwa: Panie Boże, daj mi odwagę zmagać się ze sprawami, na które mam wpływa, pokorę, aby godzić się na sprawy, na które wpływu nie mam i mądrość, żeby odróżnić jedne od drugich. Chodzi o to, aby zajmować się tym, na co mamy wpływ. Organizować w obrębie tych możliwości to, co jest korzystne. Akceptować tę sytuację i znajdować w tej sytuacji to, co można zrobić. Mam też w myślach osoby niepełnosprawne. Wiele z nich, nie mogąc wychodzić z domu, albo mając to wyjście mocno ograniczone, stara się utrzymać jakąś sprawność, wykonując ćwiczenia i zadania, które mogą wykonywać. Z konieczności są to ćwiczenia powtarzalne. Te osoby nauczyły się i zaakceptowały to, że muszą to robić. A że powtarzalność jest ojcem i matką nawyków, to teraz jest okazja, aby te nawyki dopracować do perfekcji. 

Pewnym pocieszeniem jest fakt, że wszyscy mają tak samo.

Tak. Osoby, które wyglądają przez okno i widzą puste ulice, poczują się zapewne wzmocnione tym, że inni również siedzą w domu.


Rozmawiał Maciej Skowronek

#TRENUJWDOMU Półmaraton w ogrodzie

  • access_time 00:05:19
  • calendar_today Sobota, 2020.04.11
Kiedy bieganie po lesie, po bulwarach czy nawet po ulicach jest utrudnione, trzeba sobie radzić! Pan Artur Kozioł z Krakowa postanowił pobiegać przed domem. Wyszło mu 21 kilometrów, czyli dystans półmaratoński!

 

Takich pomysłów jest coraz więcej. I dobrze, bo to pokazuje, że sportowcy-amatorzy jakoś sobie w trudnym czasie epidemii jakoś radzą. Pan Artur tym do grona osób, które dokonują wielkich wyczynów nie wychodząc z domu. Pierwsze informacje o tego typu dokonaniach pojawiły się we Francji i Włoszech, gdzie tamtejsi biegacze potrafili przebiec maraton na przykład... po własnym balkonie.

- Słyszałem o nich, ale już post factum, bo mi znajomi zwrócili uwagę - przyznaje pan Artur - Ale wcześniejsza inspiracja była, bo znajomi próbowali już biegać na przykład 10 kilometrów po podwórku.Stwierdziłem, dlaczego nie? Można spróbować.

Tęskno było panu do biegania czy też była to jakaś forma manifestu, że da się uprawiać ulubiony sport w domu czy wokół domu?

- To była też forma manifestu, Powinniśmy jednak zostać w domu, a nie pojawiać się w przestrzeni publicznej. Więc trochę z nudów, trochę dla podtrzymania formy, a trochę by dać przykład innym, że można coś zrobić, a niekoniecznie iść biegać. Że ten tydzień, dwa czy trzy nikogo nie zbawi.

To jak pan to zorganizował?

Pomysł był spontaniczny - spróbujemy czy da się coś pobiegać wokół domu. Wyszło, że mogę wygospodarować 25 metrów. Spróbuję przebiec może kilometr, może półtora, a może nawet pięć. Żeby się nie nudzić, to zacząłem sobie liczyć. 20 pętli to był 1 kilometr. I po każdym kilometrze kreseczka odstawiona na kartce. Po trzech czy pięciu już rodzina też już się zainteresowała, zaczęli dopingować, pytać czy czegoś nie przynieść. Po 10 kilometrach przynieśli herbatkę, wypiłem i dalej!

 A nie powiedzieli: Artur, zwariowałeś! Biegać wokół domu?

Tak dokładnie na początku powiedzieli. A szczególnie fajnie to wyglądało jak sąsiedzi patrzyli, bo najpierw się uśmiechali, ale po godzinie zobaczyli, że ja dalej pojawiam się przy płocie. Później też już dopingowali i klaskali, że było super.

Medal podobno pan dostał na koniec. To ktoś musiał wpaść na pomysł, żeby go wykonać.

To małżonka się zorientowała, że coś z tego będzie, już po 12. kilometrze, kiedy stwierdziłem, że jak już tyle się udało i w zasadzie to nie jest żaden problem, to dobiegnę już do tych 21 kilometrów. Przygotowała drugi punkt odżywczy, a córcia jak się dowiedziała, to zrobiła medal. Oczywiście z pierwszym miejscem, choć z drugiej strony byłem także ostatni.  

A jaki czas?

Starałem się tak utrzymać tempo, żeby zrobić go w dwie godziny. Udało się w 1:57:41. Jak na te ciągłe zawracania i zwolnienia, to jest to naprawdę rewelacyjny, jak dla mnie czas.

A wliczy pan w to w swoje statystyki startów? 

Bieg został zarejestrowany, bo biegam  zegarkiem z GPS-em i i na pewno zostanie to na pamiątkę.

A jakaś powtóreczka się szykuje? Może maraton tym razem? 

Też o tym myślałem, tylko musiałbym jakoś skomplikować trasę. Gdyby udało się wygospodarować jakieś 50 metrów trasy, to możnaby pomyśleć też o maratonie. Tylko że głowa siada, bo to jest jednak setki razy to samo. 

"Domowe" zawody swoją drogą, ale jak na co dzień pan sobie radzi z tym głodem sportu. Ćwiczy pan coś?

Ja mam ten komfort, że mam w domu do dyspozycji różne sprzęty, takie jak bieżnia czy rowerek. Natomiast wiem od znajomych, że bardzo ciekawe rzeczy wymyślają. Przywracają sobie wspomnienia z dzieciństwa i nagle się okazuje, że taka prosta rzecz jak hula-hop może angażować całe ciało, może być formą ćwiczenia i może wymagać dużych umiejętności. Tak samo skakanka i podobne sprzęty, na których można ćwiczyć w domu, na balkonie, w ogrodzie. Znajomi to robią, też już się chwalili, to pozwala utrzymać jakąś tam formę. 


Rozmawiał Maciej Skowronek 

 

fot. facebook.com

 

fot. facebook.com

#TRENUJWDOMU: Ada Palka

  • access_time 00:06:40
  • calendar_today Sobota, 2020.04.04
W pierwszych tygodniach kwietnia ograniczeń związanych z koronawirusem coraz więcej, dlatego kontynuujemy akcję zachęcania Was do ćwiczeń w domu. Tym razem naszą ekspertką będzie biegaczka i trenerka personalna Ada Palka.

 

Ada, podobnie jak wielu trenerów, prezentuje zestawy ćwiczeń w internecie. jak przekonuje, da się ten trudny czas przeżyć, nie tracąc radości z ruszania się. Choć oczyście nie jest to łatwe. 

- Każdemu jest ciężko, bo nie wiemy, jaki będzie kolejny dzień, kolejny miesiąc, kolejny rok. - przyznaje Ada - Ale trzeba sobie jakoś radzić i na pewno ta aktywność fizyczna jest dobrym rozwiązaniem, bo wtedy wytwarzają się endorfiny, dopamina idzie w górę i ludzie mają po prostu lepsze samopoczucie. Ja sobie radzę w ten sposób, że w moim mieszkaniu organizuję codziennie o 18.00 treningi na żywo. I wspólnie z ludźmi ćwiczę, żeby ich zmobilizować i przede wszystkim siebie zmobilizować. Bo to jest bardzo trudny czas choćby dlatego, że ja uwielbiam pracować z ludźmi, rozmawiać z nimi. Tu jesteśmy ograniczeni i jedynym sposobem jest ta nasza działalność online. Piszę teksty, posty, udzielam się w mediach społecznościowych i w tej kwarantannie bardzo mi to pomaga. 

Od dawna promujesz ćwiczenia w domu i to w dodatku ćwiczenia bez skomplikowanych przyrządów.

Najlepszym sprzętem jest nasze ciało. Uważam, że treningi wykonywane z oporem własnego ciała są idealne. Korzystam ze sprzętów, ale tych najprostszych, takich jak hantle. Jeśli ktoś nie ma hantli, może wziąć dwie butelki z wodą. Bazuję na małych taśmach oporowych, tak zwanych mini powerband, do tego skakanka i mam również przyrządy do rozciągania i relaksacji, czyli roller i piłeczka lacrosse. Jedyny poważny sprzęt, jaki mam w domu to kettle, czyli odważniki: 12-kilogramowy i dwa po 8 kg. To jest maks, który mam w mieszkaniu i to daje super efekty. No i jeszcze mata, żeby było wygodnie i bezpiecznie. Ale jeśli ktoś nie ma tych sprzętów, to wystarcza ćwiczenia z oporem własnego ciała.

Czy jest możliwe, żeby te domowe ćwiczenia nie były nudne? Bo trenować co drugi dzień w czterech ścianach może być nużące. Co zrobić, żeby te domowe ćwiczenia były ciekawe.

Ja wychodzę z założenia, że ćwicząc trzeba bazować na czymś prostym, dobrze wykonanym technicznie, ale równocześnie energetycznym. Prowadzę maksymalnie 30-45-minutowe treningi domowe. Trening składa się z rozgrzewki, 5-7minut. Później bazuję na dwóch metodach: Tabata, czyli jedno ćwiczenie przez 4 minuty, powtarzamy je 8 razy po 20 sekund i między każdym powtórzeniem jest 10 sekund przerwy. Mam jeszcze drugą, swoją metodę, która polega na tym, że robi się po kolei trzy ćwiczenia po 30 sekund w trzech seriach. W sumie 4,5 minuty. W czasie kwarantanny trenujemy tak codziennie przez 30-45 minut i jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby któraś z ćwiczących ze mną osób napisała, że te treningi są nudne. Każdy trening jest inny, bo mamy taką gamę różnych ćwiczeń, kondycyjnych, kardio, można raz robić ćwiczenia na brzuch, raz na nogi, raz na ramiona - to od nas zależy, co chcemy zrealizować, ale musimy mieć pomysł.

Ta cała kwarantanna, zakaz wychodzenia i fakt, że nie ma startów, bo wszystkie zostały przeniesione na jesień, to jest też okazja, żeby poczytać o innych aspektach życia sportowego, o teorii czy na przykład o diecie.

Ostatnio wydałam e-booka poświęconego bieganiu, w którym podeszłam do sprawy kompleksowo. Nie tylko sam trening jest ważny w sportowym stylu życia. Jak mówiłam, żeby eksperymentować z ćwiczeniami, to można też eksperymentować w kuchni. Mamy więcej czasu, więc można się zagłębić w tajniki, które zmobilizują nas do zrobienia czegoś pysznego, do przeczytania czegoś a'propos naszego kręgosłupa czy kontuzji - jak sobie z nimi radzić, z jakich badań można i warto korzystać. Do tego sen. Mamy więcej czasu, więc łatwiej można sobie łatwiej zaplanować dzień. W tym e-booku wszystko to można znaleźć. Jest tyle rzeczy, które można teraz uruchomić, będąc w domu, że opcja czytania także takich książek jest idealna.

Gdzie można Cię spotkać i gdzie można z Tobą trenować w warunkach domowych?  

Mam już kilka filmów na YouTube, jestem na Instagramie, gdzie codziennie o 18.00 prowadzę treningi na żywo. Zazwyczaj raz w tygodniu zapraszam jakiegoś specjalistę, kucharza, dietetyka czy nawet kogoś od pielęgnacji włosów i rozmawiamy o różnych aspektach zdrowego stylu życia. Mam też grupę Palka Team na Facebooku, gdzie można znaleźć wszystkie ogłoszenia, można też prywatnie do mnie pisać, aby skonsultować różne rzeczy związane z bieganiem czy w ogóle z treningiem. Jestem dla Was, bo siedząc w domu 24 godziny zawsze znajdzie się 15 minut, by odpisać na wiadomości.

Rozmawiał Maciej Skowronek

 

Przykładowe ćwiczenia, które proponuje Ada Palka 

#TRENUJWDOMU: Grzegorz Sudoł radzi

  • access_time 00:04:14
  • calendar_today Sobota, 2020.03.28
W tym trudnym czasie nie pozostaje nam nic innego, jak zachęcać Was do ruszania się na tyle, na ile jest to możliwe i wskazane. Na szczęście z pomocą przychodzą sportowcy i trenerzy, którzy radzą, jak trenować w domu.

 

Porozmawialiśmy (telefonicznie) z Grzegorzem Sudołem, byłym chodziarzem, olimpijczykiem, a dziś maratończykiem i  trenerem. Grzegorz wspólnie z ekipą przygotowującą biegaczy do Cracovia Maratonu, zachęca do aktywności w domu i proponuje konkretne ćwiczenia, które pozwolą nie stracić zupełnie formy. I nie oszaleć podczas "narodowej kwarantanny".

Nikt nie zabrania wyjścia na trening na świeże powietrze, ale z drugiej strony są zalecenia, by jednak zostawać w domu. Czy jeśli będziemy trenować w domu, to jesteśmy w stanie utrzymać formę?

Myślę, że będzie to ciężkie, chyba że ktoś ma trenażer, do którego podłączy rower i będzie mógł kręcić i wkręcać serce na odpowiedni poziom, czy też "wioślarza" czy orbitreka czy coś, co pozwoli zaangażować większą ilość mięśni lub imitować bieganie czy jazdę na rowerze. Na ćwiczeniach siłowych czy też wzmacniająco-sprawnościowych trudno zastąpić na przykład bieganie. To jest trening uzupełniający i troszkę podtrzymujący, ale nie będziemy tak bodźcować organizmu, żeby tę formę w pełni podtrzymać. 

Ale trochę może nie być wyjścia.

Trochę tak, ale nawet takie wyjście na 30 minut, w odosobnieniu, jest wskazane choćby ze względów psychologicznych. Choć na chwilę opuszczamy dom, możemy się dotlenić, trochę zmęczyć przy okazji i pobudzić nasz układ immunologiczny do obrony i pełni werwy wrócić i działać z dziećmi czy też tę resztę czasu spędzić w zamkniętym pomieszczeniu.

Ekipa Cracovia Maratonu radzi, żeby trenować w domu. Jakie to mogą być ćwiczenia? Bo jednak sporą ich część musimy wykonać w domu, żeby za często nie wychodzić.

Na pewno teraz można poświęcić trochę czasu na ćwiczenia wzmacniające, uzupełniające, na stabilizację, ewentualnie bieganie po schodach, jeśli ktoś ma taką możliwość, na klatce w bloku lub nawet w domu, jak ktoś ma dwa piętra, to może wbiegać i zbiegać. To coś. co choć trochę może nam zastąpić ten ruch na zewnątrz. Można poskakać na skakance, można wziąć dwa schodki i zrobić sobie step czy coś, na co można wchodzić i schodzić. Najpierw spokojnie w formie rozgrzewki, a potem nawet w formie interwału. Wystarczy trochę wyobraźni i trochę doświadczenia. Sportowcy też prowadzą taką kampanię i pokazują swoje ćwiczenia. Mogą to być też półprzysiady, brzuszki,grzbiety, nawet symulacja biegania z użyciem obciążników. Jak ktoś nie ma ciężarków, to może wykorzystać nawet butelki z wodą i machać ramionami tak jak podczas biegu, żeby wzmocnić mięśnie. Można robić ćwiczenia z gumą lub z piłką. Tego naprawdę jest dużo, coraz więcej jest w internecie, więc myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie i skorzysta. Przeplatając to ćwiczeniami rozciągającymi będziemy temu organizmowi jakiś trening zadawać, który będzie jakąś alternatywą.

A jak długo trzeba się będzie odbudowywać, kiedy wszystko wróci już do normy?

To zależy, ile potrwa przerwa. Myślę, że jeśli ktoś będzie podtrzymywał formę 3-4 razy w tygodniu, to ten czas będzie krótszy. 3-4 tygodnie i powinno się udać. Na wszystkie jesienne imprezy jest czas. Obserwuję jednak pewien spadek motywacji. Dużo osób jest zniechęconych. Dużo moich zawodników do mnie dzwoni i widać, że zeszło z nich powietrze, że tak naprawdę nie wiedzą, do czego się przygotowywać. Dla nas, trenerów, to też jest duże wyzwanie, by ułożyć program zastępczy, albo przynajmniej tak poprowadzić trening, żeby celować w czerwiec, albo w końcówkę maja. Musimy jednak wrócić do ruszania się, do systematyki, bo można poświęcić się teraz ćwiczeniom, których normalnie nie mielibyśmy czasu wykonywać.

 

Rozmawiał Maciej Skowronek

 

Zestaw domowych ćwiczeń, które proponuje Grzegorz Sudoł

Dzień Wody: Kranówka dla aktywnych

  • access_time 00:03:59
  • calendar_today Sobota, 2020.03.21
22. marca przypada Światowy Dzień Wody. Przy tej okazji pytamy czy woda z kranu nadaje się do używania przez sportowców. Zdania wciąż są podzielone: ludzie nie są do końca przekonani, a dostawcy wody zapewniają, że nie ma się czego obawiać.

Od 10 lat ideę czystej wody prosto z kranu promują Wodociągi Krakowskie. Przekonują, że nie trzeba jej przegotowywać, ani filtrować, tylko od razu nalać do szklanki czy bidonu i korzystać

- Z naszych badań, które zlecamy niezależnej firmie wynika, że kiedy zaczynaliśmy naszą kampanię, do picia wody prosto z kranu przyznawało się 20 procent mieszkańców - mówi Robert Żurek z MPWiK Kraków - Z danych z zeszłego roku wynika zaś, że jest to już 60 procent. Zatem krakowianie coraz częściej przestają się obawiać i sięgają po szklankę wody z kranu coraz częściej.

To jak się udaje zrobić tak, żeby ta woda nadawała się do picia prosto z kranu? Przecież pochodzi ona z rzeki lub  jeziora Dobczyckiego.

- Przede wszystkim dużo inwestujemy w najnowocześniejszy sprzęt do uzdatniania wody oraz w nasze laboratoria, która bez ustanku badają jej jakość. Tak więc z jednej strony mamy najbardziej wyrafinowane metody przygotowania wody d picia, a z drugiej - cały czas to kontrolujemy.

Czego się używa do uzdatniania wody?

Odeszliśmy już całkowicie od używania chloru gazowego. Zastąpiliśmy to podchlorynem sodu uzyskiwanym z soli kuchennej i promieniami ultrafioletowymi. Dzięki temu woda nie ma już zapachu, ani posmaku chloru, na co we wcześniejszych latach uskarżali się ludzie, bo uzdatnianie chlorem było powszechne. Dbamy też o to, aby woda nie była mętna, aby miała przyjemny orzeźwiający zapach i smak.

Tu płynnie przechodzimy do uprawiania sportu. Czy picie wody z kranu przy okazji aktywności sportowej jest dobre?

Tak. Nasza woda należy do wód średnio zmineralizowanych, czyli ma w sobie pewne pierwiastki. Jeśli weźmiemy pod uwagę nasze północno-zachodnie ujęcia, to ta woda przepływa przez jurę krakowsko-częstochowską, a więc ma w sobie dużo wapnia. Nasza woda, która miesza się w sieci zawiera wapń i potas. To są bardzo pożądane składniki dla odżywiania naszego organizmu. 

Pewnie nie każdy o tym wie, ale krakowska "kranowianka" jest używana podczas imprez sportowych, na przykład Cracovia Maratonu.

Skoro nasza woda nadaje się do picia prosto z kranu, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby serwować ją uczestnikom imprez masowych. To nie tylko Cracovia Maraton czy Tour de Pologe. Największą były Światowe Dni Młodzieży. Wszędzie na trasie przemarszów młodzieży były rozlokowane nasze punkty. Młodzież piła naszą wodę i bardzo ją chwaliła. Pewne tabu zostało przełamane: wodę z kranu piją mieszkańcy, sportowcy, a także goście, którzy przyjeżdżają do Krakowa.

A w innych miastach też jest taki trend, że uzdatnia się wodę w podobny sposób?

Dyrektywa unijna wyraźnie mówi, że wszędzie na terenie Unii woda ma być zdatna do picia prosto z kranu. Wszystkie przedsiębiorstwa wodociągowe muszą się do tego dostosować. Natomiast kwestią otwartą jest czy ona dobrze smakuje i czy dobrze pachnie.

Czyli nie trzeba kupować wody w sklepie...

Jest to o wiele tańsze, a po drugie nie używamy plastikowych butelek i nie zaśmiecamy środowiska, co biorąc pod uwagę ostatnie doniesienia ze świata, jest niezwykle ważne.

 

Rozmawiał Maciej Skowronek

 

Robert Żurek

Dr Bartłomiej Guzik: Ćwiczcie w domu!

  • access_time 00:03:59
  • calendar_today Sobota, 2020.03.14
- Jedyna rzecz, która może nas w w tym momencie uchronić, to jest to, że zostaniemy w domu - apeluje dr Bartłomiej Guzik, lekarz ze szpitala Jana Pawła II w Krakowie i radzi, aby osoby aktywne zrezygnowały z trenowania na zewnątrz i znalazły ćwiczenia, które można wykonać właśnie w domu.

 

- Rodzi się taki dysonans, bo wiemy, że "w zdrowym ciele zdrowy duch", czyli im więcej ćwiczymy, tym jesteśmy zdrowsi, bardziej odporni na infekcje. I to jest prawda. Ale z drugiej strony tracimy te miejsca, do których jesteśmy przyzwyczajeni i musimy wytworzyć nowe przyzwyczajenia.  Jedyna rzecz, która może nas w w tym momencie uchronić, to jest to, że zostaniemy w domu, a więc zostańmy w domu. Apeluję do wszystkich gwiazd na instagramie, aby stworzyły programy, które będą pokazywały, jak trenować w domu. Bo tych ćwiczeń jest mnóstwo. Wystarczy krzesło i ciężar własnego ciała i można wykonać tyle ćwiczeń, żeby naprawdę się zmęczyć. 

Czyli nie wychodzić z domu? W ogóle? Czytałem, że w tej chwili na przykład do pracy najlepiej dojeżdżać rowerem, zamiast komunikacją publiczną.

Na pewno rower jest lepszy, ale mówimy o stanie na dziś. Za parę dni wszystko może się zmienić. Może być tak, że nie będzie nam wolno wychodzić i będzie to pilnowane, dla naszego bezpieczeństwa. Póki możemy korzystać z powietrza, to korzystajmy, rower jak najbardziej. Siłownie i baseny w większości i tak są zamknięte, bo tak trudno zachować te zalecane 3-4 metry od drugiej osoby. 

A bieganie czy wycieczka do lasu? Tam siłą rzeczy ludzi jest mniej.

Ale do lasu trzeba dojść, trzeba z niego wrócić, a jak zrobimy to komunikacją miejską, to w ogóle będzie dramat. Pamiętajmy też, że przy wysiłku zwiększamy częstość oddechu i jego intensywność, w lesie zmieniają się gwałtownie warunki, na przykład pod względem wilgotności. W takiej sytuacji zwiększamy prawdopodobieństwo, że jeśli napotkamy tego wirusa, to się nim zarazimy.

A można się zarazić przez pot? Gdybyśmy poszli większą grupą pobiegać i kropelka potu spadła na osobę obok?

Pot paradoksalnie nie jest głównym źródłem infekcji, ale tu znów wchodzi zasada, żebyśmy byli 3-4, a nawet 5 metrów od drugiej osoby. Jeśli będziemy w takiej odległości, to pot z drugiej osoby też na nas nie spadnie. Nadal jednak będę zachęcał do tego, żeby skupić się na aktywności fizycznej w domu.

To też okazja, żeby spróbować nowych rzeczy.

Jak najbardziej. To będą nowe wyzwania. Można popracować nad zupełnie nowymi aspektami. Szczególnie osoby przygotowujące się do maratonów i innych dłuższych biegów, mogą popracować na przykład nad wydolnością. Jeśli ktoś ma rowerek w domu, to warto pomyśleć o zwykłych ćwiczeniach tlenowych, nawet na niskich strefach tętna. Można sobie zrobić interwały, niekoniecznie na rowerku, ale na przykład na zwykłych przysiadach, pompkach czy brzuszkach czy jakichkolwiek ćwiczeniach, które można wykonać w domu.


Rozmawiał Maciej Skowronek

 

dr Bartłomiej Guzik

Aqua cycling

  • access_time 00:03:59
  • calendar_today Sobota, 2020.03.07
Niedawno w "Rusz się" mówiliśmy o aqua aerobiku. Czas na kolejną odsłonę aktywności w wodzie, tym razem... na rowerku stacjonarnym.

 

Rower do wody od zwykłego stacjonarnego różni się przede wszystkim tym, że jest... ze stali nierdzewnej., Poza tym bywa znacznie wyższy, żeby kierownica mogła wystawać z głębokiej wody.

Ta dyscyplina jest coraz bardziej popularna w większych i mniejszych miejscowościach. W Myślenicach pod Krakowem zajęcia prowadzi myślenicki oddział Ratownictwa Wodnego Rzeczpospolitej, które oprócz szkolenia ratowników zajmuje się również nauką pływania i organizacją tego typu zajęć

- Żeby ćwiczyć, to oprócz stroju pływackiego i dobrych chęci warto mieć buty do wody, aby stopy nie ślizgały się na pedałach - mówi instruktorka Dorota Węgrzyn.

Ćwiczenia wydają się znacznie trudniejsze, niż w przypadku aqua aerobiku, bo... cały czas się pedałuje!

- Można to robić mniej lub bardziej intensywnie - wyjaśnia pani Dorota - Przy intensywniejszej pracy w ciągu 45 minut można spalić do 600 kalorii. Ale są też spokojniejsze zajęcia dla osób, które na przykład mają problemy z kręgosłupem.

Zajęcia wyglądają w ten sposób, że wykonuje się ćwiczenia górnych partii ciała, przy równoczesnym pedałowaniu. 

- Używamy też ciężarków, tak zwanych "makaronów", a nawet taśm - mówi trenerka i dodaje,  że jest to wszechstronna forma aktywności sportowej - Ćwiczymy właściwie każdą partię ciała i to bez narażenia się na kontuzję, bo woda odciąża mięśnie i stawy.

Pod wodą można intensywnie pracować, a skutki można odczuć dopiero później 

- Wydaje się, że jest super, ale po pierwszych zajęciach przez dwa dni nie mogłam się ruszać - śmieje się jedna z uczestniczek zajęć w Myślenicach.

Oczywiście aqua cycling (zwany też aqua bike'em) jest dla wszystkich, bez względu na wiek i płeć. Może być uprawiany jako uzupełnienie innych treningów, ale jak przekonuje Dorota Węgrzyn, z powodzeniem może być też jedyną formą aktywności. Jest na tyle wszechstronna. I przyjemna.

 

SKO

 

Dorota Węgrzyn (fot. Maciej Skowronek)

MPK Runners

  • access_time 00:04:27
  • calendar_today Sobota, 2020.02.29
W swoim zakładzie pracy warto się skrzyknąć i wspólnie uprawiać sport. To korzyść zarówno dla samych aktywnych pracowników, jak i firmy. Takie zjawisko jest w firmach coraz popularniejsze. My dziś opowiemy o grupie biegowej działające w krakowskim MPK.

 

MPK Runners liczy w tej chwili pięć osób. To Marek Gancarczyk (znany z anteny Radia Kraków rzecznik prasowy przedsiębiorstwa). Tomasz Bałabański, Mateusz Kraszewski, Piotr Mrowiec oraz Andrzej Dębowski. Co ciekawe, wszyscy biegali, ale... nie wiedzieli o sobie.

- Spotkałem Marka dwa lata temu na maratonie - mówi pan Mateusz - Obróciłem się, patrzę... znajoma twarz. Potem na korytarzu nawiązała się jakaś dyskusja, wspólne bieganie, potem dołączyli kolejni koledzy i tak się zaczęło.

MPK Runners powstali niedawno, ale tradycje wspólnego uprawiania sportu sięgają dawniejszych czasów. Od prawie 10 lat działa piłkarska Liga MPK.

- Nasi pracownicy od zawsze spotykali się na wspólnej grze w piłkę - mówi pan Marek - W ten sposób rozładowywali codzienny stres w pracy i zapewniali sobie spotkania i wspólną rozrywkę. Potem zostało to sformalizowane i co roku od wiosny do jesieni poszczególne zajezdnie tramwajowe i autobusowe rywalizują ze sobą.

Drużyna biegowa to kolejna możliwość wspólnego spędzania  wolnego czasu i przy okazji promowania własnej firmy.

- Wspólnie dbamy o zdrowie, jest też element wzajemnej motywacji i rywalizacji. Bo łatwiej wyjść z domu, jak kolega też wyjdzie - mówią zgodnie biegacze z MPK.

Oczywiście nie może się obyć bez wsparcia firmy.

- Jak chcemy coś robić pod szyldem MPK to oczywiście nasi przełożeni muszą o tym wiedzieć - tłumaczy Gancarczyk - Mamy pełne wsparcie, choćby finansowe. Firma wynajmuje nam boisko na mecze Ligi MPK, wynajmuje sędziów. Biegacze mają zaś koszulki z emblematem firmy.

- Jak jesteśmy na zawodach, to podchodzą do nas ludzie i mówią: O, jesteście z MPK! To bardzo miłe - dodaje pan Tomek.

Bo taka sportowa działalność wewnątrz firmy, to również spora korzyść dla niej. Logo jest pokazywane na strojach, a poza tym... ze sportem wszystkiemu jest do twarzy.


SKO

 

fot. archiwum prywatne

Wyższy poziom morsowania

  • access_time 00:04:00
  • calendar_today Sobota, 2020.02.22
Klasyczne morsowanie już im nie wystarcza! Grupa zapaleńców z Andrychowa, Oświęcimia, Chełmka i Katowic uprawia tak zwane morsowanie "na sucho", czyli nie w wodzie, ale bezpośrednio na mrozie.

 

Aby to robić postanowili... chodzić po górach! Formuła jest ekstremalna! Artura Olejniczaka, Macieja Jelenia i Macieja Więcka spotkaliśmy na czarnym szlaku prowadzącym na Leskowiec w Beskidzie Małym. Mają na sobie jedynie buty, szorty, czapki i plecaki.

- Samo wyjście w góry wielkim wyzwaniem nie jest, bo każdy w miarę sprawny człowiek jest w stanie to zrobić - mówią - Ale bez ubrania, to już jest coś innego i na pewno jest to też trening dla organizmu.

Kluczem do sukcesu jest jak najszybciej wystartować po wyjściu z samochodu lub ze schroniska i zdjęciu ubrań, aby cały czas być w ruchu.

Inspiracją dla chłopaków był słynny Wim Hof, zwany "człowiekiem lodu" - Niderlandczyk, który od lat pokonuje kolejne rekordy i bariery przebywania w zimnie.

- To kolejny etap morsowania - przekonują i dodają, że to nie jest rozrywka dla wszystkich - Na pewno nie polecamy takich wycieczek ludziom, którzy nie mają doświadczenia w górskich wędrówkach.

Chodzi bowiem o to, aby nie było problemów z samym wyjściem w góry i z kondycją. Głowa musi się koncentrować wyłącznie na walce z zimnem. Bo jak to bywa w ekstremalnych sytuacjach - wszystko dzieje się w głowie.


Magdalena Zbylut-Wiśniewska

XRun - górskie biegi z legendami w tle

  • access_time 00:04:03
  • calendar_today Sobota, 2020.02.15
Oto propozycja dla tych, którzy lubią biegi górskie, ale chcą przemierzać trasy nie tylko piękne, ale też wyjątkowe. Na przykład takie, z którymi wiążą się legendy. Takimi biegami jest cykl XRun w Beskidzie Wyspowym.

 

Już same nazwy biegów zachęcają: Tajemnicze Kopce (trasa wiedzie na Trupielec), Pani Mogiła (Mogielica), Ołtarz w Chmurach (Ćwilin) i Biała Dama (Śnieżnica).

- Każdy wiedzie na inny szczyt, a z każdym szczytem wiąże się niezwykła historia lub legenda - mówi Jarek Czuba, jeden z organizatorów cyklu - Jedna z nich mówi, że okolica była zamieszkiwana przez wielkoludów. Ich władcą był Łopień, jego żoną Pani Mogiła, czyli Mogielica - wstrętna i niewdzięczna dama. Mieli córkę, w której zakochał się młodzieniec Ćwilin. Mieli się ku sobie, ale Pani Mogiła nie zaakceptowała ich uczucia. Obojgu młodym serca pękły z żalu, a ich groby z czasem porosły drzewami i tak powstały góry Beskidu Wyspowego.

Pierwszy z tegorocznych biegów XRun odbędzie się już 16. lutego w Kornatce koło Myślenic. Pod hasłem Tajemnicze Kopce w istocie kryją się kurchany.

- Jest ich kilkanaście i mają około 2 metrów wysokości. A nazwa góry Trupielec, ponoć wzięła się z bitwy ze Szwedami. Ciał poległych nie pochowano, ale pozostawiono je na pożarcie zwierzętom - opowiada Jarek.

Na Mogielicę ponoć wywożono ciała wisielców, topielców i wszystkich tych, którzy zmarli nienaturalny sposób. Inne przekazy ludowe mówią, że swoje bazy mieli tam zbójcy, a ich skarby wciąż są tam zakopane. Miejscowi gazdowie nazywają Mogielicę Zapowiednicą, gdyż bezpośrednio przed burzami i gradobiciami, nad jej wierzchołkiem zbierają się ciemne chmury.

Na Ćwilinie, nieopodal szlaku, przy kępie buków, znajduje się drewniana kapliczka z ołtarzem. 19 marca 1954 doszło tam do katastrofy lotniczej. Samolot pasażerski lecący z Warszawy do Krakowa, miał awarię. Zboczył z kursu i uderzył w zbocze Ćwilina.

Śnieżnica z kolei swą nazwę wzięła stąd, że w znajdującym się po północnej stronie zagłębieniu, bardzo długo zalega śnieg, dłużej niż na podobnej wysokości okolicznych szczytach. Wedle miejscowych opowieści, pod szczytem góry bazowali konfederaci barscy. W późniejszych czasach w lesie, poborowi mieli się chować przed długoletnią służbą wojskową.

- Te fakty i legendy poznaliśmy szczerze mówiąc później, po ustaleniu tras - przyznaje Jarek Czuba - teraz jednak wykorzystujemy to, by zachęcić biegaczy do udziału.

Trasy nie są łatwe, są długie (Tajemnicze Kopce to dystans półmaratoński, czyli 21 kilometrów), ale jak przekonuje Jarek, każdy może je przebiec.

- Każdy, kto jest aktywny fizycznie - zapewnia

Przekonuje przy tym, że biegi górskie nie są takie straszne i trudne, jak się wydaje.

- Oczywiście jest inaczej, bo są podbiegi i zbiegi, jest też inna nawierzchnia. Ale duża część biegaczy na podbiegach przechodzi na marsz. To nie jest żaden problem.

Według Jarka wręcz biegi górskie niewiele różnią się od zwykłych pieszych wędrówek.

- Jedyna trudność, to limity czasowe, które obowiązują zresztą na wszystkich biegach. Jeśli w określonym czasie  nie dobiegniemy na metę, albo nie dotrzemy do punktu kontrolnego, to zostajemy zdyskwalifikowani.

Ale wiadomo, że ktoś, kto zaczyna biegać po górach, nie idzie od razu na zawody, tylko najpierw trenuje. Okazji do startu w XRun będzie wiele. W tym roku zawody z tego cyklu zaplanowano jeszcze 29. marca (Mogielica), 27. września (Ćwilin) i 8. listopada (Śnieżnica)


SKO

 

fot. Marcin Korbas (mat. organizatora)

 

Jarek Czuba (fot. archiwum prywatne)

Czy potrzebujemy sportowego zegarka?

  • access_time 00:04:47
  • calendar_today Sobota, 2020.02.08
Wydaje się, że jest niezbędny, żeby uprawiać aktywność w sposób profesjonalny (mimo że amatorski). Ale z drugiej strony kosztuje dużo. Czy powinniśmy trenować ze sportowym zegarkiem? Odpowiedzi szukamy w rozmowie z Kacprem Piechem, biegaczem i trenerem biegania z Centrum Treningu Biegowego.

 

Jeśli przygotowujemy się do zawodów, na których chcemy osiągać coraz lepsze wyniki, albo jeśli chcemy uprawiać sport zdrowo, to warto taki zegarek mieć - przekonuje Kacper - Po pierwsze dlatego, żeby mierzyć sobie dystans, jaki nam wychodzi

Ale to możemy robić też aplikacjami na komórkę.

Oczywiście, ale drugą najważniejszą funkcją jest pulsometr. To kolejny element, którym można scharakteryzować trening, czyli tętno. Bieganie na tętnie jest zalecane szczególnie początkującym biegaczom. Biegamy sobie na określonym tętnie i wychodzi nam na przykład 5 minut na kilometr. Innym razem biegamy na tym samym tętnie, czyli zmęczeniu, a tempo wychodzi nam wolniejsze. Tu wychodzi samopoczucie organizmu, które wraz z nawarstwiającymi się treningami może doprowadzić do poprawy formy, albo z drugiej strony do przetrenowania.

Takie zegarki są drogie, dlatego pytanie: jak zaawansowany powinien być to sprzęt? Bo im bardziej zaawansowany, tym droższy.

Tak jak mówiłem: te dwie podstawowe funkcje to pomiar odległości, czyli GPS i pomiar tętna, czyli pulsometr. Ceny zaczynają się od 300-400 zł. Droższe modele, które naprowadzają na przykład na basenie czy na wodach otwartych, lub maja jeszcze bardziej rozbudowane funkcje, to wydatek nawet 3-4 tysięcy złotych.

W bieganiu i nie tylko w bieganiu są takie pojęcia jak pierwszy zakres, drugi zakres - o co chodzi?

To są właśnie te charakterystyczne momenty, w których nasz organizm zaczyna inaczej pracować. Wyróżnia się trzy główne strefy tętna. Tętno do biegania swobodnego, konwersacyjnego, mniej więcej 65-70 procent tętna maksymalnego, jakie jesteśmy w stanie uzyskać.

To takie bieganie, podczas którego możemy sobie rozmawiać z kolegą, truchtanie,

Takie właśnie truchtanie. Ten pierwszy zakres to jest takie fundament formy biegowej. Uczymy sie gospodarować siłami na dłuższych dystansach. Drugi zakres to 75-80 procent tętna maksymalnego, czasem 85. To już jest wysiłek, w którym już zaczyna trochę brakować energii. Wychodzimy ze strefy komfortu. To już jest bieganie dla osób, które chcą się poprawiać.

A trzeci zakres?

Tak jak zaczęli od pierwszego, że jest to fundament, drugi zakres to obrazowo można powiedzieć, że jest to budynek. a trzeci zakres - to już jest dach tej wieży

Czyli maks...

Taki trening jest przeznaczony dla doświadczonych biegaczy, którzy mają te fundamenty, mają podbudowę i szukają rezerw. Wtedy są w stanie na przykład kilka ostatnich kilometrów maratonu zrobić mocniej czy krótsze dystanse biegać po prostu bardziej intensywnie.

A jak to odczytać na pulsometrze? Ile to jest uderzeń serca w pierwszym, drugim i trzecim zakresie?

Podstawową wartością, do której się odnosimy, jest tętno maksymalne.

Moment, kiedy padamy...

Tak, maksymalne tętno, które jesteśmy w stanie uzyskać podczas wysiłku. Tętno maksymalne można sobie sprawdzić na różne sposoby. Taki niezbyt dokładny, ale pozwalający się wstępnie zorientować, to 220 uderzeń minus wiek zawodnika. Dokładniej można to sobie sprawdzać na zawodach, albo na ciężkich treningach. Do tej wartości można jeszcze doliczyć kilka uderzeń, bo wiadomo, że  nigdy się na zawodach nie zmęczymy całkowicie. Dla jednego zawodnika będzie to 185 uderzeń na minutę, dla innego 200. Od tej wartości określamy sobie procentowo wartości w poszczególnych zakresach.

Czyli paradoksalnie, z zegarkiem warto biegać raczej na początku, niż kiedy jest się bardziej doświadczonym.

Tak, zdecydowanie na początku, bo to uczy. Jak się już trochę pobiega, zna się swój organizm, to warto oczywiście też sobie to wszystko kontrolować. Ale nie jest to aż tak istotne jak na samym początku.


Rozmawiał Maciej Skowronek

 

Kacper Piech (fot. Maciej Skowronek)

Aqua aerobik

  • access_time 00:04:13
  • calendar_today Sobota, 2020.02.01
To coś dla tych, którzy uwielbiają wodę, albo uwielbiają fitness, ale chcą poćwiczyć w nieco innych warunkach. Aqua aerobik jest wszystkim zapewne znany, ale nie wszyscy wiedzą, że jest... dobry na wszystko.

 

- Fizjologiczne założenie jest takie same - tłumaczy Daniel Krawczyk, trener z krakowskiego Parku Wodnego - Człowiek ma podnosić swoje parametry fizyczne, A woda wzięła się z potrzeb rehabilitacujnych. Woda odciąża.

Teoretycznie w wodzie jest łatwiej. Zresztą prawdopodobnie stąd wziął się aqua aerobik. Na wypadek, gdyby ktoś nie dał rady ćwiczyć na lądzie, przeniesiono ćwiczenia do wody. Z czasem jednak ta aktywnośóć ewoluowała i niekoniecznie wodne ćwiczenia muszą być proste

Ćwiczenia w wodzie dzielimy na dwa podstawowe rodzaje: bez pełnego zanurzenia i z pełnym zanurzeniem

- Te drugie przypominają już pływanie - mówi Daniel Krawczyk - Dają te same korzyści, co pływanie, a dodatkowo, ponieważ pracuje się w pionie, wzmacniają staw skokowy. Wzmacnia serce, mięśnie, wzmacnia mobilność i stabilność. A do tego wszystko odbywa się w bezpiecznym środowisku wodnym, gdzie nie ma ryzyka gwałtownego ruchu, gdzie się nie przewrócimy, więc ryzyko kontuzji jest mniejsze.

A'propos kontuzji, ćwiczenia w wodzie są doskonałym sposobem do powrotu do aktywności po urazach. Osoba z kontuzją nie musi czekać, aż wróci do pełnej sprawności, ale już może zacząć ćwiczyć w łagodniejszych warunkach, w odciążeniu grawitacyjnym.

To, jak intensywny jest trening w wodzie, zależy od tempa, jakie narzuci instruktor zajęć. Jak ktoś chce, można się naprawdę zmęczyć. Dziś nieprawdziwy jest stereotyp, że aqua aerobik jest tylko dla ludzi mniej sprawnych, którzy nie są w stanie ćwiczyć w "normalnych warunkach". Choć być może od tego się zaczęło.

- Nawet ludzie uprawiający sporty siłowe mogą pomocnym treningu wejść sobie do wody i popracować tymi mięśniami jeszcze raz - przekonuje trener Krwaczyk. 

Woda chłodzi stany zapalne, masuje, przyspiesza regenerację. Aqua aerobik jest po prostu dla wszystkich.


SKO

 

Daniel Krawczyk (fot. Maciej Skowronek)

Aqua aerobik

  • access_time 00:04:13
  • calendar_today Piątek, 2020.01.31
To coś dla tych, którzy uwielbiają wodę, albo uwielbiają fitness, ale chcą poćwiczyć w nieco innych warunkach. Aqua aerobik jest wszystkim zapewne znany, ale nie wszyscy wiedzą, że jest... dobry na wszystko.

 

- Fizjologiczne założenie jest takie same - tłumaczy Daniel Krawczyk, trener z krakowskiego Parku Wodnego - Człowiek ma podnosić swoje parametry fizyczne, A woda wzięła się z potrzeb rehabilitacujnych. Woda odciąża.

Teoretycznie w wodzie jest łatwiej. Zresztą prawdopodobnie stąd wziął się aqua aerobik. Na wypadek, gdyby ktoś nie dał rady ćwiczyć na lądzie, przeniesiono ćwiczenia do wody. Z czasem jednak ta aktywnośóć ewoluowała i niekoniecznie wodne ćwiczenia muszą być proste

Ćwiczenia w wodzie dzielimy na dwa podstawowe rodzaje: bez pełnego zanurzenia i z pełnym zanurzeniem

- Te drugie przypominają już pływanie - mówi Daniel Krawczyk - Dają te same korzyści, co pływanie, a dodatkowo, ponieważ pracuje się w pionie, wzmacniają staw skokowy. Wzmacnia serce, mięśnie, wzmacnia mobilność i stabilność. A do tego wszystko odbywa się w bezpiecznym środowisku wodnym, gdzie nie ma ryzyka gwałtownego ruchu, gdzie się nie przewrócimy, więc ryzyko kontuzji jest mniejsze.

A'propos kontuzji, ćwiczenia w wodzie są doskonałym sposobem do powrotu do aktywności po urazach. Osoba z kontuzją nie musi czekać, aż wróci do pełnej sprawności, ale już może zacząć ćwiczyć w łagodniejszych warunkach, w odciążeniu grawitacyjnym.

To, jak intensywny jest trening w wodzie, zależy od tempa, jakie narzuci instruktor zajęć. Jak ktoś chce, można się naprawdę zmęczyć. Dziś nieprawdziwy jest stereotyp, że aqua aerobik jest tylko dla ludzi mniej sprawnych, którzy nie są w stanie ćwiczyć w "normalnych warunkach". Choć być może od tego się zaczęło.

- Nawet ludzie uprawiający sporty siłowe mogą pomocnym treningu wejść sobie do wody i popracować tymi mięśniami jeszcze raz - przekonuje trener Krwaczyk. 

Woda chłodzi stany zapalne, masuje, przyspiesza regenerację. Aqua aerobik jest po prostu dla wszystkich.


SKO

 

Daniel Krawczyk (fot. Maciej Skowronek)

Bilard dla seniorów

  • access_time 00:03:54
  • calendar_today Sobota, 2020.01.25
Bilard to gra idealna dla seniorów - przekonują osoby, które na co dzień pracują z osobami w wieku 60 plus. W Krakowie jest okazja, żeby spróbować tej aktywności zupełnie za darmo. Można potrenować i wziąć udział w rozgrywkach ligowych.

 

- Nie trzeba się za dużo ruszać, ale na tyle, żeby poćwiczyć mięśnie i stawy. Ale przede wszystkim ćwiczy się głowę - mówią uczestnicy zajęć.

- Mamy szkółkę dla juniorów, mamy dwie drużyny w lidze, pomyśleliśmy, że zrobimy też coś dla seniorów - tłumaczy Tomasz Żybula, szef krakowskiego Centrum Sportu TCF HUB - Bilard poprawia koncentrację, koordynację ruchową. ćwiczy wzrok, jest element rywalizacji, jest trochę adrenaliny i przede wszystkim możliwość wyjścia z domu i spotkania się z innymi ludźmi.

- Po południu i wieczorami jesteśmy zwykłym klubem, a do południa, kiedy jest mało osób, zapraszamy właśnie seniorów, którzy wtedy mają więcej czasu - dodaje Witold Ekielski z fundacji TCF HUB.

Klub i fundacja współpracują z Urzędem Miasta Krakowa. Wkrótce w tym miejscu przy Al. 29. listopada, ma zostać otwarty dzienny dom seniora, w którym aktywni ludzie starsi będą mogli spędzać czas... powiedzmy oficjalnie. Do tego działa już bilardowa Liga Seniora, w której uczestnicy rywalizują między sobą o miano najlepszego.

- Bilard to fantastyczna gra dla osób starszych - mówi Anna Okońska-Walkowicz, pełnomocniczka prezydenta miasta do spraw polityki senioralnej - To gra prestiżowa, elegancka i pomagająca w rozwoju osób starszych. Tu można nieodpłatnie się tej gry nauczyć i później rywalizować.

Do gry w bilard zachęcamy zresztą nie tylko seniorów z Krakowa. I nie tylko seniorów.


SKO

Łukasz Sagan radzi: Startujcie w sprawdzonym sprzęcie

  • access_time 00:05:04
  • calendar_today Sobota, 2020.01.18
Wielu sportowców-amatorów zdaje sobie z tego sprawę, ale nie każdy. A to rzecz szalenie ważne, aby podczas startu być wyposażony w odpowiedni sprzęt, w szczególności odzież. Jeśli się o to nie zadba, może nas spotkać w czasie zawodów niemiła niespodzianka. Ten temat pojawił się podczas spotkania Łukasza Sagana, ultramaratończyka, dwukrotnego zwycięzcy Biegu Filipidesa na dystansie 490 km i rekordzisty trasy, z fanami biegania. Któż wie więcej na ten temat, jeśli nie zawodnik, który regularnie spędza w trasie wiele godzin?

 

Łukasz Sagan zwraca uwagę na to, jakie zakłada na start skarpety, buty, koszulki i całą resztę. Przyznał, że zdarzało mu się o to nie zadbać i źle się to kończyło.

- W Biegu Siedmiu Szczytów w Lądku Zdroju, gdzie debiutowałem na dystansie 240 km, ze względu na problemy ze stopami, na pęcherze i odparzenia, zszedłem z trasy w połowie dystansu. Po przeanalizowaniu doszedłem do wniosku, że winne były źle dobrane buty i skarpety. Od tamtego czasu jestem wyczulony na tym punkcie. Podobną sytuację miałem podczas startu w Atenach, gdzie otarłem pachwiny i też nie ukończyłem biegu. Tu winna była bielizna.

To jaką bieliznę trzeba mieć i jakie skarpety? Na pewno sportowe, przeznaczone do określonej dyscypliny, w Twoim przypadku do biegania.

Zgadza się. Cena jest sprawą drugorzędną, natomiast nie może to być najtańszy produkt, bo konieczna jest dobra jakość. Na pewno nie może to być zwykła bawełna, bo ona zatrzymuje wilgoć i dochodzi do obtarć.. Właśnie wtedy w Atenach (wstyd się przyznać!) ale założyłem zwykłą, bawełnianą.

Ja też się przyznam, że trenuję w tej samej bieliźnie, w której chodzę w ciągu dnia.

Trening nie trwa tak długo, jak zawody, przynajmniej w moim przypadku. Na treningi często wychodzę w zwykłych skarpetach, a nie w syntetycznych, biegowych. Ale już na zawody trwające kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt godzin, nie założę zwykłych skarpetek.

Warto przetestować tę odzież wcześniej i nie biegać w czymś, co kupiło się dzień wcześniej.

To jest bardzo ważne, żeby "obiegać" ten sprzęt i żeby trenować właśnie w tym, w czym się później będzie startować.

Ale cały czas czy tylko w ostatniej fazie przygotowań?

Raczej w ostatniej fazie, bo ten sprzęt jednak się zużywa. Musi być przetestowany, ale nie zniszczony.

Wspomnieliśmy o skarpetach, butach i bieliźnie, ale pewnie dotyczy to tez koszulki i całej reszty.

Wszystko jest ważne. Koszulki czasem dostajemy w pakietach startowych, ale lepiej do nich podchodzić ostrożnie. Później można je wykorzystywać podczas treningów, ale na zawody bym ich nie zakładał. Moja znajoma opowiedziała mi tez historie, jak kiedyś przed zawodami (to chyba był maraton), poszła na expo i kupiła tam getry kompresyjne. Sprzedawca ze stoiska zachwalał, że są dobre. I rzeczywiście, na etapie mierzenia wszystko było ok, ale już na zawodach skończyło się wizytą w ambulansie. Tak więc nawet jeśli coś jest dobrej jakości, a nie jest sprawdzone przez nas, nie zakładajmy tego.

Skoro już Cię mamy przed mikrofonem, to zapytam jeszcze o Twoje plany startowe na ten rok. W zeszłym roku były La Ultra na 555 km w Himalajach i zwycięski, rekordowy Filipides w Grecji. Planujesz powtórkę?

W głowie jest La Ultra i chęć ukończenia tego biegu i rozprawienia się z tą trasą. Chciałbym też po raz trzeci stanąć na podium w Biegu Filipidesa. A najbliższy start, już w kwietniu, to Puchar Polski w biegu 48-godzinnym w Pabianicach.. Będziemy walczyć o pobicie mojego rekordu  381 km. Na coś jeszcze postawię, na jakiś start w Polsce. Ale na razie Pabianice, Ten miesiąc mam jeszcze luźny, ale staram się już wchodzić w regularne treningi. Od marca już mocne przygotowania.

 

Rozmawiał Maciej Skowronek

 

Łukasz Sagan (fot. Maciej Skowronek)

Ada Palka: Rusz się w nowym roku!

  • access_time 00:04:54
  • calendar_today Sobota, 2020.01.04
Na początek nowego roku proponujemy Wam... rozmowę motywacyjną. Ada Palka, trenerka i biegaczka opowie dlaczego początek roku jest dobrym momentem, żeby "wziąć się za siebie" (choć to wydaje się oczywiste) i co zrobić, by wytrwać w postanowieniu i żeby nikt się nie śmiał, że "nowy rok, nowy/a ja" znów nie wyszło.

 

- Każdy moment jest dobry, żeby wziąć się za siebie, ale początek roku szczególnie, bo mamy postanowienia noworoczne - mówi Ada - To jest dobry moment, aby porzucić tłuste jedzenie, które spożywaliśmy w czasie świąt i żeby zagospodarować na nowo nasz czas i znaleźć go na regularną aktywność fizyczną.

Ale z drugiej strony, jak się nie wytrwa w postanowieniu, to jest poczucie większej porażki.

- Możliwe, że tak, ale przecież mamy dużo czasu! Jeśli zaczniemy od początku roku i zaczniemy to z głową przede wszystkim. Ja powtarzam wszystkim podopiecznym: ty nic nie musisz, tylko możesz. Jeśli uzmysłowimy sobie, że coś możemy zrobić i robimy to dla siebie, a nie dla innych czy na pokaz, że robimy to po to, aby się lepiej czuć, zdrowiej funkcjonować, efektywniej pracować, to wtedy to ma sens. Wtedy utrzymujemy to postanowienie, że chcemy zmienić coś w swoim życiu. Jeśli zmienimy 10 procent, to już to jest duży skok to przodu i ta motywacja będzie utrzymana. Starajmy się kompleksowo podejść do tej zmiany, Skonsultujmy się z fizjoterapeutą, zróbmy sobie badania kontrolne: badania krwi, moczu, polecam też cholesterol i cukier. To jest miarodajne dla trenera, który zaczyna przygodę ze swoim podopiecznym. Wtedy wie, co ma robić, jakie są przeciwskazania, jak to wszystko zaplanować, żeby motywacja była utrzymana i żeby były efekty.

Czyli nie od razu na siłownię...

Można oczywiście, ale wtedy nie należy zaczynać od bardzo skomplikowanych ćwiczeń. Ja polecam wszystkim na początek pójście na bieżnię, na rowerek, albo na solidny spacer. Takie dwa tygodnie adaptacji. A jeśli ktoś chce od razu zacząć przygodę z siłownią albo z jakąkolwiek inną aktywnością, to polecam jednak skonsultować się z trenerem. Wiadomo że nie każdego stać na regularną pracę z trenerem personalnym, bo to jednak jest usługa premium, ale wychodzę z założenia, że jeżeli od początku będziemy to robili z głową, od początku będziemy wiedzieć jak technicznie uchwycić trening, a trener nam pokaże, jak prawidłowo wykonywać ćwiczenia, to ten trening będzie miał sens i będzie dostosowany do naszych możliwości.

Czy wy, trenerzy, macie na początku roku większy ruch, jeśli chodzi o podopiecznych?

Są trzy takie momenty: pierwsze to koniec starego roku i początek nowego, kiedy są postanowienia noworoczne, drugi moment to tak zwany okres bikini, kiedy ludzie chcą dobrze wyglądać na urlopie i trzeci - przed zimą, kiedy dzieci już idą do szkoły i ma się więcej czasu, czyli okolice października. W pierwszych dwóch tygodniach stycznia tych osób jest najwięcej, a potem systematycznie coraz mniej, coraz mniej...

Właśnie miałem pytać czy się wykruszają...

Wykruszają się, ale to wynika z tego, że nie mają dobrego planu na siebie. Nie wiedzą, co ze sobą zrobić, trening zaczyna się nudzić, nie widzą efektów - a efekt, taki malutki, przychodzi najwcześniej po miesiącu.

To lepiej małymi kroczkami, czy od razu zapewnić sobie solidny trening?

Swoimi kroczkami. Dostosujmy trening do swoim możliwości i chęci. Nastawienie jest kluczem do sukcesu. Jeśli aktywność sprawia nam przyjemność, jeśli czerpiemy energię do codziennego funkcjonowania, to już jest 60 procent sukcesu.

Może lepiej nie myśleć o efektach tylko po prostu o przyjemności z ćwiczeń?

Zacznijmy od aktywności, którą lubimy. Jeżeli nie lubisz biegać, to nie biegaj. Jeśli lubisz rower, rolki, to skorzystaj z tego. Jeśli nie lubisz treningu siłowego, to skorzystaj ze strefy wolnych ciężarów, gdzie można sobie wziąć mniejsze obciążenie, taśmę, TRX-a. Można iść na zajęcia grupowe, jeśli się nie chce mieć osobistego trenera. Możliwości jest wiele, ale wracamy do najważniejszego stwierdzenia - konsekwencja i systematyczność. To jest podstawa.

A może warto sobie też stawiać cele? Na przykład udział w zawodach?

To jest idealne rozwiązanie. Przygotowujemy się konkretnie do realizacji celu. A po nim mogą być kolejne. Ja na początek zawsze polecam udział w zawodach biegowych

Chyba że ktoś nie lubi biegać.

To może zawsze przejść trasę, albo są też runmageddony, spartan race i inne. Bierzmy udział w zawodach i angażujmy też do aktywności fizycznej nasze rodziny. Będziemy się dzielić z rodziną tym, co ważne, czyli zdrowe i aktywne życie


Rozmawiał Maciej Skowronek

 

Michał Targosz inspiruje

  • access_time 00:05:29
  • calendar_today Sobota, 2019.12.28
Z pewnością niejeden biegacz spotkał na trasach w Krakowie. Bo Michał trenuje nawet 9 razy w tygodniu! Niewielu jest ludzi, którzy tak kochają bieganie i którym uprawianie sportu sprawia tak dużą radość.

 

Michała spotkaliśmy na parkrunie, czyli cosobotnich spotkaniach biegowych na krakowskich Błoniach. Michał bierze w nich udział regularnie.

- Chyba że mam w tym czasie zawody, to wtedy oczywiście mnie nie ma - mówi - Zawsze przed parkrunem robię sobie 10-12 km, potem 5 km na parkrunie, do domu wracam też biegiem, więc wychodzi ok. 20 kilometrów solidnego treningu.

Michał miał styczność ze sportem tylko w podstawówce.

- Po klasach 1-3 przeniosłem się do szkoły mistrzostwa sportowego przy hali lodowej przy Siedleckiego. Trenowaliśmy hokej. Teraz pewnie bym nie był w stanie założyć łyżew. Potem miał przerwę aż do końca studiów. Najpierw uprawiałem kolarstwo górskie, bieganie wykorzystywałem jako trening uzupełniający. No i tak mi się spodobało. Oczywiście wciąż jeżdżę na rowerze, lubię wędrówki po górach, a ostatnio zacząłem próbować wspinaczki.

Jak przyznaje nasz gość, do uprawiania sportu skłoniła go... groźba "zapuszczenia się".

- Są dwie możliwości. Albo ktoś stwierdza, że musi coś ze sobą zrobić, bo wygląda i czuje się coraz gorzej, albo to lekarz musi powiedzieć, że jeśli pan/pani nie zrobi czegoś ze swoim życiem, to będzie kiepsko. U mnie było to pierwsze.

Michał trenuje nawet 9 razy w tygodniu! Rano jest praca, po pracy jest sport - mówi. W zawodach startuje często nawet dwa razy w ciągu dnia, na krótszych dystansach. 

- Takie szybkie biegi na półtora, na 3, na 5 kilometrów, traktuję jako "odmulenie organizmu". Po przebiegnięciu ponad 100 kilometrów w tygodniu na przykład po górach, potrzebne jest nabranie szybkości i przekonanie się, czy jeszcze można biegać szybko po asfalcie, czy lepiej już do końca sezonu przerzucić się na biegu terenowe.

Bo Michał wiosnę i lato spędza głównie na asfalcie, a jesień i zimę - w terenie i w górach. Zapytaliśmy go czy treningi od 7 do 9 razy w tygodniu to nie za dużo. Amatorom zaleca się przecież aktywność 3-4 razy w tygodniu.

- Oczywiście boję się kontuzji. Ale pomaga rower, bo mogę te moje mięśnie rozkręcić. Wszystko jest kwestią odpowiedniej regeneracji. Potrafię nieraz po treningu przesiedzieć w wannie 2-3 godziny. Jak jestem w górach i mam obok siebie jakąś rzeczkę, to też lubię sobie do niej wskoczyć i posiedzieć.

Jeśli chcecie, by Michał zainspirował Was osobiście, szukajcie go na trasach. W Krakowie niemal codziennie można go spotkać na Błoniach, bulwarach wiślanych albo w Lasku Wolskim

 

SKO

 

fot. Ryszard Kułaga

Zapraszają do aktywności w święta

  • access_time 00:02:53
  • calendar_today Sobota, 2019.12.21
Niektórzy nawet w święta nie odpuszczają! Organizatorzy krakowskich Parkrunów, czyli cosobotnich mini-zawodów z pomiarem czasu, zapraszają do wspólnego biegania... w drugi dzień świąt i nowy rok!

 

- Spotykamy się w każdą sobotę o 9.00 na krakowskich Błoniach, ale przy okazji świąt organizujemy dwa dodatkowe biegi - mówi Piotr Waśniowski, koordynator Parkrun Kraków - W drugi dzień świat zapraszamy do wspólnego biegania o 9.00, natomiast w Nowy Rok o 10.30

Szczególnie to drugie spotkanie może być sporym wyzwaniem, bo na starcie trzeba się będzie zameldować po sylwestrowym szaleństwie.

- Dla ludzi, którzy kochają sport, zdrowy styl życia i bieganie, to nie jest żaden problem - przekonuje Piotr - Jest super atmosfera, są super ludzie. Frekwencja na tych świątecznych biegach wcale nie odbiega od tych standardowych.

Noworoczne spotkanie organizują też parkrunowcy z Chrzanowa. Spotykają się jeszcze wcześniej, bo o 8:30. Jak ktoś się uprze, to może wziąć udział w obu spotkaniach.

- To ważne, aby stale utrzymywać dobra formę. Nie powinno się odpuszczać treningów w czasie świąt. My w tym trochę pomagamy - śmieje się Piotr.

Tego typu sylwestrowo-noworocznych atrakcji jest więcej. Najbardziej znana forma to biegi sylwestrowe, które odbywają się wielu miastach, między innymi w Krakowie czy Gorlicach. Można zacząć świętowanie na sportowo.

A jeden z klubów crossfitowych w Trzebini proponuje swoim podopiecznym trening w postaci... 365 padnij-powstań. W roku przestępnym - 366.


SKO

 

fot. Ryszard Kułaga

Tejping - terapia, oszukiwanie organizmu... a może jedno i drugie?

  • access_time 00:04:59
  • calendar_today Sobota, 2019.12.14
To częsty widok podczas transmisji sportowych albo zawodów oglądanych na żywo: sportowiec ma przyklejony na ciele efektowny, kolorowy plaster, czasem w dziwaczny sposób. Opowiemy zatem o "plastrowaniu" zwanym też "tejpingiem", czyli o popularnej, ale zarazem tajemniczej formie fizjoterapii.

 

Tejping wymyślił w latach 70. ubiegłego stulecia Japończyk Kenzo Kase. Polega na naklejaniu na skórę specjalnej taśmy, która pomaga... no właśnie, w czym...?

- Główną rolę przywiązałbym do układu nerwowego - mówi Paweł Osak, fizjoterapeuta z Dotfizjo - Przyklejona taśma jest bodźcem dla układu nerwowego. Uruchamia pewną sensoryczną reakcję ze strony receptorów na naszej skórze, mięśniach czy powięziach i tym samym daje sygnał układowi nerwowemu do jakiejś zmiany. Dopiero ta odpowiedź układu nerwowego jest tym, co działa. Na przykład jest to mniejszy ból, albo mniejsze napięcie mięśniowe.

Z daleka tego nie widać, ale "tejpy" mają bardzo interesujący wygląd. Są wykonane z bawełny, po jednej stronie są pokryte hypoalergicznym klejem i są rozciągliwe, ale tylko wzdłuż. W poprzek już nie. Skonstruowane są w taki sposób, aby jak najbardziej przypominać ludzką skórę, dzięki czemu pacjent czuje się komfortowo zarówno podczas uprawiania sportu, jak i w codziennym funkcjonowaniu.

- To nie taśma nie ma właściwości terapeutycznej, ale sposób jej przyklejenia na ciało - tłumaczy Paweł Osak - Musi być to poparte dokładną diagnozą.

Skoro taśmy działają na układ nerwowy i powodują, że mózg otrzymuje inny rodzaj informacji, to czy tejping nie jest oszukiwaniem organizmu?

- Trochę tak jest, ale na przykład dzięki odpowiedniemu przyklejeniu taśmy możemy zmniejszyć napięcie w mięśniach - dodaje nasz ekspert - Tejpy przyspieszają też gojenie i odżywiają tkanki, natomiast rzadko są rozwiązaniem stuprocentowym. Bez uwzględnienia innych czynników, bez wprowadzenia ćwiczeń, terapii manualnej, edukacji, zmiany nawyków, taśmy będą tylko przejściowym rozwiązaniem.

Taśmy mogą też wywoływać efekt placebo. Przyklejenie ich zwyczajnie może nas uspokoić. Na pewno zaś nie zaszkodzi.

W sporcie może to być też element psychologiczny. Jeśli wystąpimy obklejeni taśmami, przeciwnik może pomyśleć, że coś nam dolega.

- Miałem kiedyś 10-letniego pacjenta, któremu przykleiłem taśmę na kolano. Stwierdził, że pomoże mu to w zdobyciu dziewczyny, która bardzo interesowała się tym, jak tam jego kontuzja...

Tejpy mają więc wszechstronne zastosowanie...


SKO

 

Paweł Osak (fot. Maciej Skowronek)

Martwy ciąg

  • access_time 00:03:41
  • calendar_today Sobota, 2019.12.07
Prawie wszyscy słyszeli o tym ćwiczeniu, a przynajmniej słyszeli jego nazwę, ale być może nie każdy wie, po ci się je wykonuje, co daje i i jak prawidłowo je wykonać. Ten odcinek "Rusz Się" poświęcimy właśnie martwemu ciągowi.

 

- Martwy ciąg to król wśród ćwiczeń funkcjonalnych - mówi Joanna Kossak, trenerka GTX - Jest ćwiczeniem, które odwzorowuje ruch, jaki wykonujemy codziennie, przez całe nasze życie czyli... zgięcie i wyprost w stawie biodrowym, przede wszystkim przy okazji podnoszenia ciężarów. Jak robimy to w nieprawidłowy sposób, to wtedy cierpimy i jesteśmy narażeni na kontuzje i bóle kręgosłupa. Martwy ciąg jest ćwiczeniem, które może nam pomóc zapobiec takim urazom.

Ćwiczenie polega na podnoszeniu sztangi w odpowiednim ustawieniu ciała.

- Przede wszystkim nie możemy się garbić - zaznacza Joanna Kossak - Tego ćwiczenia trzeba się najpierw nauczyć, przy niewielkim obciążeniu. Potem można zwiększać ciężar sztangi.

- Martwy ciąg daje nam przede wszystkim stabilizację, poprzez wzmocnienie głębokich warstw mięśni, odpowiednią postawę, a także zabezpiecza nasz kręgosłup przed urazami - wylicza Kossak i dodaje, jak często martwy ciąg można wykonywać - To ćwiczenie powinno być wplatane w każdy plan treningowy, zarówno u sportowców, jak i u amatorów, bo to ważny element przy każdym rodzaju treningów.

Najważniejsze jednak, żeby wykonywać go prawidłowo. Dlatego idąc na siłownię warto skonsultować się z trenerem lub instruktorem fitness.


SKO

 

Joanna Kossak

 

Nasz reporter też próbował...

Stanisław Krokoszyński: Ma 89 lat i wciąż zdobywa medale

  • access_time 00:04:26
  • calendar_today Sobota, 2019.11.30
Tak wyjątkowym człowiekiem może się pochwalić mało które miasto. Pan Stanisław Krokoszyński za chwilę skończy 90 lat. I właśnie zdobył kolejnych sześć złotych medali w pływaniu w kategorii weteranów. Ma już ich na koncie 151!

 

Jak sam przyznaje, w Polsce już nie ma praktycznie konkurentów, nawet w Europie jest ich niewielu. Zresztą tytułów Mistrza i wicemistrza Europy też ma kilka.

Pan Stanisław niegdyś był jednym z lepszych pływaków w Polsce. W 1947 roku dostał się do kadry. W 1952 roku miał lecieć na igrzyska olimpijskie w Helsinkach, ale... zachorował!

- Dostałem zapalenia gardła. Wtedy to leczyło się 2-3 tygodnie, więc wyjazd był wykluczony. Marzenie każdego sportowca przeszło mi koło nosa - wspomina - Później już nie trenowałem tak intensywnie, ożeniłem się, zająłem się też pracą na uczelni.

Swoje sportowe życie Krokoszyński związał z TS Wisłą Kraków. Był zawodnikiem, działaczem i trenerem. Wciąż należy do mastersów.

- Nie mam nic lepszego do roboty - śmieje się. Na basen przy Reymonta (sam był jednym z jego budowniczych) przychodzi trzy razy w tygodniu, zawsze przed południem. Wtedy jest największy spokój.

- Na własnej skórze przekonałem się o tym o czym mówią specjaliści - mówi - Że po 45-tym roku życia regularna aktywność fizyczna poprawia jakość i długość życia o 5-10 lat.

I pyta: - Czy wyglądam na prawie 90 lat...?

Niech państwo sami ocenią...


SKO

 

 

Plogging, czyli przyjemne z pożytecznym

  • access_time 00:03:45
  • calendar_today Sobota, 2019.11.23
Plogging to połączenie biegania ze... sprzątaniem. Dyscyplinę wymyślili Szwedzi, którzy szczególnie lubują się w pożytecznych działaniach. Połączyli słowa jogging ze szwedzkim plocka upp (podnosić). Popularność ploggingu rozszerzyła się później na inne kraje, bo w sumie... dlaczego nie?

 

Rozmaite akcje sprzątania lasów, szlaków górskich i brzegów rzeki są znane i popularne. To właśnie jest plogging, choć de facto najczęściej chodzi tu o bieganie.

- Ale spacery jak najbardziej można pod to podciągnąć - mówi Marcin Pawlik z krakowskiej fundacji Eco Travel - Biegniemy i widzą papierek schylamy się, podnosimy go i wkładamy do kieszenie, saszetki, albo worka, który ze sobą mamy.

To podwójna, a nawet potrójna korzyść. Ruszamy się, dbamy o środowisko i... dodatkowo ćwiczymy, bo przecież schylanie się angażuje dodatkowe mięśnie.

- A jak nazbieramy trochę więcej śmieci, to też dźwigamy to, co udało się zebrać - śmieje się Marcin.

Fundacja Eco Travel organizuje co jakiś czas zawody w ploggingu. Nazywają się Trash Run.

- My to jeszcze rozszerzamy o segregację - mówi szef fundacji - Uczestnicy dostają kilka kolorowych worków, a na mecie, oprócz czasu, punktowany jest również właściwy sposób posegregowania zebranych śmieci.

Plogging można uprawiać wszędzie, ale najlepiej robić to w lesie i na mało uczęszczanych terenach, gdzie rzadko pojawiają się ekipy sprzątające, więc i śmieci zalegają dłużej. Po lesie biega czy spaceruje się dużo przyjemniej.

Paradoksem jest to, że najlepiej by było, gdyby wkrótce ta dycyplina zanikła...

- Chciałbym dożyć chwili, kiedy przestaniemy uprawiać plogging, bo ludzie nie będą śmiecić i nie będzie on potrzebny - przyznaje Marcin Pawlik

Na razie jedank plogging wciąż ma się dobrze, więc warto od czasu do czasu wybrać taką formę treningu...

 

Marcin Pawlik z fundacji Eco Travel (fot. Maciej Skowronek)

Aktywność cukrzyka

  • access_time 00:04:18
  • calendar_today Sobota, 2019.11.16
14. listopada obchodziliśmy Światowy Dzień Cukrzycy. Czy borykający się z tą chorobą mogą uprawiać sport? Dr Przemysław Witek, diabetolog ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie przekonuje, że nawet powinni. A już poza wszystkim, to właśnie brak ruchu i niezdrowy tryb życia przyczynia się do powstawania cukrzycy typu drugiego. I dotyczy zwłaszcza osób starszych.

 

- Aktywność trzeba oczywiście dostosować do wieku, typu cukrzycy i ewentualnych powikłań, jakie nastąpiły - mówi lekarz.

Na pewno przed rozpoczęciem uprawiania sportu z cukrzycą, trzeba się skonsultować z lekarzem, aby ustalić rodzaj i zakres aktywności.

- W przypadku cukrzycy typu pierwszego, który leczy się insuliną trzeba to bardzo dobrze opracować, znać swój organizm, wiedzieć jak reaguje i wiedzieć, jaką dawkę trzeba podać. Człowiek musi być właściwie sam dla siebie lekarzem, i zwykle pacjentom się to udaje. Wcześniej jednak potrzeba jest porządna konsultacja z lekarzem - tłumaczy dr Witek - Natomiast w przypadku cukrzycy typu drugiego, która dotyka głównie osoby starsze, to tu jeszcze dochodzą choroby towarzyszące: kardiologiczne, neurologiczne. To też trzeba wziąć pod uwagę, więc tu oprócz diabetologa, trzeba się skontaktować z lekarzami innych specjalizacji i ustalić z nimi zakres tej aktywności.

Będąc cukrzykiem można jak najbardziej startować nawet w zawodach! Dbając oczywiści o to wszystko, o czym wspomina dr Witek.

Są wręcz przykłady sportowców zawodowych cierpiących na cukrzycę, jak choćby mistrz olimpijski w wioślarstwie, Michał Jeliński, który może być wzorem i najlepszym dowodem, że można.

A najbardziej ekstremalnym przypadkiem jest Amerykanin, który cierpiąc od 40 kat na cukrzycę... zdobył Koronę Ziemi, czyli najwyższe szczyty wszystkich kontynentów, zwieńczając to wejściem  na Mount Everest. Zdobył też oba bieguny.

Czy trzeba jeszcze coś dodawać...?


SKO

Pasta party

  • access_time 00:03:06
  • calendar_today Sobota, 2019.11.09
To nieodłączny punkt każdy ważnych zawodów biegowych, także tych w Krakowie. W wieczór poprzedzający imprezę uczestnicy zbierają się w jednym miejscu i... jedzą! Najczęściej makaron.

 

Nazwa "pasta party" pochodzi właśnie od makaronu.

- To najbardziej przyswajalny węglowodan - mówi Dariusz Kaczmarski, były lekkoatleta a dziś trener AZS AWF Kraków Masters - Przed dużym wysisłkiem, jakim jest na przykład maraton, trzeba porządnie organizm doładować. Temu właśnie służy pasta party.

To nie tylko okazja do "zatankowania" paliwa, które później będzie potrzebne do szybkiego biegania, ale także... spotkanie towarzyszkie i możliwość złapania atmosfery zawodów.

- Polega to na tym, że spotykamy się w gronie biegaczy, rozmawiamy o sporcie, o jutrzejszym starcie, wymieniamy doświadczenia, a w międzyczasie ładujemy akumulatory jedząc zdrowe, kaloryczne potrawy.

Ważne jest, żeby spożywać ten wieczorny posiłek spokojnie.

- To powinno trwać nawet kilka godzin. Jemy spokojnie, relaksując się i potem ten zapas energii oddamy nazajutrz podczas zawodów - tłumaczy Kaczmarski

A w dzień zawodów? Trener radzi, aby przede wszystkim nie kombinować.

- Trzeba zjeść sprawdzony posiłek, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Nie powinniśmy eksperymentować, żeby podczas zawodów nie dopadły nas kłopoty żołądkowe. Najlepiej zjeść coś w miarę lekkiego, dwie lub trzy godziny przed startem. Energię ma nam zapewnić przede wszystkim to, co zjedliśmy na pasta party.

 

SKO

 

Dariusz Kaczmarski (fot. Maciej Skowronek)

GTX - krakowski wynalazek

  • access_time 00:04:10
  • calendar_today Sobota, 2019.11.02
Spośród propozycji na aktywne i zdrowe spędzanie wolnego czasu, tym razem prezentujemy metodę treningową, która powstała... w Krakowie. GTX przypomina nieco crossfit, ale tylko ze względu na fakt, że w jednym i drugim przypadku trening oparty jest na powtórzeniach.

 

- GTX to profesjonalny trening funkcjonalny, przeniesiony na grunt amatorki - tłumaczy trenerka Joanna Kossak - Współtwórcą tej szkoły jest Piotr Jankowicz, który zajmował się przygotowaniem fizycznym profesjonalnych sportowców, między innymi w klubach piłkarskiej ekstraklasy. Postanowił dostosować je do potrzeb amatorów.

GTX to trening ogólnorozwojowy. Trenuje się siłę, moc, koordynację i wytrzymałość, a wszystko w interesujący sposób, w dużej mierze zależny od inwencji trenera.

- Przykładowe ćwiczenia, to skoki, przeskoki, pady, przysiady - wylicza Joanna Kossak - Pracujemy też z przyrządami takimi jak skrzynie, piłki lekarskie, sztangi, hantle czy taśmy TRX.

GTX to trening absolutnie dla każdego, choćby dlatego, że powtórzenia poszczególnych ćwiczeń nie są nastawione na liczbę, ale na czas. W związku z tym nie trzeba się dostosowywać do reszty grupy, tylko ćwiczyć własnym rytmem.

- Te ćwiczenia poprawiają naszą kondycję, sprawność fizyczną i sylwetkę - przekonuje trenerka Joanna i dodaje, że GTX może być zarówno jedyną aktywnością, jaką się stosuje, jak i bazą do innych treningów. 

Na zajęcia chodzą biegacze, kolarze czy pływacy, którzy w ten sposób urozmaicają przygotowania do startów


SKO

 

Joanna Kossak (fot. MaciejSkowronek)

Sebastian Kasprzyk: Mistrz OCR i Ninja Warrior

  • access_time 00:05:13
  • calendar_today Sobota, 2019.10.26
Gościem najnowszego odcinka "Rusz się" jest Sebastian Kasprzyk, niezwykły biegacz, specjalizujący się w zawodach OCR. To nic innego jak... biegi przeszkodowe, dokładnie takie jak Runmageddon czy Spartan Race.

 

Sebastian w tej dyscyplinie jest złotym i srebrnym medalistą Mistrzostw Europy w kategorii 18-24 lat. W połowie października dał się poznać szerokiej publiczności występując w finale programu Ninja Warrior w telewizji Polsat (polega to na pokonaniu ekstremalnego toru przeszkód - żadnemu z finalistów ta sztuka się nie udała). A tydzień później zdobył tytuł Mistrza Polski podczas Runmageddonu we Wrocławiu.

Sebastian ma 23 lata. Mieszka i trenuje w Stojowicach koło Dobczyc. Dosłownie trenuje, bo u siebie w ogrodzie ma... specjalnie skonstruowany tor przeszkód, na którym codziennie ćwiczy.

- Dojazd do Krakowa to co najmniej dwie godziny w obie strony - tłumaczy - A ja łącze sport z pracą zawodową, więc to dla mnie oszczędność czasu, Wracam do domu, idę przed dom i zaliczam trening. W okolicy też jest  gdzie pobiegać.

Przeszkody są przygotowane w tak profesjonalny sposób, że organizatorzy zawodów często wypożyczają je od Sebastiana i umieszczają na trasach.

Przygoda z OCR zaczęła się dość prozaicznie. W 2015 roku w pobliskich Myślenicach organiozwany był Runmageddon. "Seba" postanowił z ciekawości wystartować.

- Chwyciło - przyznaje. Zaczął trenować i wkrótce okazało się, że osiąga całkiem niezłe wyniki. W 2017 roku zdobył Mistrzostwo Europy w biegu na 4km, a rok później wicemistrzostwo na 15 kilometrów (oba w swojej kategorii wiekowej).

Jesienią tego roku wystąpił w programie Ninja Warrior, kwalifikując się do finału.

- Poznałem tam mnóstwo ciekawych ludzi. Wielu z nich miało ciężko w życiu, pokonało przeciwności losu. To, że ich poznałem, dało motywację do pracy.

Jak przyznaje Sebastian, udział w tym programie wcale nie jest łatwym zadaniem.

- Nie mieliśmy okazji trenować na torze. Jeden człowiek tylko nam pokazał, jak należy pokonać poszczególne przeszkody. Zadania wykonywaliśmy bez przygotowania i mieliśmy tylko jedną próbę.

W finale zresztą nikt nie pokonały wszystkich przeszkód, a konkretnie 23-metrowej liny, która jest tam jako ostatnia.

- W edycjach Ninja Warrior na całym świecie jest tylko kilku śmiałków, którzy wspięli się na linie do końca zdobyli puchar.

Udział w programie dał też Sebastianowi rozpoznawalność. To przyda się w kontekście kolejnych startów w zawodach. Może znajdzie się sponsor, który pomoże w dalszej karierze zawodnika z Małopolski.

 

SKO

 

fot. Maciej Skowronek

 

Tor przeszkód, który obok swojego domu skonstruował Sebastian (fot. Maciej Skowronek)

Aktywni Parku Jordana

  • access_time 00:03:35
  • calendar_today Sobota, 2019.10.19
W tym wydaniu cyklu "Rusz się z Radiem Kraków" zabieramy Was do parku Jordana w Krakowie. To miejsce, w którym można rzec wszystko się zaczęło. To tu między innymi zaczęto grać w Polsce w piłkę nożną. Park powstał pod koniec XIX. wieku z inicjatywy dr. Henryka Jordana. Dziś jest najpopularniejszym miejscem do uprawiania aktywności fizycznej.

 

Wśród sportowych atrakcji znajdują się tam między innymi: boiska do siatkówki, koszykówki, piłki ręcznej i futsalu, do gry boule, a także bieżnia lekkoatletyczna, ścianka wspinaczkowa, korty tenisowe i przyrządy do street workoutu.

Do Parku Jordana wybraliśmy się tam z mikrofonem i przekonaliśmy się, że duch sportowy w Krakowie nie ginie. Spotkaliśmy @@@, młodych i starszych, którzy przychodzą poćwiczyć krzepę. Wśród nich znalazł się nawet... narciarz-alpejczyk, a także prezes Juvenii Kraków, który po sąsiedzku wpada do parku, aby trochę się poruszać.

Jak przekonuje, najbardziej oblegany jest... kort tenisowy. Zapewne dlatego, że można go wynająć za farmo, co jest rzadkością...


SKO

 

Prezes Juvenii Kraków Leszek Samel często przychodzi do Parku Jordana (fot. Maciej.Skowronek)

 

fot. Maciej.Skowronek

 

fot. Maciej.Skowronek

Pij wodę nawet w czasie... pływania

  • access_time 00:03:48
  • calendar_today Sobota, 2019.10.05
Regularne picie wody stało się w ostatnich latach modne. I dobrze, bo im więcej wody pijemy, tym lepiej dla naszego zdrowia - mówi nasz ekspert, dr Bartłomiej Guzik, kardiolog ze szpitala Jana Pawła II w Krakowie, zajmujący się również medycyną sportową.

 

- Nasze ciało w ponad 60 procentach składa się z wody - przypomina dr Guzik - Im częściej będziemy ją "wymieniali", tym bezpieczniej. Nasz organizm cały czas paruje, pocimy się, dlatego uzupełnianie wody jest ważne. Myślę, że 2, 3, a nawet 4 litry wody na dobę będzie dla nas dobre.

Jak przekonuje doktor, niedobór wody powoduje przede wszystkim zmęczenie. A w dłuższej perspektywie choroby nerek czy serca. W skrajnych przypadkach może doprowadzić do odwodnienia organizmu.

- Złe nawyki bardzo wyraźnie widać na przykład u pacjentów starszych. Oni naprawdę piją mało wody. Ja im zalecam, aby postawili sobie w domu szklankę z wodą w każdym miejscu, w którym siedzą. Czyli przy każdym fotelu i krześle. Wtedy jest szansa, że częściej po tę wodę sięgną.

To, o czym mówimy, dotyczy "stanu spoczynku". A co w przypadku aktywnego trybu życia? Ile pić wody przed treningiem i w trakcie?

- Ogólne założenia są takie: 150 ml przed wysiłkiem i tyle samo po każdych 15 minutach tego wysiłku - odpowiada dr Guzik - To nawodnienie powinno być równomierne przez cały czas trwania aktywności, a nie że po treningu wypijemy półtora litra, bo to szybko przez nas "przepłynie". Tak więc warto mieć ze sobą wodę jak się idzie pobiegać, na rower i paradoksalnie... także jak się idzie popływać! Na basenie tak samo tracimy wodę z organizmu. Można powiedzieć, że około litra wody dziennie tracimy poprzez parkowanie przez skórę, nic przy tym nie robiąc, nie wykonując żadnej aktywności.

Zdaniem eksperta picie każdego płynu jest dobre (no, może nie każdego), ale woda jest najlepsza. Inne napoje mogą mieć składniki, które niekoniecznie są dobre dla zdrowia.

A czy z wodą można przesadzić?

- Raczej nie. Co najwyżej będzie nas bolał brzuch. Ale osoby na przykład chore na nerki, muszą pić odpowiednią, zalecaną ilość.

Dr Guzik dodaje, że warto też zainstalować sobie w telefonie komórkowym aplikacje, która przypomina o nawadnianiu organizmu

- Każdy sposób na to, aby o to dbać jest dobry - podsumowuje.


SKO

 

dr Bartłomiej Guzik (fot. Maciej Skowronek)

Światowy Dzień Serca

  • access_time 00:05:36
  • calendar_today Sobota, 2019.09.28
Znowu będzie o jakimś "dniu" i to niezwykle ważnym. Światowy Dzień Serca obchodzony zawsze w ostatnią niedzielę września. Nie od dziś wiadomo, że serce potrzebuje ruchu, ale warto o tym przynajmniej raz w roku przypominać.

 

- Nawet choroby serca nie wykluczają ruchu. Powiem więcej, częścią rekonwalescencji w schorzeniach serca jest aktywność fizyczna - mówi dr Bartłomiej Guizik, kardiolog ze szpitala Jana Pawła II w Krakowie - Im więcej tej aktywności zmieścimy w naszym codziennym życiu, tym lepiej dla serca i dla całego organizmu

A jaka to powinna być aktywność, bo zakładam, że nie każda...?

Praktycznie każda, o ile jest jest prowadzona rozsądnie. Ekstremalne wysiłki nie są dobre.

Chory na serce nie mógłby przebiec maratonu?

Jeśli byłby odpowiednio przygotowany i monitorowany w trakcie, to dlaczego nie? Oczywiście zależy to również od rodzaju schorzenia. Niektóre powodują, że aż tak duży wysiłek nie jest wskazany.

Jakie to są choroby?

To często już takie krańcowe, kiedy chorzy nie są w stanie przejść 10 kroków. a co dopiero biegać. Ale jeśli czujemy się na siłach i jesteśmy w stanie przygotować się do tego, to może niekoniecznie maraton, ale półmaraton czy 5 kilometrów przebiec - warto to zrobić.

Gdzieś czytałem, że są takie schorzenia, przy których nie poleca się rywalizacji sportowej.

To zależy, jak do tego podchodzimy. Jeśli zbyt poważnie, to nawet krótkie dystanse mogą być niebezpieczne. Tak więc po pierwsze: zdrowe podejście, zwłaszcza tych pacjentów, którzy są chorzy na serce. Po drugie: odpowiednie przygotowanie, nawet trwające dłużej, jest w stanie zapewnić sukces przebiegnięcia jakiegoś dystansu.

To wszystko pod nadzorem lekarza, któremu powinno się powiedzieć, jaki rodzaj  aktywności nas interesuje.

Najlepiej zasięgnąć opinii kogoś, kto zajmuje się takimi osobami, którzy znają się na kardiologii sportowej. Oni mają większe doświadczenie.

Ale zwykły kardiolog też będzie wiedział, co wolno, a co nie.

Jak najbardziej, każdy kardiolog może to opiniować, ale oni bywają zachowawczy.

Mówią, żeby nie przesadzać...

Dokładnie. Oczywiście mają rację, ale niekiedy ta granica "przesadzania" może być nieco przesunięta.

A co wysiłek daje choremu sercu? Czy w ogóle sercu?

Daje przede wszystkim to, że adaptuje do nowych warunków. Trenuje cały organizm, a więc nie tylko serce, ale wszystkie naczynia, dzięki czemu serce łatwiej podlega rekonwalescencji, łatwiej się  "naprawia" samo z siebie, jeśli ma stworzone odpowiednie warunki dzięki lekom i w połączeniu z wysiłkiem fizycznym.

Jest takie powiedzenie, że "nieużywany narząd zanika". Można to porównać do serca, że jak się nie trenuje serca, to ono zaczyna coraz bardziej szwankować?

Nie tylko serce, ale to dotyczy także wszystkich naczyń i mięśni. Jeśli one nie będą "używane" i to regularnie, to zaczną zanikać, ale tez ulegać przebudowie, przez co trudniej będzie później wrócić do formy.

Czyli sport  jest dobry na wszystko. Prawie na wszystko...

Tak, ale oczywiście trzeba to robić z głową, żeby nie było kontuzji i żeby sport nie przysporzył nam dodatkowych problemów.


Rozmawiał Maciej Skowronek

Dzień Bez Samochodu

  • access_time 00:04:02
  • calendar_today Wtorek, 2019.09.17
22 września w całej Europie obchodzimy Dzień Bez Samochodu! To okazja, aby zwrócić uwagę na to, że może niekoniecznie warto wszędzie jeździć samochodami. Że dla własnego zdrowia, a czasem wygodny, warto czasem wybrać rower, hulajnogę, albo jakiś inny środek transportu. I my będziemy do tego zachęcali.

 

Oczywiście w programie "Rusz się" promujemy środki transportu napędzane siłą własnych mięśni. Do aktywnego podróżowania zachęca razem z nami Justyna Woźniak, trenerka biegania i triathlonu, a także fizjoterapeutka z gabinetu Dotfizjo. Sama oczywiście świeci przykładem.

- Do pracy dojeżdżam rowerem, po mieście też się tak przemieszczam. To jest środek transportu, który stosuję - mówi - Po pierwsze jest szybciej, niż samochodem. Mieszkam ok. 5 kilometrów od miejsca pracy, więc to jest odległość, która w sam raz nadaje się do przejechania rowerem. Poza tym droga rowerem jest przewidywalna. Nigdy nie wiem, co napotkam na drodze jadąc samochodem: wypadki czy korki. Na trasie rowerowej z reguły wiem, co mnie czeka. Dojeżdżam do pracy w 15 minut. Poza tym na rowerze człowiek z samego rana się rozrusza, jest rześki i w pracy zupełnie inaczej myśli.

Niektórzy boją się dojeżdżać rowerem, bo mogą się spocić i wtedy w pracy jest niekomfortowo. Justyna odpowiada, że jest to kwestia odpowiedniego ubioru (na rower nie można się ubrać za ciepło). Można też w pracy mieć ubranie na zmianę. Warto też nie mieć w czasie jazdy plecaka na plecach, tylko zaopatrzyć się w sakwy rowerowe albo kosz.

- To jest też forma codziennego ruchu. Zaleca się minimum 30 minut aktywności dziennie. To można sobie zaliczyć właśnie takim dojeżdżaniem do pracy na rowerze, hulajnodze czy piechotą

Słyszałem, że do pracy się nie liczy - dopytuję.

- Tak, to prawda, że powinno się rozgraniczyć trening od pracy, ale... każdy ruch się liczy. Dzięki temu mamy lepszą kondycję, mięśnie, mniej jesteśmy narażeni na otyłość, cukrzycę i inne choroby.

A jeśli ktoś musi jednak dojeżdżać autem, bo ma daleko... to powinien w inny sposób zrekompensować potrzebę ruchu.

- Mogą to być dłuższe spacery, może to być chodzenie po schodach zamiast windy, wycieczka rowerowa, aktywność w weekend... Przecież nie pracujemy cały czas - mówi Justyna i dodaje, że ruch powinien być codziennym elementem higieny. Tak jak mycie zębów czy kąpiel.

Bardzo podoba nam się to stwierdzenie.

 

SKO

 

Justyna Woźniak

Łukasz Sagan: Chce wrócić w Himalaje, ale wcześniej jeszcze jeden cel

  • access_time 00:03:48
  • calendar_today Sobota, 2019.09.14
Krakowski ultramaratończyk Łukasz Sagan już przebolał nieudany start w biegu La Ultra - The High, czyli 555 km w Himalajach. Teraz przed nim kolejne wyzwanie. Bieg Filipidesa w Grecji na 490 km. Wygrał go w zeszłym roku, ale chciałby pobić rekord tych zawodów.

 

La Ultra - The High był najważniejszym startem w dotychczasowej karierze mieszkającego w Krakowie ultrabiegacza. Niestety, nie udało się.

- Powodem było wychłodzenie organizmu - tłumaczy - Chyba nie doceniłem warunków pogodowych, jaki panowały na trasie. Od początku padało i wiało i to doprowadziło do hipotermii. To był bodaj 53 kilometr. W punkcie odżywczym ogrzałem się, przespałem pod ciepłym kocem. Organizatorzy robili wszystko, żeby mi pomóc. Jeden ze studentów medycyny, którzy tam byli powiedział, że w życiu nie widział kogoś w takim stanie. Trwało to wszystko półtorej godziny. Wybiegłem ponownie na trasę i z deszczu  wpadłem w śnieżycę. Takie tam były warunki. Do osiągnięcia kolejnego punktu kontrolnego zabrakło mi... 3 minut. Nie zmieściłem się w limicie i musiałem zejść z trasy. Można powiedzieć, że to najgorsze 3 minuty w mojej karierze. Zwłaszcza, że w przypadku tak długiego biegu, na 555 km, 3 minuty to dosłownie ułamek. Ale w życiu każdego sportowca jest taki moment, że trzeba zmierzyć się z tego typu doświadczeniem.

Łukasz nie ma czasu myśleć dłużej (a przynajmniej nie powinien myśleć) o nieudanym starcie w Himalajach, bo przed nim listopadowy Bieg Filipidesa w Grecji, na 490 kilometrów. W zeszłym roku zwyciężył w tych zawodach, ale... nie do końca osiągnął swój cel.

- Moim celem jest przebiegnięcie tej legendarnej trasy w mniej niż 60 godzin. Wprawdzie rekord wynosi ok. 54 godzin, ale to nie było na zawodach. W zeszłym roku plany pokrzyżowała pogoda. Warunki były tak zmienne, że zaskoczeni byli nie tylko zawodnicy, ale chyba też sami organizatorzy. Mam nadzieję że teraz pogoda nie będzie nam przeszkadzała.

Łukaszowi życzymy powodzenia, a przy okazji pytamy: czy za rok wróci w Himalaje?

- Bardzo bym chciał dokończyć to, co nie udało się w tym roku. Ale to wszystko zależy do finansów. Nie mam stałego sponsora, który pomaga mi przez cały sezon. Do każdych zawodów muszę gromadzić nowy budżet. Serdecznie dziękuję sponsorom, którzy wsparli mnie przy okazji La Ultra. A także internautom, którzy wpłacili pieniądze na portalu Zrzutka. Jeśli będzie taka możliwość, to zamierzam wystartować. Ale nie da się tego potwierdzić na sto procent.

Łukasz i wszyscy związanie z biegami ultra czekają, aż ta dyscyplina zacznie być bardziej doceniania...


SKO

29.06.2019 - Kilka porad na wakacje

  • access_time 00:04:32
  • calendar_today Sobota, 2019.06.29
Ekipa programu "Rusz się" też rusza na wakacje i Wam też to polecamy. Ale zanim top zrobicie, mamy dla Was kilka dobrych rad. Przede wszystkim, aby w wakacje nie zapominać o ruchu, tym bardziej, że pogoda sprzyja. A jeśli już być aktywnym, to zdrowo i bezpiecznie.

 

Lato i piękna pogoda tym bardziej zachęcają do aktywności sportowej. Dni są dłuższe i częściej świeci słońce. Ale przy tym doskwiera upał, co może być szczególnie niebezpieczne.

- Oczywiście do aktywności zachęcamy przez cały rok - zaznacza dr Bartłomiej Guzik, lekarz ze szpitala Jana Pawła II w Krakowie - Ale faktycznie latem jest to przyjemniejsze. W czasie upałów trzeba pamiętać o porządnym nawadnianiu. Najlepiej wypić ok. 150 ml płynu przed intensywną aktywnością, co najmniej 150 ml co pół godziny i ok. 150 ml po treningu. Do dotyczy zarówno biegania, jazdy na rowerze, wycieczki w góry czy nawet pływania na otwartej przestrzeni, jeśli to jest intensywny wysiłek,.

Wakacje to także dobry pretekst, żeby... zacząć uprawiać sport, albo powrócić do niego po dłuższej przerwie. Również ze względu na sprzyjające warunki.

- Mówi się też, że warto na wakacje przygotować ciało do chodzenia na krótko lub do wyjścia na plażę.Oczywiście o takim czymś powinniśmy myśleć znacznie wcześniej, niż na początku lata i na wiosnę - śmieje się doktor Guzik - Ale oczywiście jestem za każdą formą i każdym pretekstem do rozpoczęcia pracy nad sobą.

Do aktywności warto też wykorzystać pobyt na wczasach lub inne elementy letniego wypoczynku, choć zdaniem Bartłomieja Guzika, warto to oddzielić od codzienności.

- Warto treningi zaplanować i wpisać do kalendarza. Specjalne założenie stroju treningowego to też jakaś forma mobilizacji i odcięcia się od codzienności. Ale oczywiście wczasy spędźmy aktywnie. Choćby przez dłuższe spacery, wzdłuż plaży na przykład. Pójdźmy na wycieczkę w góry, na dłuższą wycieczkę rowerową, popływajmy w basenie albo w morzu. Najważniejsze, żeby się trochę... spocić. Wtedy człowiek czuje satysfakcję, czuje że to działa i wtedy wydziela się hormon szczęścia.

I tego hormonu życzymy wam jak najwięcej tego lata.

I później też.

 

SKO

 

dr Bartłomiej Guzik (fot. archiwum prywatne)

22.06.2019 - "Ćwicz w zieleni" w krakowskich parkach

  • access_time 00:03:50
  • calendar_today Sobota, 2019.06.22
To trzeci sezon sportowo-rekreacyjnego projektu Zarządu Zieleni Miejskiej w Krakowie, który zaprasza na zupełnie darmowe zajęcia fitness w krakowskich parkach, pod okiem wykwalifikowanych trenerów.

 

- Wychodzimy z dusznych niekiedy siłowni na świeże powietrze i wykorzystując wakacyjną pogodę zapraszamy do ćwiczeń na łonie natury - mówi Mateusz Nędza z ZZM - Wykorzystujemy do tego krakowskie parki, aby pokazać, że to świetne miejsce nie tylko na spacery i odpoczynek, ale też na aktywność sportową

Zajęcia odbywają się na terenie czterech krakowskich parków: Jordana przy Błoniach, Bednarskiego w Podgórzu, Lotników Polski w Czyżynach i PrzyStani na Bulwarze Kurlandzkim. Organizatorzy zapraszają późnym popołudniem, tak aby jak najwięcej osób miało na to czas.

Zajęcia są różne, do wyboru, do koloru, o różnych poziomach trudności. Są proste ćwiczenia, takie jak Lans na Balans, Body and Mind czy Nordic Walking oraz dla bardziej zaawansowanych - jak trening GTX czy Power Training, gdzie już naprawdę można się zmęczyć.

- Ale nasi trenerzy są wyrozumiali i przygotują coś nawet dla tych, którzy nie mają tak dużej sprawności fizycznej. Zresztą można spróbować po kolei każdej aktywności i wybrać coś dla siebie - mówi przedstawiciel ZZM.

Zajęcia potrwają do końca wakacji. Warto skorzystać, pokazać innym, że można trenować właśnie w parku i... ćwiczenia, których się nauczymy stosować później na co dzień, w domu.

- One często się powtarzają, więc można się ich nauczyć i później wykonywać samemu - mówi jeden z uczestników - Najważniejsze, że te zajęcia przygotowali profesjonaliści. Dzięki temu wiemy, jak wykonać je prawidłowo, co też jest ważne.


HARMONOGRAM ZAJĘĆ

 

Park Jordana

Poniedziałek  17.00 - Lans na Balans
Wtorek 18.00 - GTX
Środa o 19.00 - Power Trening

Park Bednarskiego

Wtorek 18.30 - MoveUP
Środa 18.30 - Trening obwodowy

Park Lotników Polskich

Poniedziałek 17.00 - Szczyt Formy

PrzyStań na plaży (bulwar Kurlandzki

Wtorek 18.00 - Body&mind
Środa 17.00 - Nordic Walking

 

SKO

 

15.06.2019 - Strefa aktywności na terenie biurowców

  • access_time 00:04:17
  • calendar_today Sobota, 2019.06.15
Tym razem w programie "Rusz się" porozmawiamy o... aktywności fizycznej w miejscu pracy. Wielkie brawa dla firm i właścicieli biurowców, którzy dają taką możliwość. Ostatnio specjalną strefę sportową stworzył Eximius Park - nowy właściciel biznes-parku w podkrakowskim Zabierzowie. 4 tysiące pracowników może korzystać z boisk i zajęć sportowych. W dodatku za darmo!

 

Na terenie kompleksu powstało wielofunkcyjne boisko, na którym można zagrać w koszykówkę, street-balla, piłkę nożną, piłkę ręczną i siatkówkę. Obok jest ścianka wspinaczkowa, siłownia plenerowa i miejsca do odpoczynku. Wszystko wśród dopiero co zasadzonych drzewek.

- Zależało nam, żeby to było wyjątkowe miejsce dla pracowników, tak jak wyjątkowa jest nazwa naszego całego kompleksu biurowego. "Eximius" to po łacinie "wyjątkowy" - mówi Katarzyna Peto-Ziemkiewicz, przedstawicielka parku - Wspieramy zdrowy tryb życia. Chcemy, żeby ludzie nie tylko siedzieli za biurkiem, ale tez spędzali aktywnie czas na świeżym powietrzu. To ma być tez miejsce spotkań, nie tylko w porze lunchu. Strefa jest czynna od 6.00 do 22.00. Pracownicy mogą ją wynająć za darmo, umówić się na grę w piłkę, albo zorganizować imprezę integracyjną.

- To dobrze, że jest to właśnie tutaj - przyznają pracownicy - Można się umówić po pracy. Jak się rozjedziemy po pracy do domów, to trudno później znów się spotkać. Dla niektórych to może być jedyna okazja do uprawiania sportu. W każdym kompleksie biurowym powinno coś takiego być.

A to nie jedyna sportowa atrakcja. którą proponują władze Eximius Park.

- Od wielu lat działa tu klub fitness. Zaproponowaliśmy więc firmom bezpłatny pakiet sportowy, w którym są zajęcia gimnastyczne, konsultacje z trenerem personalnym, a także... masaż pleców i karku! - wylicza Katarzyna Peto-Ziemkiewicz.

- To jest tak zwany masaż korporacyjny, czyli 15-minutowa sesja, rozluźniająca mięśnie zastane podczas siedzenia przy komputerze - tłumaczy Katarzyna Kaczmarczyk - Trzeba zacząć myśleć o swoim zdrowiu. Mięśnie w pozycji siedzącej zaczynają po pewnym czasie cierpieć. Trzeba działać profilaktycznie, a nie jak już jest po fakcie.

Agata Culley, właścicielka fitness clubu działającego w Eximius Parku przyznaje, że coraz więcej osób przychodzi tu poćwiczyć, choć wciąż nie jest to tyle, ile powinno być.

- Jak się dużo pracuje i nie rusza się przy tym, to potem w wieku trzydziestu kilku lat zaczynają się dolegliwości. Regularna aktywność sprawia, że ten proces możemy odłożyć na dalsze lata - przekonuje - Takie coś w miejscu pracy to przede wszystkim oszczędność czasu. Jedni przychodzą chwilę poćwiczyć w porze lunchu, inni zaraz po pracy zaliczą trening i potem  mają już wolne i mogą poświęcić się rodzinie czy znajomym. Mówią, że dzięki temu nie muszą stać w korkach w drodze na siłownię na mieście. Trenują tu, potem jadą do domu i też wtedy stoją w mniejszych korkach. Czyli same plusy. Są też tacy, którzy wykonują trening przed pracą.

Wracając do strefy aktywności na świeżym powietrzu...  Eximius Park musiał sporo zainwestować, aby ją zbudować. Pieniądze można było wydać na co innego.

- Jesteśmy absolutnie przekonani, że to było potrzebne. Zarówno pracodawcy, jak i nam, czyli właścicielowi tak dużego kompleksu biurowego zależy, żeby pracownik był zdrowy i zadowolony.

Sami pracownicy przekonują, że... w każdym kompleksie biurowym powinna być taka strefa.

Też się z tym zgadzamy...


SKO

 

fot. Maciej Skowronek

8.06.2019 - Street workout

  • access_time 00:03:40
  • calendar_today Sobota, 2019.06.08
W końcu musimy opowiedzieć o tej właśnie dyscyplinie, która przeżywa w ostatnich latach prawdziwy renesans. I wbrew pozorom - jak przekonują instruktorzy i entuzjaści - nie jest przez znaczona wyłącznie dla super silnych i sprawnych, ale praktycznie dla wszystkich.

 

Street workout oczywiście ewoluował i stał się normalną dyscypliną sportu. Rozgrywane są mistrzostwa krajowe i mistrzostwa świata.

- Zawodnicy rywalizują albo we freestyle'u, czyli 2-minutowych sesjach, na których wykonują wymyślne ewolucje, albo w rywalizacji siłowej, w której liczy się liczba powtórzeń, albo szybkośc wykonywania poszczególnych ćwiczeń. Oceniane są poprawność i styl - tłumaczy trener - Do tego oczywiście trzeba dużo i regularnie trenować, ale ja jestem daleki od tego, by mówić ludziom, że albo ćwiczysz i startujesz w zawodach, albo nie ćwiczysz w ogóle. Kiedyś byłem zawodnikiem, teraz nie jestem i trenuję profilaktycznie. Dla zdrowia, sprawności i poprawy sylwetki.

Street workout może być też sposobem na sportowe życie. Jak w każdym sporcie siłowym, niejedna osoba dzięki temu wyszła ze środowiska patologicznego.

Zmienili się znajomi, ćwiczenia zajęły wolny czas, znalazła się praca i poprawiło się codzienne samopoczucie.

Street workout jest też znakomitym treningiem uzupełniającym dla biegaczy czy rowerzystów. To jedna z najbardziej podstawowych, a jednocześnie najbardziej wszechstronnych aktywności fizycznych.


SKO

 

Maksym Riznyk

 

1.06.2019 - Łukasz Sagan przygotowuje się do zawodów na 555 km w Himalajach

  • access_time 00:05:14
  • calendar_today Sobota, 2019.06.01
Łukasza Sagana, ultramartończyka mieszkającego w Krakowie poznaliście przy okazji zeszłorocznego sukcesu i wygranej w Biegi Filipidesa na dystansie 490 km. To jednak nic w porównaniu z tym, co planuje na sierpień tego roku. La Ultra The High, czyli 555 kilometrów... w Himalajach. To jego największe wyzwanie w karierze.

 

Niedawno Łukasz - niejako przy okazji - wygrał inny bieg w Grecji, na dystansie - bagatela - 215 kilometrów.

- Miało to być przetarcie przed sierpniem. Nie pojechałem tam po zwycięstwo czy rekord. Chciałem zrobić swoje i okazało się, że wygrałem. Przez pierwszą połowę dystansu byłem na czele, ale potem pojawił się zawodnik z Grecji, który mnie wyprzedził. W drugiej części dystansu byłem już jednak samodzielnym liderem - opowiada Łukasz.

555 kilometrów wydaje się czymś nieprawdopodobnym! To prawie jak z Krakowa do Gdańska! W dodatku dzieje się to na wysokości kilku tysięcy metrów!

- To szczególne zawody, bo normalnie odbywają się one na dystansie o połowę krótszym. Organizatorzy postanowili jednak, przy okazji jubileuszowej 10. edycji, zaproponować właśnie 555 kilometrów. Kiedy układałem sobie plan startów, nie myślałem o tym starcie. Ale jak zobaczyłem, że właśnie tak zamierzają uczcić jubileusz, zaświeciła mi się lampka. Potem okazało się, że organizatorzy... zaprosili mnie do udziału. Stwierdziłem, że to jedyna taka okazja w zawodowej karierze. Mogę być jednym z pierwszych ludzi na świecie, który pokona tam taki właśnie dystans.

Z Łukaszem spotkaliśmy się podczas jednego z treningów. Jak się okazuje, podczas przygotowań nie zdarza się, żeby przebiegł dystans zbliżony do zawodów na kilkaset kilometrów.

-  To jest niewykonalne. Najwięcej podczas treningów przebiegłem 50 km z kawałkiem. Podczas zawodów jest już kwestia przełamania bariery psychicznej. I wtedy się to udaje - mówi Łukasz.

Do tej pory, jak przyznawał, wykonywał właściwie wyłącznie treningi biegowe.

- Z braku czasu nie dołączałem do tego basenu, siłowni czy innych aktywności. W tym przypadku będzie inaczej, ponieważ w Himalajach to nie dystans jest największym wyzwaniem, ale wysokość. Tam biegi zaczyna się na 3 tysiącach metrów. W przypadku La Ultra The High mamy na trasie pięć przełęczy powyżej 5 tysięcy. Trzeba na nie wbiec, a potem zbiec z powrotem. Konieczne będą specjalistyczne treningi imitujące bieganie na takiej wysokości. Zostało niewiele czasu i szczerze mówiąc nie wiem, jak będzie. Ale w przypadku tak długich ultramaratonów nigdy nie wiemy, co nas czeka. Forma to jedno, ale dochodzi też same warunki na trasie czy warunki pogodowe! Na La Ultra temperatura będzie od minus 10 stopni do... plus 40! I takie skoki temperatury mogą się tam trafić w ciągu kilku godzin! Trzeba jechać porządni przygotowanym, być pewnym tego, co się zrobiło. Resztę zweryfikuje trasa. Na pewno będzie to największe wyzwanie w mojej dotychczasowej karierze. Wynik to sprawa drugorzędna. Najważniejsze będzie ukończenie tych zawodów w wyznaczonym limicie 5,5 dnia. To ok. 100 kilometrów na dobę. W wysokich górach to naprawdę trudne. Nie wiem, co mnie czeka, ale trzeba podejmować wyzwania, bo jeśli się tego nie robi, to nie idzie się do przodu...

Łukasz wylatuje do Indii 1. sierpnia. Zawody La Ultra The High zaplanowano 17. sierpnia. Wtedy będziemy trzymać kciuki!


SKO

 

25.05.2019 - Mity o rozciąganiu

  • access_time 00:04:03
  • calendar_today Sobota, 2019.05.25
W programie "Rusz się" obalamy kolejny mit związany z popularnymi metodami regeneracji czy walki z urazami. Tym razem, wspólnie z Pawłem Osakiem, fizjoterapeutą z Dotfizjo rozmawiamy o... rozciąganiu. I pytamy czy rzeczywiście przed każdym treningiem powinniśmy stosować tak zwany stretching. Odpowiedź jest teraz jednoznaczna: Nie! - odpowiada Osak.

 

- Badania mówią wyraźnie, że rozciąganie w formie statycznej, stretchingowej, powinno już odejść do lamusa i nie powinno się go już stosować do budowania elastyczności mięśni czy zwiększenia zakresu ruchu - mówi gość Radia  Kraków

Klasyczna rozgrzewka - na przykład przed treningiem biegowym - wygląda tak: Chwila marszu, potem delikatny trucht i... seria ćwiczeń rozciągających każdą partię ciała. Najlepiej, aby daną pozycję przytrzymać minimum 20-30 sekund, tak aby mięsień zaczął "pracować".

- To rzekome "pracowanie" jest po prostu obroną mięśnia przed nadmiernym rozciągnięciem. To taka walka z wiatrakami, próbujemy rozciągnąć mięsień, który się broni. To, jak się okazuje, wcale nie jest dobre. Powoduje dodatkowe mikrourazy, dodatkowe przeciążenia, absolutnie nie przyczynia się do prewencji urazów, jest zwykłą stratą czas - przekonuje Osak.

Jak zatem powinna wyglądać rozgrzewka, aby nie uszkodzić sobie mięśni czy stawów w czasie treningu?

- Elementy rozciągania statycznego powinno zastąpić rozciąganie... dynamiczne - odpowiada Paweł - Trzymanie mięśnia w pozycji powinny zastąpić na przykład wymachy i inne "balistyczne" ruchy, wykorzystujące w pełnym zakresie nasze stawy, ale bez przytrzymywania w pozycji stretchingowej.

Podobnie rzecz się ma z rozciąganiem po treningu. Paweł Osak poleca raczej "zresetowanie" organizmu, który sam potrafi się doskonale zregenerować. Wskazane są natomiast - podobnie jak przy rozgrzewce - delikatne, ale dynamiczne ruchy, który stopniowo pozwolą mięśniom i stawom z intensywnej pracy przejść w stan spoczynku.

- Ważny jest też dobry sen, dobre odżywianie i odpowiednie nawodnienie organizmu, które wspomagają regenerację. Można wziąć zimny prysznic, który wspomaga ukrwienie, można pójść na masaż. Jest mnóstwo narzędzi do zastosowania - przekonuje fizjoterapeuta - Chce jednak dodać, że nie przekreślam całkowicie tego ekstremalnego rozciągania. Ono może być gdzieś tam stosowane, ale na pewno nie cały czas.

I co podkreśla również Paweł... na pewno nie ma takiego obowiązku, aby umieć dotknąć palcami stóp mając wyprostowane kolana...


SKO

 

Paweł Osak

18.05.2019 - Czy rolowanie jest dobre?

  • access_time 00:03:44
  • calendar_today Sobota, 2019.05.18
To coraz popularniejsza metoda na regenerację mięśni po treningu. O rolowaniu piszą w internecie, w mediach społecznościowych widzimy rolujących się zawodników, a w sklepach... przyrządy do rolowania, czyli wałki i piłeczki. Paweł Osak, fizjoterapeuta z Dotfizjo przekonuje jednak, że rolowanie nie jest tak dobre, jak się wydaje. Przydaje się tylko w określonych przypadkach. I najlepiej stosować je dopiero po konsultacji ze specjalistą.

 

Rolowanie, to krótko mówiąc, masaż mięśni i powięzi za pomocą wałka (rollera) lub piłeczki. Ma za zadanie rozluźnić mięśnie, zmienić strukturę tkanek i w ten sposób usuwać dolegliwości bólowe czy nawet przyspieszać leczenie kontuzji.

- Ja powołam się tu na ostatnie badania, a właściwie analizę 21 badań dotyczących rolowania, z której wynika, że efekty tego typu zabiegów są minimalne - mówi Paweł Osak - Rolowanie może nam doskonale maskować pewne problemy i dać chwilową ulgę, ale bez rozwiązania problemu.

Osak wprost obala mity związane z rolowaniem.

- Rolowanie nie rozluźnia mięśni, nie likwiduje zrostów pomiędzy powięziami, nie przyspiesza regeneracji i usuwania kwasu mlekowego. Oczywiście nie jest tak, że należy je całkowicie porzucić. Jest przydatne, ale tylko wtedy, jeśli jest odpowiednia diagnoza. Musi być to więc zalecenie lekarza lub innego specjalisty, który dokładnie określi, co nam dolega. Wtedy rolowanie może złagodzić ból, poszerzyć gdzieś zakres ruchu czy przynieść ulgę. Pacjenci czy zawodnicy często jednak robią to sami i robią to źle. Może się okazać, że  rolowanie mięśnia w jakiejś pozycji przeciąża inną część ciała.

Według Osaka są inne sposoby na regeneracje mięśni po ciężkim treningu.

- Może to być znane wszystkim chłodzenie, czyli zimna kąpiel czy na przemian ciepły i zimny prysznic. Może to być masaż w gabinecie. Ale nasz organizm świetnie sobie radzi sam z regeneracją. Podstawą jest tu zwykły odpoczynek, dobre odżywianie, odpowiednie nawadnianie i... odpowiednia ilość snu. Od tego należy zacząć.


SKO

 

Paweł Osak

11.05.2019 - Pół piłki i pół stepa, czyli bosu

  • access_time 00:03:29
  • calendar_today Sobota, 2019.05.11
Pod tym dziwacznym tytułem kryje się kolejny interesujący przyrząd gimnastyczny, który można wykorzystać, aby urozmaicić sobie trening. Opowie o tym nasz ekspert, trener personalny z centrum All For Body, Paweł Strojny.

 

Bosu wygląda jak przecięta na pół gumowa piłka do ćwiczeń. Jest zresztą zrobione z tego samego tworzywa. Półkula oparta jest na twardej podstawie. Niepozorny przedmiot, który może być bardzo przydatny - przekonuje Paweł Strojny.

- Dzięki niemu możemy ćwiczyć właściwie całe nasze ciało. A dodatkowo angażujemy tak zwane mięśnie głębokie, które odpowiadają na przykład za prawidłową postawę.

Na bosu można wykonywać najprostsze ćwiczenia, takie jak przysiady czy pompki.

 

 

- Gumowa, elastyczna część znacznie nas destabilizuje, co powoduje, że  wykonanie ćwiczenia staje się trudniejsze, musimy w większym stopniu zaangażować mięśnie oraz... pilnować równowagi i prawidłowej postawy.- tłumaczy Strojny.

Są i bardziej skomplikowane ćwiczenia, które jeszcze bardziej dają się później we znaki mięśniom. A jeśli odwrócimy bosu częścią wypukłą do ziemi... jest jeszcze trudniej!

- Ja polecam stopniowo wykonywać te ćwiczenia, począwszy od najprostszych - mówi Paweł Strojny - Bosu nie powinno być też przyrządem, na którym głównie trenujemy. To powinien być element treningu uzupełniającego w poszczególnych dyscyplinach czy aktywności fizycznej. Niemniej jest godny polecenia!


SKO

 

 

Paweł Strojny (fot. Maciej Skowronek)

1.05.2019 - #GlobalUnTrash, czyli globalne odśmiecenie

  • access_time 00:02:49
  • calendar_today Środa, 2019.05.01
Mateusz Tylek, triathlonista z podkrakowskiego Głogoczowa wymyślił akcję pod hasłem #GlobalUnTrash, czyli... globalne odśmiecenie! W internecie zachęca ludzi z całego świata, aby codziennie podczas biegania, spaceru, czy drogi do pracy podnosili z ziemi... jeden napotkany papierek. Lub więcej, jeśli zechcą.

 

Mateusz wpadł na pomysł podczas codziennych treningów.

- Okazało się, że na moich trasach biegowych i rowerowych spotykam caly czas te same, zalegające od miesięcy czy nawet lat śmieci - tłumaczy - Pomyślałem, że coś z tym trzeba zrobić. Skupiamy się na regularnej, codziennej mikropracy. Wystarczy jeden śmieć dziennie. Nikt tego nie odczuje, a efekt na pewno zobaczymy. Może swoją inicjatywą zainteresujemy innych ludzi, którzy się do nas przyłączą - dodaje sportowiec.

Majówka jest dobrą okazją, by włączyć się w tego typu akcję. Jak przekonuje pomysłodawca, projekt stał się międzynarodowy. Zdjęcia oznczone #GlobalUnTrash dostał już między innymi z Wysp Brytyjskich, Australii czy Japonii.

 

SKO

 

27.04.2019 - Wspomnienie o Piotrze Gładkim

  • access_time 00:04:29
  • calendar_today Sobota, 2019.04.27
Piotr Gładki pochodził z Pomorza, ale na stałe został zapamiętany w Krakowie. Jak dotąd jest jedynym Polakiem, który zwyciężył w Cracovia Maratonie. Jego imię nosi odbywający się co roku przy okazji Krakowskich Spotkań Biegowych Mini Maraton na dystansie 4,2 km.

 

Z okazji 18. Cracovia Maratonu przypominamy sylwetkę tego znakomitego długodystansowca, który zmarł przedwcześnie w wieku 33 lat. Kilkanaście dni po zwycięstwie w Cracovia Maratonie w 2005 roku, zginął w wypadku samochodowym

Zwyciężył zresztą w niecodziennych okolicznościach, bo w tamtym krakowskim maratonie... pomylił trasę i przebiegł ponad 2 km więcej! A i tak okazał się najlepszy!

- To był fatalny przypadek - wspomina Edward Stawiarz, były zawodnik, trener i działacz lekkoatletyczny, który dobrze znał Piotra - Na bulwarach wiślanych wbiegł w miejsce, gdzie było sporo widzów, a także innych biegaczy, którzy dopiero zmierzali w kierunku Nowej Huty. Spytał kogoś którędy do mety, myśląc, że to sędzia.Ten ktoś widząc, że większość biegnie do Huty pokazał tamtą stronę. Piotrek dopiero po jakimś czasie się połapał, że biegnie w odwrotnym kierunku.

Ta fatalna pomyłka pozbawiła Gładkiego kwalifikacji na MŚ w Helsinkach.  Choć jak się później okazało, nie miało to najmniejszego znaczenia.

- Już w następnym roku po śmierci Piotra wpadłem na pomysł uhonorowania go poprzez nadanie jego imienia Mini Maratonowi, przeznaczonemu dla szerokiej rzeszy biegaczy-amatorów - mówi Edward Stawiarz.

Jak przekonuje nasz rozmówca, Gładki był wówczas najwybitniejszym polskim maratończykiem. W 2000 roku debiutował na królewskim dystansie w Hamburgu i... od razu wygrał! To dało mu prawo startu na igrzyskach w Sydney, gdzie jednak nie ukończył zawodów.

Wciąż jednak jest posiadaczem rekordu Polski w półmaratonie (1:01:35), który osiągnął w tym samym roku 2000 na zawodach w Hadze.


SKO

20.04.2019 - W Kraków Airport ćwiczą pasażerowie

  • access_time 00:03:11
  • calendar_today Sobota, 2019.04.20
Zimą na krakowskim lotnisku prowadzono ciekawy pilotaż polegający na organizowaniu ćwiczeń dla pasażerów tuż przed odlotem. Pomysł się sprawdził i teraz odbywają się tam regularne zajęcia.

 

A wygląda to tak: do hali odlotów przychodzą trenerzy personalni i zapraszają pasażerów oczekujących na samolot na serię ćwiczeń. Z głośników puszczana jest muzyka relaksacyjna.

- To seria bardzo prostych ćwiczeń oddechowych, rozciągających i rozluźniających. Połączenie jogi, pilatesu i tai chi - tłumaczy jeden z prowadzących zajęcia, Mateusz Barcik - Każda osoba, w każdym wieku może je bez problemu wykonać. Odstresowują, przygotowują ciało i umysł do długiego lotu, ale też do codziennego życia. Również na co dzień przyda się bowiem chwila relaksu, chwila dla siebie, chwila, by się skupić.

Barcik przekonuje, że bez takich ćwiczeń podróż samolotem może być o wiele mniej komfortowa

- Stawy biodrowe w tych ciasnych przestrzeniach między fotelami bardzo cierpią. Naszymi ćwiczeniami możemy je nieco rozluźnić i przygotować je do dłuższego lotu.

Pracownicy lotniska w Balicach wpadli na taki pomysł, bo... widzieli, jak niektórzy pasażerowie reagują na podróż samolotem. Zwłaszcza, jeśli to pierwszy lot w ich życiu. Trzeba przejść szereg procedur, trwa to dość długo, często towarzyszy temu stres i pośpiech. A już w oczekiwaniu na wejście do samolotu jest chwila, aby odetchnąć. I zamiast bezczynnie czekać, można też czas pożytecznie wykorzystać

- To są bezpłatne sesje trwające 15 minut. Każdy kto chce, może wziąć w nich udział - mówi Tomasz Żakowski z Kraków Airport

Takie ćwiczenia można też wykonać samemu. Choć, jak wiadomo, lepiej w organizowanej grupie, pod okiem instruktora.

- To jest przydatne nie tylko przy okazji podróży samolotem, ale też na przykład w czasie pracy - przekonuje Mateusz Barcik - Można sobie zrobić 10-15 minut przerwy, puścić muzykę i nieco się odprężyć. To są proste ćwiczenia, takie jak skłony, obroty ciała w jedną i drugą stronę, poruszanie głową plus delikatne rozciąganie. Słowem to, co znamy ze szkoły podstawowej.

Władzom lotniska gratulujemy pomysłu, a wszystkich zachęcamy nawet do takiej podstawowej formy ruchu. W podróży i nie tylko.


SKO

 

fot. Kraków Airport

20.04.2019 - W Kraków Airport ćwiczą pasażerowie

  • access_time 00:03:11
  • calendar_today Wtorek, 2019.04.16
Zimą na krakowskim lotnisku prowadzono ciekawy pilotaż polegający na organizowaniu ćwiczeń dla pasażerów tuż przed odlotem. Pomysł się sprawdził i teraz odbywają się tam regularne zajęcia.

 

A wygląda to tak: do hali odlotów przychodzą trenerzy personalni i zapraszają pasażerów oczekujących na samolot na serię ćwiczeń. Z głośników puszczana jest muzyka relaksacyjna.

- To seria bardzo prostych ćwiczeń oddechowych, rozciągających i rozluźniających. Połączenie jogi, pilatesu i tai chi - tłumaczy jeden z prowadzących zajęcia, Mateusz Barcik - Każda osoba, w każdym wieku może je bez problemu wykonać. Odstresowują, przygotowują ciało i umysł do długiego lotu, ale też do codziennego życia. Również na co dzień przyda się bowiem chwila relaksu, chwila dla siebie, chwila, by się skupić.

Barcik przekonuje, że bez takich ćwiczeń podróż samolotem może być o wiele mniej komfortowa

- Stawy biodrowe w tych ciasnych przestrzeniach między fotelami bardzo cierpią. Naszymi ćwiczeniami możemy je nieco rozluźnić i przygotować je do dłuższego lotu.

Pracownicy lotniska w Balicach wpadli na taki pomysł, bo... widzieli, jak niektórzy pasażerowie reagują na podróż samolotem. Zwłaszcza, jeśli to pierwszy lot w ich życiu. Trzeba przejść szereg procedur, trwa to dość długo, często towarzyszy temu stres i pośpiech. A już w oczekiwaniu na wejście do samolotu jest chwila, aby odetchnąć. I zamiast bezczynnie czekać, można też czas pożytecznie wykorzystać

- To są bezpłatne sesje trwające 15 minut. Każdy kto chce, może wziąć w nich udział - mówi Tomasz Żakowski z Kraków Airport

Takie ćwiczenia można też wykonać samemu. Choć, jak wiadomo, lepiej w organizowanej grupie, pod okiem instruktora.

- To jest przydatne nie tylko przy okazji podróży samolotem, ale też na przykład w czasie pracy - przekonuje Mateusz Barcik - Można sobie zrobić 10-15 minut przerwy, puścić muzykę i nieco się odprężyć. To są proste ćwiczenia, takie jak skłony, obroty ciała w jedną i drugą stronę, poruszanie głową plus delikatne rozciąganie. Słowem to, co znamy ze szkoły podstawowej.

Władzom lotniska gratulujemy pomysłu, a wszystkich zachęcamy nawet do takiej podstawowej formy ruchu. W podróży i nie tylko.


SKO

 

fot. Kraków Airport

13.04.2019 - Jak zachęcić dzieci do sportu?

  • access_time 00:05:38
  • calendar_today Sobota, 2019.04.13
Mówi się, że sport powinno się uprawiać od małego, aż do późnej starości. Pytanie: od jak małego. Odpowiedzi pomógł nam udzielić Adam Jonczyk, trener Przedszkoliady.pl

 

Przedszkoliada do ogólnopolski projekt, który polega na przeprowadzaniu zajęć sportowych dla dzieci w wieku 3-6 lat, właśnie w przedszkolach.

- Prowadzimy zajęcia wprowadzające do różnych dyscyplin sportowych - mówi Jonczyk - Od piłki nożnej, piłki ręcznej, siatkówki, koszykówki, aż po inne aktywności ruchowe. Wszystko w przyjaznej, zabawowej formie. Dzieciom się to podoba, co oznacza, że poszliśmy w dobrym kierunku.

Jednak zdaniem Jonczyka miłość do sportu i do aktywności fizycznej dziecko powinno przede wszystkim wynieść z domu. A inspiracją powinni być rodzice.

- To rodzice są dla małych dzieci pierwszymi i największymi autorytetami. Kiedy mama i tata śledzą wydarzenia sportowe i sami uprawiają sport, dzieci chętnie ich naśladują. Kluczem jest wspólne wyjście na zewnątrz po to, by pograć w piłkę lub pojeździć na rowerze, a także wspomniane podejście do aktywności w formie zabawy. Tak, aby sport miło się kojarzył.

Schody pojawiają się jednak, kiedy rodzice zdecydują się zapisać dziecko na zorganizowane zajęcia.

- Wiek przedszkolny jest odpowiedni, choć zdarza się, że rodzice robią to jeszcze wcześniej. Oferta na rynku jest ogromna - przyznaje Adam.

Najtrudniej wyczuć moment, kiedy dziecko stwierdza że nie chce już chodzić na zajęcia. Z jednej strony nie powinno się go do niczego zmuszać, ale z drugiej... już wtedy przydałoby się powoli uczyć odpowiedzialności i poczucia obowiązku.

- Na pewno nie można powiedzieć dziecku "masz chodzić, bo cię zapisałem", albo "bo za to płacę". Należy do tego podejść delikatnie, zapytać "czy ci się podoba", albo też porozmawiać z trenerem, który powie, jak dziecku idzie i jak dziecko zachowuje się podczas zajęć.

Zdaniem Adama Jonczyka można zrezygnować z zajęć na kilka tygodni, bądź miesięcy i poczekać, aż dziecko znów (być może pod wpływem rówieśników) znów zechce chodzić na treningi. Można też wybrać inne zajęcia.

Najważniejsze jednak, by dziecku sport kojarzył się z czymś przyjemnym. Bo przecież jest to przyjemność, która w dodatku procentuje.

- Oprócz walorów zdrowotnych i sprawnościowych, sport kształtuje charakter. Później przyda się to w pozasportowych aspektach życia - zapewnia trener Przedszkoliady.

 

SKO

 

Adam Jonczyk

13.04.2019 - Jak zachęcić dzieci do sportu?

  • access_time 00:05:38
  • calendar_today Poniedziałek, 2019.04.08
Mówi się, że sport powinno się uprawiać od małego, aż do późnej starości. Pytanie: od jak małego. Odpowiedzi pomógł nam udzielić Adam Jonczyk, trener Przedszkoliady.pl

 

Przedszkoliada do ogólnopolski projekt, który polega na przeprowadzaniu zajęć sportowych dla dzieci w wieku 3-6 lat, właśnie w przedszkolach.

- Prowadzimy zajęcia wprowadzające do różnych dyscyplin sportowych - mówi Jonczyk - Od piłki nożnej, piłki ręcznej, siatkówki, koszykówki, aż po inne aktywności ruchowe. Wszystko w przyjaznej, zabawowej formie. Dzieciom się to podoba, co oznacza, że poszliśmy w dobrym kierunku.

Jednak zdaniem Jonczyka miłość do sportu i do aktywności fizycznej dziecko powinno przede wszystkim wynieść z domu. A inspiracją powinni być rodzice.

- To rodzice są dla małych dzieci pierwszymi i największymi autorytetami. Kiedy mama i tata śledzą wydarzenia sportowe i sami uprawiają sport, dzieci chętnie ich naśladują. Kluczem jest wspólne wyjście na zewnątrz po to, by pograć w piłkę lub pojeździć na rowerze, a także wspomniane podejście do aktywności w formie zabawy. Tak, aby sport miło się kojarzył.

Schody pojawiają się jednak, kiedy rodzice zdecydują się zapisać dziecko na zorganizowane zajęcia.

- Wiek przedszkolny jest odpowiedni, choć zdarza się, że rodzice robią to jeszcze wcześniej. Oferta na rynku jest ogromna - przyznaje Adam.

Najtrudniej wyczuć moment, kiedy dziecko stwierdza że nie chce już chodzić na zajęcia. Z jednej strony nie powinno się go do niczego zmuszać, ale z drugiej... już wtedy przydałoby się powoli uczyć odpowiedzialności i poczucia obowiązku.

- Na pewno nie można powiedzieć dziecku "masz chodzić, bo cię zapisałem", albo "bo za to płacę". Należy do tego podejść delikatnie, zapytać "czy ci się podoba", albo też porozmawiać z trenerem, który powie, jak dziecku idzie i jak dziecko zachowuje się podczas zajęć.

Zdaniem Adama Jonczyka można zrezygnować z zajęć na kilka tygodni, bądź miesięcy i poczekać, aż dziecko znów (być może pod wpływem rówieśników) znów zechce chodzić na treningi. Można też wybrać inne zajęcia.

Najważniejsze jednak, by dziecku sport kojarzył się z czymś przyjemnym. Bo przecież jest to przyjemność, która w dodatku procentuje.

- Oprócz walorów zdrowotnych i sprawnościowych, sport kształtuje charakter. Później przyda się to w pozasportowych aspektach życia - zapewnia trener Przedszkoliady.

 

SKO

 

Adam Jonczyk

6.04.2019 - Ćwiczenia z taśmami power band i mini band

  • access_time 00:04:02
  • calendar_today Sobota, 2019.04.06
Tym razem opowiemy o ćwiczeniach z użyciem tak zwanych "power band" i "mini band". Można je spotkać na siłowniach, ale też samemu ich używać w domu. To kolejny sposób na urozmaicenie treningów.

 

Przykładowym ćwiczeniem z taśmą mini band jest założenie jej wokół kolan i rozpychanie jej podczas stawiania kroków. Do przodu, do tyłu, albo na boki (patrz drugi filmik). Można też założyć ją na wysokości kostek i wykonywać delikatne wymachy. Opór, jaki stawia taśma. wytrenowuje nasze mięśnie.

"Gumy" mogą być naszą mini-siłownią.

- W czasie urlopu, krótkiego wyjazdu czy wówczas, gdy nie mamy możliwości wybrać się do klubu - dodaje Strojny - Często zachęcam osoby, które regularnie trenują, aby przy okazji wyjazdu wrzuciły do torby czy walizki kilika takich taśm i zabrały je w podróż. Zajmują niewiele miejsca i prawie nic nie ważą.

Wcześniej oczywiście warto opracować sobie kilka ćwiczeń, aby takie treningi były skuteczne.

 

SKO

 

Paweł Strojny

30.03.2019 - Po co nam interwały?

  • access_time 00:04:40
  • calendar_today Sobota, 2019.03.30
Są jedną z podstawowych metod, która pozwala poprawić swoje osiągnięcia. Można ją wykorzystywać nie tylko trenując biegi, ale opowiemy o niej właśnie na przykładzie biegania.

 

- Interwał to dość szerokie pojęcie, ale najprościej można je zdefiniować jako bieganie na przemian: szybko i wolno - tłumaczy kacper Piech, trener biegania z Runonline,.pl - Przydaje się tym, którzy chcą biegać coraz szybciej i osiągać lepsze wyniki na zawodach.

Najprostszy trening interwałowy polega na tym, że wybieramy sobie określony dystans i określoną liczbę powtórzeń.

- Na przykład 10x400 metrów: wykonujemy 10 odcinków po 400 metrów biegu szybkiego,a między nimi bieg wolniejszy. te szybkie odcinki musimy poczuć i w mięśniach i w płucach. To sprawia, że nasz organizm przyzwyczaja się do szybszego biegania, które może wykorzystać później podczas zawodów - mówi Kacper.

Z czasem, stopniowo, można te szybkie odcinki zwiększać, aż do biegu ciągłego.

- Oczywiście rodzajów interwałów jest dużo. Można biegać "na czas" (czyli na przykład 2 minuty szybkiego biegu i 2 minuty wolnego) albo "na odległość" (czyli 400 metrów biegu szybkiego i 400 wolniejszego). Te wartości można dowolnie modyfikować (zamiast truchtu może być marsz). Wszystko zależy od tego, jak rozpiszemy nasz plan treningowy - tłumaczy Piech.

Czy da się biegać szybciej bez treningu interwałowego? Teoretycznie tak. Ale w którymś momencie można dość do przysłowiowej "ściany", która spowoduje, że potrzeba czegoś więcej, by zwiększać swoje osiągi.

- Poza tym interwał urozmaica naszą pracę, dzięki czemu treningi są mniej monotonne - wyjaśnia Kacper - Warto też pamiętać, żeby z interwałami nie przesadzać. Taki trening można sobie zaplanować raz w tygodniu, albo na przykład co drugi trening. raz biegamy spokojnie, a raz z takimi właśnie szybszym odcinkami. Przesada doprowadzi do przetrenowania.

I wreszcie, warto wybrać odpowiednią trasę do interwałów. Muszą to być długie, najlepiej proste odcinki. Najlepsze do tego są bieżnie na stadionach lekkoatletycznych. Ale może to być też długa alejka w parku. Można tez wykorzystać drogę pod górę. Wtedy zyskamy dodatkowy walor w postaci... podbiegu, który poprawia tak zwaną siłę biegową.


SKO

 

Kacper Piech (fot. archiwum prywatne)

23.03.2019 - Adam Czerwiński: Po bieżni i po ulicy

  • access_time 00:04:30
  • calendar_today Sobota, 2019.03.23
To jeden z nielicznych biegaczy, których można spotkać zarówno na międzynarodowych zawodach na bieżni, jak i na... masowych biegach ulicznych. Biegacze śmieją się, że jak Czerwiński jest na liście startowej, to wiadomo, kto wygra zawody.

 

Adam Czerwiński jest jednym z najbardziej znanych biegaczy w Małopolsce. Pochodzi z Czasławia koło Myślenic. Ma na koncie mistrzostwa i wicemistrzostwa Polski na średnich dystansach, w hali i na stadionie. Ostatnie sukcesy to tytuły wicemistrza kraju na 1500 metrów - w sezonie halowym i letnim.

Adamowi Czerwińskiemu omal nie kibicowaliśmy na halowych ME w Glasgow. Do wymaganego minimum na dystansie 1500 metrów zabrakło mu... 1,2 sekundy!

- Trudno się z tym pogodzić, ale świat mi się nie zawalił z tego powodu. Mam kolejne cele na horyzoncie, mam pracę, rodzinę, mam co robić.

Zawodnik przyznaje, że jest rozdarty między startami w profesjonalnych zawodach i w masowych biegach ulicznych.

- Starty w mityngach i na mistrzostwach to wielki prestiż, zaś udział w biegach ulicznych to niezwykła, rodzinna atmosfera, doping na trasie. Lubię jedno i drugie.

Adam jakiś czas temu założył też własną grupę. Trenuje w niej aż 68 osób.

Zajęcia odbywają się w Wieliczce.

- Trenujemy trzy razy w tygodniu, nie zawsze w pełnym składzie, ale wszyscy wiedzą, kiedy i gdzie mogą przyjść. Często spotykamy się też w weekendy na dłuższych wybieganiach.

Treningi własne, trenowanie podopiecznych, starty w zawodach międzynarodowych, praca, rodzina... Jak Czerwiński znajduje na to czas...?

- Ile by się nie robiło, zawsze będzie czasu brakowało. Ale ci, którzy dodają sobie obowiązków, dają radę jakoś tę dobę "rozciągnąć". Z czegoś trzeba zrezygnować, coś ograniczyć i ustawić priorytety... Dobra organizacja czasu... i wychodzi!


SKO   

16.03.2019 - Ćwiczenia w ciąży

  • access_time 00:05:13
  • calendar_today Sobota, 2019.03.16
Ponieważ warto być aktywnym w każdym stanie ciała i ducha, tym razem porozmawiamy o tym, czy warto ćwiczyć w czasie ciąży,. A właściwie... dlaczego warto, również w ciąży nie porzucać aktywności fizycznej. A wręcz przeciwnie, trenować więcej, niż przed ciążą.

 

W tym celu wybraliśmy się do szkoły rodzenia w szpitalu Żeromskiego w Nowej Hucie. I porozmawialiśmy z Grażyną Zawalską - fizjoterapeutką, która od 19 lat prowadzi tam ćwiczenia.

- Ćwiczenia i ruch są potrzebne od małego aż do późnej starości. W czasie ciąży ruch jest ważny i dla kobiety i dla dziecka. U kobiet ćwiczenia łagodzą dolegliwości, które mogą się pojawić w czasie ciąży, a  więc: obrzęk nóg, bóle pleców, problemy z krążeniem. A jeśli chodzi o dziecko, to są już wiarygodne badania mówiące o tym, że dysfunkcje psychoruchowe mają swoje przyczyny u dzieci już w czasie ciąży. Brak aktywności zwiększa ryzyko tego typu dolegliwości.

Oczywiście są też przypadki, że kobieta musi ciążę "przeleżeć", bo przebiega ona z problemami - dodaje Zawalska. Dlatego każda planowana aktywność powinna się odbywać za zgodą lekarza prowadzącego

Kolejna zaleta ćwiczeń w ciąży: nie przytyje się zanadto, co też jest ważne dla zdrowia kobiety i jej dziecka.

W szkołach rodzenia prowadzi się głównie ćwiczenia oddechowe, rozluźniające, rozciągające, relaksujące - przede wszystkim takie, które pomogą później w porodzie. Ale również pozwolą utrzymać formę.

Są też zajęcia stricte fitness, z użyciem taśm czy hantli.

- Liczymy, że panie w domu te ćwiczenia regularnie powtarzają, bo zajęcia w szkole rodzenia raz w tygodniu to za mało - przekonuje fizjoterapeutka.

A jak często i jak długo powinno się powinno się takie ćwiczenia wykonywać?

- Zasada jest taka, że jedna sesja nie powinna trwać dłużej niż pół godziny. Ale takich sesji może być w ciągu dnia więcej, w zależności od tego, jak kobieta się czuje. Zaleca się jednak, aby było to dwa razy dziennie, maksymalnie co pół godziny.

A co z aktywnościami typu bieganie, siłownia czy basen? Grażyna Zawalska odpowiada: to możliwe!

- Jeśli kobieta przed ciążą regularnie trenowała, to nic nie stoi na przeszkodzie, by robiła to nadal. Oczywiście z odpowiednią intensywnością i za zgodą lekarza. Delikatne bieganie czy ćwiczenia na siłowni mogą tylko pomóc.

Pomóc, zająć czas i... sprawić radość.

Bo tak właśnie działają ćwiczenia.


SKO

 

Grażyna Zawalska

9.03.2019 - Przekąski w czasie treningu i na zawodach

  • access_time 00:03:37
  • calendar_today Sobota, 2019.03.09
Niby nie są niezbędne, ale trenerzy zapewniają, że potrafią zrobić różnicę podczas zawodów lub treningu. Zwłaszcza, jeśli jest to długi dystans lub duży wysiłek. Bo najgorsze, jeśli w czasie aktywności fizycznej zabraknie energii. Wtedy wynik zawodów będzie gorszy, a ważny trening mniej efektywny.

 

- Podczas krótkich, półgodzinnych lub 40-minutowych treningach można się obyć bez izotonika, batona czy żelu energetycznego - mówi Kacper Piech, trener biegania z Runonline.pl - Na poranną przebieżkę przed pracą niektórzy idą nawet bez jedzenia, albo po przegryzieniu kawałka banana. Ale już dłuższa aktywność wymaga uzupełnienia straconej energii.

Kacper Piech zaleca, aby po 40 minutach biegu, co kwadrans, może trochę rzadziej, coś przekąsić.

- Oczywiście to zależy od predyspozycji danej osoby. Niektórym wystarczy łyk izotonika czy jeden kęs batona. Najważniejsze, żeby to sobie wcześniej dokładnie przetestować.

Chodzi o wybór odpowiedniego produktu. Na rynku jest ich całe mnóstwo. Należy korzystać z tego, który jest skuteczny i nie powoduje rewolucji w układzie pokarmowym.

- Podczas zawodów musimy być pewni, że baton czy żel spełni swoje zadania i że nie przysporzy nam kłopotów. W czasie zawodów lub na ważnym treningu nie ma czasu na eksperymenty - mówi Kacper

Sportowcy spotykają się też z opiniami, że taką energetyczną przekąskę czy izotonik można sobie samemu przyrządzić. W internecie i książkach jest mnóstwo przepisów. Napój można sobie zrobić łącząc wodę, sok z owoca, miód lub cukier i odrobinę soli. Jeszcze więcej jest przepisów na batony.To dobre rozwiązanie o tyle, że wiadomo, jakich użyje się składników. Przekąska ze sklepu takiej gwarancji nie daje.

Energii dodają zresztą najprostsze produkty. Pamiętajmy, że kiedyś w sklepach sportowych nie było żeli ani specjalnych batonów. Maratończycy dawali radę ssając kostki cukru.

- Najważniejsze, by ich używać. Formę trzeba sobie natomiast  samemu wypracować, tak by jak najlepiej spełniły swoje zadanie - kończy trener.


SKO

 

Kacper Piech

2.03.2019 - Przyrząd wymyślony przez amerykańskiego żołnierza

  • access_time 00:04:28
  • calendar_today Sobota, 2019.03.02
W naszym cyklu znów wybraliśmy się na siłownię, aby zaprezentować ćwiczenia na kolejnym interesującym i przydatnym przyrządzie gimnastycznym. Chodzi o taśmy TRX. Naszym przewodnikiem będzie trener personalny Paweł Strojny z All For Body.

 

Ćwiczenia na TRX wspomagają szczególnie mięśnie głębokie, które właśnie odpowiadają za utrzymanie prawidłowej postawy. Jak tłumaczy Strojny, to jest rodzaj "rusztowania", które utrzymuje całe nasze ciało. Dzięki dobrze wytrenowanym mięśniom głębokim można też później wykonywać trudniejsze ćwiczenia, na większych obciążeniach.

- TRX wykorzystywany jest w przeróżnych sportach - dodaje Strojny - Od sportów drużynowych, poprzez indywidualne, jak tenis czy narciarstwo, aż po sporty motorowe - Ja stosuję je u swoich podopiecznych, którzy zaczynają swoją przygodę z aktywnością fizyczną. u profesjonalnych sportowców, a także... u kobiet w ciąży, które też chcą dbać o formę.

Słowem, TRX to  prosty i niezwykle wszechstronny przyrząd.

Jeśli ktoś chciałby mieć taki w domu, to rozpiętość cen jest tak samo szeroka, jak jego zastosowanie. najtańsze kosztują ok. 50 zł, a te bardziej profesjonalne... nawet ponad 1000.


SKO

 

Paweł Strojny

23.02.2019 - Jakub Stano - Na marzenia nigdy nie jest za późno

  • access_time 00:05:19
  • calendar_today Sobota, 2019.02.23
25-latek z Krakowa niespodziewanie został bobsleistą i z powodzeniem występuje w reprezentacji Polski. Niedawno, wraz z Adrianem Kamińskim, zajął 6. miejsce w Mistrzostwach Europy na Łotwie.

 

Do reprezentacji i w ogóle do tego sportu trafił przypadkiem. Bo jak mówi, choć zawsze lubił uprawianie sportu, to nigdy nie myślał o profesjonalnej karierze.

- Kolega, który prowadzi portal sprinterzy.com pomagał w rekrutacji do kadry bobsleistów, namawiał mnie  mówiąc, że bym się nadawał, bo szybko biegam i mam dobre warunki fizyczne. Ja nie byłem przekonany, bo uważałem, że o bobslejach to się mało mówi. Oglądałem je tylko przy okazji zimowych igrzysk olimpijskich. Powiedziałem mu, że nie jestem zainteresowany i żeby nie dawał mojego numeru telefonu ludziom ze związku. On to jednak zrobił. Zadzwonili do mnie i zaprosili na testy do Gdańska. Powiedziałem, że nie jestem zainteresowany, bo w tym czasie jeszcze była sesja na studiach, a Gdańsk jest daleko. Kilka miesięcy później planowałem wyprawę motocyklową po Europie. Tuż przed wyjazdem jednak mój motocykl się zepsuł. To była taka usterka, że bałem się jechać we daleką podróż. I tak się złożyło, że następnego dnia były kolejne testy, tym razem w Katowicach, czyli blisko. Kolega wciąż namawiał, więc pojechałem. trener od razu powiedział: I want him. Bo nasz trener jest Łotyszem. Zaproszono mnie na obóz. Nie spodobało mi się. Ale kolejny obóz był na Łotwie. Tak daleko jeszcze nie byłem, więc pojechałem. Też mi się nie spodobało,. ale kolejny obóz też był na Łotwie i wtedy już mieliśmy jeździć bobem. Wtedy złapałem przysłowiowego bakcyla.

Tym samym Kuba został w reprezentacji i od dwóch lat z powodzeniem tam występuje.

- 6. miejsce w ME juniorów w bobslejowych dwójkach to jest sukces, choć liczyliśmy na lepsze miejsce, bo zawody były rozgrywane na torze, na którym trenujemy. Z drugiej strony to jeden z trudniejszych torów w Europie, więc przyjechali sami najlepsi i konkurencja była spora. Kłopoty były na starcie naszego ślizgu, bo mój kolega już przed sezonem miał kontuzję, mnie uraz dopadł w trakcie. Mieliśmy przedostatni czas startu, więc 6. miejsce to naprawdę dobry wynik.

Kuba trafił do reprezentacji nie bez powodu. Ma bowiem predyspozycje do tego sportu. Jest szybki, bo wcześniej amatorsko trenował biegi i silny, bo uprawiał też crossfit. ma 186 cm wzrostu i waży 104 kilogramy. Ale są to 104 kilogramy mięśni.

Co ciekawe, mimo 25 lat wciąż startuje w kategorii juniorów i tak będzie jeszcze przez rok.

Bobsleje to specyficzny sport, bo ze względu na bezpieczeństwo, starty rozpoczyna się w wieku 18 lat. Ostatnio wprowadzono tak zwane monoboby, czyli boby pojedyncze. Tam można startować w wieku 16 lat,

- Monoboby są bezpieczniejsze, nie rozwijają tak dużych prędkości i są tak skonstruowane, że jest mniejsze ryzyko groźnego wypadku.

Większe, kilkuosobowe boby, potrafią osiągać (na najszybszych torach) prędkości ponad 150 km na godzinę.

Jakub przyznaje, że marzył o byciu zawodowym sportowcem, ale nigdy nie myślał, że uda się w to w tym wieku. Jego przykład pokazuje, że warto uprawiać sport w każdym wieku i... marzyć, bo te marzenia czasem się spełniają.

- Zwłaszcza, jeśli w kimś drzemie talent, to można osiągnąć wysoki poziom również w późniejszym wieku - dodaje.

Choć w przypadku bobslei konieczne są też odpowiednie warunki fizyczne. Ale również sprawność i szybkość, które da się wypracować już tylko regularną aktywnością fizyczną.


SKO

 

fot. archiwum prywatne

 

16.02.2019 - Pora relaksu... w saunie!

  • access_time 00:03:45
  • calendar_today Sobota, 2019.02.16
Po ciężkim dniu warto się zrelaksować. Jednym ze sposobów jest sauna. Trzeba jednak wiedzieć, jak to robić poprawnie. I co tak naprawdę siedzenie w gorącu i wilgoci nam daje...

 

- Sauna wpływa korzystnie na nasz układ sercowy, układ krwionośny, usuwa z naszego organizmu toksyny, a przede wszystkim... daje odpoczynek - przekonuje Łukasz Matusik, saunamistrz z Parku Wodnego w Krakowie - Wszystko dzięki wysokiej tempraturze i odpowiedniej wilgotności.

Sauna to także sam rytuał, który ma wpływ na to, jak się czujemy fizycznie i psychicznie. Pod warunkiem, że wszystko wykonujemy zgodnie z zasadami.

- Przede wszystkim trzeba mieć z sobą ręcznik, najlepiej duży, a także wodę do picia - mówi Matusik - Przed wejściem do sauny należy schłodzić ciało pod prysznicem i wytrzeć. Początkującym zalecam spędzić w saunie 8-10 minut. Na pewno jednak nie powinno być to dłużej niż kwadrans. Potem wychodzimy i bierzemy zimny prysznic. Ważne, by chłodzić ciało od stóp w kierunku serca, aby uniknąć szoku termicznego. Potem odpoczywamy w strefie relaksu. Ważne, żeby ten odpoczynek trwa tyle, ile pobyt w saunie. I ważne, by w tym czasie się nawadniać.

Podczas jednej wizyty w saunarium Łukasz zaleca dwie lub trzy takie sesje.

- Natomiast w tygodniu można odwiedzić saunarium też dwa, trzy razy - mówi.

Warto dodać, że są różne rodzaje saun. Słyszy się nazwy "sauna fińska", "łaźnia parowa" i inne. 

- Każda z grubsza daje to samo, natomiast różnica jest w tym, kto co lubi, a także kto ma jakie problemy zdrowotne. Nie dla każdego tradycyjna sauna jest korzystna, stąd istnieją na przykład pomieszczenia z lampami na podczerwień - tłumaczy saunamistrz.

Warto oczywiście korzystać z sauny odpowiedzialnie. Przebywanie w temperaturze dochodzącej do 80-90 stopni może być niebezpiecznie.

- Jeśli poczujemy się źle, nie ma co zgrywać bohatera. Trzeba opuścić saunę. To ma być relaks, a nie męczenie się. Choć sauna, zarówno jako element treningu, jak i relaksu, powinna dawać delikatny efekt rekreacyjnego zmęczenia. O to w tym chodzi - kończy Łukasz Matusik


SKO

 

Łukasz Matusik (fot. Maciej Skowronek)

9.02.2019 - Dieta bezmięsna dla aktywnych?

  • access_time 00:04:40
  • calendar_today Sobota, 2019.02.09
Zupełnie przypadkiem, ale w kontekście słynnej afery z mięsem z Ostrowi Mazowieckiej, cenna będzie nasza rozmowa z prof. Barbara Frączek, specjalistką od żywienia z Krakowskiej Wyższej Szkoły Promocji Zdrowia. Zapytaliśmy ją czy coraz modniejsze w ostatnim czasie rezygnowanie z jedzenia mięsa służy osobom uprawiającym sport.

 

Po ujawnieniu procederu wpuszczania do obiegu mięsa wątpliwej jakości, to pytanie może dla niektórych być jeszcze bardziej zasadne. Według prof. Frączek, dieta bezmięsna jest jak najbardziej możliwa. Choć wymaga nieco większej uwagi.

- Wszystko zależy od rodzaju diety wegetariańskiej - tłumaczy nasza rozmówczyni - Typowa jarska dieta wyklucza mięso, ale nie wyklucza produktów pochodzących od zwierząt, czyli na przykład jajek i nabiału. Ich wartość odżywcza jest odpowiednia. Natomiast największy problem maja weganie, którzy w ogóle wykluczają wszystko, co pochodzi od zwierzą, nawet masło. Czyli jedzą tylko produkty roślinne.

Jak przekonuje prof. Frączek, jeśli ktoś zrezygnuje z mięsa, a nie wprowadzi do jadłospisu zamienników, to może to być dla niego bardzo groźne.

- Chodzi o pełnowartościowe białko, żelazo i inne cenne składniki, które są w mięsie. Może się to wiązać z niedoborami, a jednocześnie z nadmiarem składników, które są w produktach roślinach, na przykład cukrów prostych czy soli. Są takie zamienniki, na przykład popularna soja. To roślina strączkowa, która z powodzeniem może zastąpić mięso. Zresztą w ogóle rośliny strączkowe są źródłem tego typu składników. Do tego orzechy, pestki, nasiona roślin oleistych. One są polecane nie tylko sportowcom i nie tylko wegetarianom!

To oznacza, że rezygnując z jedzenia mięsa nic złego nam się nie stanie... Choć może się to wiązać z koniecznością... zainteresowania się dietetyką w nieco większym stopniu.

Prof. Frączek poleca publikacje na ten temat. Ale najlepiej naukowe, a przynajmniej przygotowane przez profesjonalistów.


SKO
 

 

Prof. Barbara Frączek (fot. Maciej Skowronek)

2.02.2019 - Czy warto korzystać z bieżni mechanicznej?

  • access_time 00:03:39
  • calendar_today Sobota, 2019.02.02
Wielu chętnie korzysta z bieżni na siłowniach. To dobre rozwiązanie zwłaszcza wówczas, gdy na zewnątrz powietrze jest mocno zanieczyszczone i tradycyjny bieg niekorzystnie wpływa na zdrowie. Paweł Strojny, trener personalny z All For Body zaznacza jednak, że bieganie na siłowni różni się nieco od biegania na polu.

 

Wytrawni biegacze śmieją się czasem z tych, którzy korzystają z bieżni na siłowni. "Jedziesz samochodem na siłownię 10 km po to, żeby pobiegać i jeszcze za to płacisz?"

Bieżnia jest jednak świetnym rozwiązaniem, kiedy na zewnątrz szaleje smog, a nie chcemy opuścić treningu.

- Z punktu widzenia trenera mogę powiedzieć, że jeśli bieżnia ma być formą aktywności fizycznej po to, by być zdrowszym, to jak najbardziej jestem za - przekonuje Paweł Strojny - W przypadku zawodowców lub też osób, które bieganie traktują jako sport, to raczej polecam tradycyjne bieganie w terenie, zaś bieżnię tylko jako uzupełnienie treningów na przykład właśnie wtedy, gdy warunki są niesprzyjające. Bieganie po bieżni nieco się różni od tradycyjnego biegania, bo tutaj taśma wymusza ruch, zatem inaczej pracują mięśnie i stawy. Więc to jest inny rodzaj ruchu.

Minusem bieżni jest z pewnością to, że... może być nudno. Przed sobą widzimy ścianę, nie ma dodatkowych bodźców w postaci zmieniającego się krajobrazu. Niektóre siłownie zapewniają w związku z tym rozrywkę w postaci filmów lub teledysków wyświetlanych na ekranie. Można też postawić sobie własny smartfon lub tablet.

Czasem też ta monotonia pomaga trenować psychikę, jeśli planuje się start na długim dystansie, na przykład w maratonie (ponad 42 kilometry do dobre kilka godzin na trasie).

Bieżnia daje też wiele możliwości.

- Można na przykład regulować prędkość, z jaką się biegnie - mówi Paweł Strojny - Od powolnego spaceru, aż po szybki bieg. Ustawia się też kąt nachylenia bieżni, który imituje bieg pod górę. Można w ten sposób ćwiczyć podbiegi przydatne podczas przygotowań do górskich wędrówek lub górskich biegów oraz trenowania tak zwanej siły biegowej. Mamy też pomiar tętna, który dzięki czujnikom zamontowanym na poręczach. Kolejnym elementem jest liczba spalonych kalorii, choć tutaj pomiary nie są aż tak dokładne. O wiele dokładniejsze są zegarki i sport-testery, które montuje się na klatce piersiowej, a także badania laboratoryjne, gdzie sprawdza się kalorie dostosowując to do wagi, wzrostu, wilgotności powietrza czy innych warunków.

Podsumowując: czy warto korzystać z bieżni mechanicznej na siłowni?

- Jeżeli to jest forma aktywności fizycznej po to, by być zdrowym i się ruszać, to jak najbardziej. U zawodowców i osób, które bieganie traktują jako sport, to polecam raczej treningi na zewnątrz, ewentualnie wyjazdy w okresie zimowym w cieplejsze miejsca, gdzie ten trening biegowy można wykonać o wiele korzystniej i łatwiej - kończy Paweł Strojny


SKO

 

Paweł Strojny (fot. Maciej Skowronek)

26.01.2019 - Morsowanie to nie tylko lodowata kąpiel

  • access_time 00:04:55
  • calendar_today Sobota, 2019.01.26
Spotykają się, bo chcą zrobić coś niezwykłego i zdrowo żyć. Ale morsowanie to nie tylko kąpiel w zimnej wodzie. W najnowszym odcinku naszego cyklu rozmawiamy z członkami Krakowskiego Klubu Morsów Kaloryfer.

 

Morsy to prawdopodobnie najszczęśliwsi  i najbardziej uśmiechnięci ludzie na świecie.

Można się o tym przekonać spotykając tych z "Kaloryfera" w każdą niedzielę w samo południe na zalewie Bagry w krakowskim Płaszowie.  

W rozmowie z Radiem Kraków mówią dlaczego warto morsować i... obalają kilka mitów związanych z tą formą aktywności.

- Jest nas w tej chwili ponad 200 członków, mówi Małgorzata Dworzecka, w KKM "Kaloryfer" od 15 lat - Chciałam aktywnie spędzać czas i stwierdziłam, że może warto spróbować właśnie morsowania.

- Najczęściej tak to się zaczyna. Ktoś chce zrobić coś niezwykłego, a takim czymś z pewnością jest wskoczenie do lodowatej wody - dodaje Wojciech Naworyta, prezes klubu.

- Ale samo morsowanie to tak naprawdę mały wycinek naszej działalności - zaznacza pani Małgorzata - Wspólnie robimy rozmaite rzeczy: jeździmy na rowerze, biegamy, chodzimy po górach. Po prostu aktywnie i zdrowo spędzamy czas.

Jak zacząć morsować? Wbrew pozorom niekoniecznie trzeba najpierw stopniowo skręcać ciepłą wodę pod prysznicem, aby przyzwyczajać organizm do chłodnej wody

- Ja nie jestem zwolenniczką zimnych pryszniców - mówi Małgorzata Dworzecka - Trzeba po prostu się przełamać i wskoczyć do tej lodowatej wody.

- Przede wszystkim  trzeba przełamać barierę psychiczną - dodaje pan Wojciech - Wejść do wody z myślą, że tam nie kończy się życie, a wręcz przeciwnie: zaczynają się zupełnie nowe doznania. I co ważne: to nigdy nie jest długa kąpiel. Nie chodzi o to, żeby zgrywać twardziela i siedzieć w wodzie kilkanaście minut. To może być pół minuty, minuta, góra kilka minut.

Jak się okazuje, nieprawdą jest też, że morsy nie chorują.

- Chorujemy jak każdy, ale zdarza nam się do rzadziej o szybciej te choroby zwalczamy. Jesteśmy też bardziej odporni na niskie temperatury. Problemem ludzi w okresie grypowym jest to, że się przegrzewają - mówią zgodnie nasi goście.

Dlaczego jeszcze warto morsować?

- Bo to sposób na spędzenie wolnego czasu! - mówi Wojciech Naworyta - Okazja, aby w niedzielę w południe wyjść z domu, spotkać się z grupą wspaniałych ludzi, pośmiać się, porozmawiać, aktywnie i zdrowo.

Nic tylko ruszyć się i spróbować...!

 

SKO


PS. W tę niedzielę (27.01) krakowskich morsów nie spotkamy na Bagrach, tylko nad Wisłą przy Moście Grunwaldzkim. Co roku organizowana jest tam impreza pod hasłem "Przeciąganie smoka przez Wisłę". Spotkają się tam kluby morsów z całej Polski. Będzie okazja do porozmawiania.

 

Małgorzata Dworzecka i Wojciech Naworyta

12.01.2019 - Do lekarza przed startami?

  • access_time 00:05:01
  • calendar_today Sobota, 2019.01.12
Dziś odpowiemy na pytanie, czy rozpoczynając aktywność sportową, ale taką na wysokim poziomie, związaną ze startami w zawodach, powinniśmy przedtem pójść do lekarza i się przebadać. Karol Malec, lekarz sportowy ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie uważa, że jak najbardziej.

 

- Każdy sportowiec, nawet z najmniejszego klubu, nawet dzieci i młodzież, muszą co pół roku przechodzić badania. W przypadku amatorów nie ma takiego obowiązku, ale dobrze jest zrobić sobie podstawowe badania - przekonuje dr Malec.

Warto bowiem zwrócić uwagę, że zapisując się na zawody (na przykład biegowe), podpisujemy oświadczenie, w którym deklarujemy, że jesteśmy zdolni do udziału w zawodach i że startujemy na własną odpowiedzialność. Być może niektórzy nie zdają sobie z tego sprawy.

- Takie podstawowe badania, które przeprowadzamy u sportowców w klubach, to dogłębny wywiad, ogólne badanie, takie które przeprowadza zwykle lekarz rodzinny (czyli na przykład osłuchanie czy zmierzenie ciśnienia), badania krwi, moczu, EKG spoczynkowe i wysiłkowe. Większość z tych badań (poza EKG wysiłkowymm) jest dostępne u każdego lekarza rodzinnego, lekarz rodzinny może też takie badania zlecić - mówi dr Malec - Wszystko po to, aby wykluczyć ewentualne przeciwwskazania do uprawiania sportu na wyższym poziomie niż czysta rekreacja.

A te się zdarzają i dotyczą ukrytych chorób układu krążenia, ukrytych wad serca czy problemów ortopedycznych, które przy niewielkim wysiłku nie sprawiają problemu, ale ujawniają się przy większym.

- Taki maraton na przykład, to jednak jest kilkugodzinny wysiłek, dlatego warto do tego podejść poważnie - mówi lekarz.

To niewiele kosztuje, a będzie pewność, że możemy bez przeszkód trenować. Albo też uchronimy się przed kłopotami.


SKO

 

Karol Malec (fot. arch. prywatne)

 

5.01.2019 - Koleżeński Krak Maraton już po raz dziewiąty

  • access_time 00:03:40
  • calendar_today Sobota, 2019.01.05
To kolejna niezwykła impreza dla sportowców-amatorów w Krakowie. Dwoje biegowych entuzjastów organizuje bieg na królewskim dystansie wokół Błoń. Regulamin ma tu drugorzędne znaczenie, ale może to być jeszcze większe wyzwanie, niż wiosenny Cracovia Maraton.

 

Przebieg zawodów jest prosty: uczestnicy biegają wokół Błoń, aż osiągną królewski dystans. Wychodzi ponad 11 okrążeń. Ale nie każdy musi przebiec pełną trasę. Kto nie czuje się na siłach, może skończyć wcześniej. A można też biegać dłużej. Najważniejsze to spotkać się, dobrze się bawić i przy okazji sprawdzić swoją formę... tak, tak, w nieco ekstremalnych warunkach.

To jeden z istotnych elementów tej imprezy. Odbywa się ona zawsze w styczniu, kiedy jest najzimniej. Bywało, że uczestnicy biegali na ponad 20-stopniowym mrozie.

- I tak najgorzej mają organizatorzy, czyli my - śmieje się Roman Piątek, jeden z pomysłodawców - Tamci przynajmniej biegają, a my stoimy na punktach odżywczych i w punktach pomiaru.

Czas mierzony jest, tak jak dawniej, czyli za pomocą stopera. Chodzi o to, aby koszty zawodów były jak najmniejsze.

- Punkt odżywczy jest w jednym miejscu, czyli na każdym kółku - mówi Piątek - Są ciepłe napoje, napoje odżywcze, słodycze. Mamy lepsze zestawy, niż na niejednym profesjonalnym biegu!

- Nie ma takiej możliwości, aby ktoś nie ukończył twego biegu - dodaje drugi z organizatorów, Ryszard Machlowski - Czekamy na każdego, do końca.

Start w Krak Maratonie to jednak nie lada wyczyn, niezależnie od osiągniętego rezultatu. Już monotonne przebiegnięcie jednego okrążenie wokół Błoń potrafi zmęczyć. A co dopiero ponad 11 kółek, tak aby wyszły ponad 42 kilometry!

- Bieganie wokół Błoń wpływa na wyrobienie psychiki - przyznaje Ryszard Machlowski - Niektórzy mają z tym spory kłopot.

- Aby psychicznie dać radę w długich biegach, trzeba na trasie wyznaczać sobie kolejne cele - dodaje Roman Piątek - Do najbliższego drzewa, do najbliższej latarni... Drugim sposobem jest bieganie w towarzystwie i rozmowa.

Najlepszym treningiem psychiki jest... start w Krak Maratonie! Impreza odbędzie się w sobotę 12 stycznia o 10.00. Start i biuro zawodów - w pobliżu stadionu Juvenii.

Jeśli ktoś chce się zapisać, to najlepiej, aby wszedł dna stronę IX Krak Maratonu na Facebooku.


SKO

29.12.2018 - Przygotowania do maratonu czas zacząć

  • access_time 00:05:28
  • calendar_today Sobota, 2018.12.29
18. Cracovia Maraton zaplanowano 28. kwietnia. Jeśli ktoś chce w nim wystartować, to początek nowego rok jest najlepszym momentem na rozpoczęcie przygotowań. Trenerzy biegania i dostępne w sieci plany treningowe zalecają, by okres tych przygotowań trwał 24 lub 16 (czyli od teraz) tygodni.

 

Potwierdza to w rozmowie z Radiem Kraków Kacper Piech z Centrum Treningu Biegowego

- Żeby wszechstronnie przygotować się do takiego biegu jak maraton, to uznaje się, że te 4 miesiące to jest właśnie czas, w którym jesteśmy w stanie poprawić wydolność, przygotować mięśnie do wysiłku i poprawić też (w połączeniu z dobrą dietę) parametry krwi. Ale oczywiście wszystko zależy od tego, z jakiego pułapu zaczynamy. Początkujący biegacz potrzebuje jednak nieco więcej czasu - co najmniej pół roku. A ktoś, kto biega już 2-3 lata, to może dać radę już w 3 miesiące.

Im bliżej maratonu, tym treningi stają się bardziej intensywne. Kacper Piech zaleca, aby rozpocząć przygotowania spokojnie. Jest to dość trudne, zważywszy, że na początku entuzjazm i motywacja są największe. Należy jednak stopniowo zwiększać obciążenia tak, by organizm się do nich przyzwyczajał, aby forma rosła i w momencie startu można było sprostać zadaniu.

- Bardzo częstym błędem jest to, że zawodnik skupia się wyłącznie na bieganiu, stopniowo zwiększając dystans - przekonuje Kacper - Na początku organizm może i daje radę, ale tuż przed startem mięśnie mogą zwyczajnie się zmęczyć. Dlatego ważne jest urozmaicenie treningów. Ja zalecam aktywność 4-5 razy w tygodniu, z czego 3 treningi to bieganie, a dwa pozostałe to na przykład basen, który wszechstronnie rozwija oraz ćwiczenia fitness - na mięśnie nóg, rąk i grzbietu.

Ważnym elementem przygotowań do dłuższych dystansów są tak zwane "wybiegania" lub inaczej "wycieczki biegowe". To planowane najczęściej w weekend długie treningi. Zasada jest jednak taka, że podczas owych wycieczek nigdy nie osiąga się docelowego dystansu, czyli w tym przypadku 42 kilometrów z kawałkiem. Może to być dla biegacza stresujące, bo... nie wie, czy finalnie 'królewski dystans" osiągnie.

- Pamiętajmy, że kulminacja naszej formy musi przypadać na docelowe zawody - wyjaśnia Piech - Organizm może nie wytrzymać, jeśli zbyt wcześnie zafundujemy mu docelowy dystans. Dlatego zwiększamy stopniowo te obciążenia. Na zawodach dochodzi do tego adrenalina, świadomość uczestniczenia w imprezie, inni biegacze wokół nas. Jeśli ktoś jest w stanie przebiec te trzydzieści kilka kilometrów na treningach, to na 95 procent da sobie rade z maratonem.\

Aby skutecznie przygotować się do maratonu - zwłaszcza, jeśli nie ma się dużego doświadczenia, albo jeśli jest to debiut - warto trenować z planem treningowym, który można znaleźć w internecie. Albo zatrudnić profesjonalnego trenera, który taki plan przygotuje. To wiąże się z pewnymi kosztami, ale taki plan przygotowywany jest w oparciu o wywiad i sprawdzenie aktualnej formy.

Kto zatem myśli jeszcze o 18. Cracovia Maratonie, niech czym prędzej podejmie decyzję i... zaplanuje pierwszy sportowy cel i pierwsze noworoczne postanowienie.


SKO

 

Kacper Piech (fot. Maciej Skowronek)

22.12.2018 - Rozmowa z Łukaszem Saganem

  • access_time 00:11:04
  • calendar_today Sobota, 2018.12.22
35-letni ultramaratończyk tej jesieni osiągnął niemały sukces. Wygrał w Grecji słynny Bieg Filipidesa, na dystansie... 490 kilometrów! Trasę pokonał w 75 godzin, 36 minut i 57 sekund. Drugie miejsce... również zajął Polak, Andrzej Wereszczak.

 

Łukasz Sagan pochodzi z Lubelszczyzny, ale od kilku lat mieszka i trenuje w Krakowie.

Przygodę z ekstremalnymi biegami zaczął.. przez przypadek. W 2012 roku kolega namówił go na start w Biegu Rzeźnika (80 km w Bieszczadach).

- Właściwie pojechaliśmy tam bez specjalnego przygotowania. Może tak jest łatwiej, jak nie wie się, co nas czeka - wspomina Łukasz - Udało się pokonać trasę poniżej godzin, w dobrej kondycji. To był właśnie ten moment, kiedy stwierdziłem: to jest to! Tak chcę się realizować

Po "Rzeźniku" przyszły kolejne biegi, coraz dłuższe dystanse, aż po... zawody w Grecji.

Bieg Filipidesa jest wspomnieniem bohatera, który biegiem przemierzył trasę z Aten do Sparty, aby poprosić tamtejszą armię o pomoc. Dostał odpowiedź odmowną, więc również biegiem wrócił.

- On musiał wrócić, jak chciałem - śmieje się Łukasz. Chciałoby się dodać, że Filipides nie przeżył (padł martwy docierając do celu). zaś nasz bohatera owszem i w dodatku okazał się zwycięzcą.

Choć warto podkreślić, że z 23 uczestników, zawody zakończyło zaledwie pięciu, A na dwóch pierwszych miejscach uplasowali się Polacy.

- Myślę, że każdy jest w stanie pokonywać takie dystanse - przekonuje Łukasz - Trzeba tylko przestawić sobie pewne rzeczy w głowie i uwierzyć. że się da.

Oczywiście trzeba też trenować i odpowiednio się odżywiać. Łukasz poświęca na treningi kilka godzin dziennie. Co ciekawe - wyłącznie biega.

- Ze względu na pracę zawodową, nie związaną z bieganiem, nie starcza mi zwyczajnie czasu.

Na pytanie czy tak długie biegi są szkodliwe dla zdrowia, dla nóg i stawów Łukasz odpowiada: jeśli ktos jest odpowiednio wytrenowany i przygotowany, to nie ma z tym problemu. Ja już po tygodniu od zawodów w Grecji mogłem wrócić do treningów

Skoro mówimy o zwycięskim bieguna 490 kilometrów, to pozostaje tylko uwierzyć...


SKO

 

fot. archiwum prywatne

15.12.2018 - Nie ma czasu na ruch?

  • access_time 00:04:08
  • calendar_today Sobota, 2018.12.15
Tym razem będą... rozmowy motywacyjne! Wielu z Was pewnie narzeka, że na codzienną aktywność nie ma czasu. Bo dużo pracuje i ma mnóstwo innych obowiązków. Lekarze nie chcą słuchać takich argumentów i... sami siebie podają za przykład.

 

Kto jak kto, ale lekarz pracy ma sporo. A jeśli jest to profesor, to jeszcze do tego dochodzi praca naukowa! Doktor Zbigniew Eysymontt, kardiolog ze Śląskiego Centrum Rehabilitacji i Prewencji w Ustroniu, jest w średnim wieku, ale regularnie biega kilka razy w tygodniu

- Jak jest sezon na wycieczki rowerowe, to jeżdżę też na rowerze. Oprócz tego dużo spaceruję, bo interesuję się fotografią, więc szukam okazji do fotografowania. najbardziej zacząłem się ruszać, odkąd pracuję w Centrum Rehabilitacji. Nasi pracownicy są aktywni fizycznie i nawzajem się motywujemy. W swoim lenistwie zawsze znajduję te godzinę w ciągu dnia. Bieganie jest na tyle prostą czynnością, że nie zajmuje dużo czasu. Oczywiście nie każdy musi biegać. Można chodzić też na spacery z kijkami. Jeśli każdy przeanalizuje sobie plan dnia, to na pewno ta godzina się znajdzie. Jeśli spędza się czas wolny z pilotem do telewizora albo z tabletem czy smartfonem, to można to zamienić na aktywność fizyczną. Powinno to być co najmniej 30-40 minut i co najmniej trzy razy w tygodniu. Nie ma takiego zawodu, przy którym nie da się znaleźć tyle czasu. A poza tym ruch, zwłaszcza na świeżym powietrzu daje relaks, daje odpoczynek i pozwala się "wystrzelać", odreagować codzienny stres w pracy.

O tym, jak zorganizować sobie czas, tak aby znaleźć miejsce na codzienne ćwiczenia, opowiada Paweł Strojny, trener personalny.

- Najlepiej zacząć od kalendarza. Zapisać sobie w nim na początek ze dwie godzinki w tygodniu na aktywność. Może to być basen, może to być bieganie, wizyta na siłowni. Jeśli i z tym jest kłopot, to warto sobie przeanalizować, na czym spędza się dużo czasu. Może warto ograniczyć nieco oglądanie seriali i zamiast jednego odcinka poświęcić tę godzinę na aktywność i zobaczyć, czy przypadkiem nie powoduje to więcej radości. Często zdarza się też tak, że po włączeniu regularnej aktywności nasz organizm lepiej odpoczywa, lepiej się wysypia i lepiej się regeneruje między jednym a drugim dniem pracy. Więc aktywność fizyczna jest zalecana niezależnie od tego, jaki wykonujemy zawód czy chodzimy do szkoły czy też robimy inne rzeczy. Ważne jest też wsparcie bliskich: partnera czy też rodzica w przypadku dzieci. Dobrze jest uprawiać tę aktywność całą rodziną. Jeśli wpaja się dzieciom aktywność od małego, to potem one same zaczynają się ruszać, zamiast spędzać czas na konsolach lub przy tabletach. Sport to nie tylko rozrywka, ale przede wszystkim element zdrowego stylu życia, po to, byśmy czuli się dobrze i korzystali z tego życia jak najwięcej.

No to po przeczytaniu powyższego i po wysłuchaniu rozmów, już się państwo z "ruszania" nie wykręcą...


SKO

 

Dr Zbigniew Eysymontt (fot. Maciej Skowronek)

 

Paweł Strojny (fot. Maciej Skowronek)

8.12.2018 - Centrum Treningu Podziemnego

  • access_time 00:04:06
  • calendar_today Sobota, 2018.12.08
W najnowszym odcinku naszego cyklu odwiedziliśmy... uzdrowisko w Kopalni Soli w Wieliczce. Okazuje się, że można tam przyjść na zajęcia sportowe i potrenować w niecodziennych warunkach, czyli w tak zwanych komorach solnych. Trenerzy i fizjoterapeuci przekonują, że to pomoże osiągać lepsze wyniki. I wpłynie na zdrowie i dobre samopoczucie.

 

Zajęcia odbywają się ok, 135 metrów pod ziemią, wśród ścian pokrytych solą...

- Oddychamy tutaj super czystym powietrzem. Ściany solne mają właściwość oczyszczania powietrza - mówi fizjoterapeuta Paweł Janus - Do tego wdychamy powietrze, które ma też w sobie trochę aerozolu solnego.

Co to daje? Po pierwsze nawilża drogi oddechowe. Jak przekonuje Janus, czystym i wilgotnym powietrzem oddycha się swobodniej. To pozwala wykonywać znacznie cięższe treningi.

- Mamy tez tutaj stałą temperaturę, dość niską, bo ok. 14 stopni. W takich warunkach również można odbywać bardziej wydajne i kosztowne energetycznie treningi, bo organizm potrzebuje więcej do ogrzania się.

W podziemiach kopalni w Wieliczce organizowane są różnego rodzaju treningi, dla sportowców i nie tylko. Począwszy od treningów oddechowych (tzw. zarządzanie tlenem), przez ćwiczenia fitness, taniec, aż po treningi siłowe. To miejsce można więc nazwać siłownią inną niż wszystkie.

- Ja powiem więcej: to jest centrum treningu podziemnego - śmieje się Paweł Janus - Prowadzimy zajęcia w cyklu trzytygodniowym. Można to porównać do obozu sportowego. Takie sesje organizowane co pół roku lub co dziewięć miesięcy są swego rodzaju bodźcem do rozwoju sportowego.

Fizjoterapeuta dodaje, że pracownicy śledzą wyniki swoich podopiecznych. I przekonuje, że po trzytygodniowej sesji podopieczni poprawiają swoje osiągnięcia nawet o 20 procent (choć najczęściej dotyczy to osób, które na co dzień są mało aktywni fizycznie).

A poza tym to jest po prostu... coś innego, nowego.


SKO

 

Paweł Janus (fot. Maciej Skowronek)

 

fot. Maciej Skowronek

 

1.12.2018 - Rusz się, narciarzu!

  • access_time 00:03:43
  • calendar_today Sobota, 2018.12.01
Co roku o tej porze przypominamy miłośnikom desek, że do sezonu należy się przygotować, czyli wykonać tak zwaną "zaprawę narciarską". Choć trenerzy przekonują, że przygotowania powinno się rozpocząć już we wrześniu, a najpóźniej w październiku.

 

Narciarze z krakowskiego klubu "Lider" przygotowują się wręcz przez cały rok. Spotkaliśmy ich... na basenie!

- Basen to ogólnorozwojówka - mówi trener i prezes Lidera Piotr Bogusz - Trenujemy każdą partię ciała, szczególnie ręce i nogi, które w narciarstwie są kluczowe. Zresztą pływanie jest dobre na wszystko.

- Oprócz basenu mamy też zajęcia na hali i na siłowni - mówią młodzi narciarze z klubu - Latem jeździmy na rowerach. Właściwie przygotowujemy się przez cały rok. Ale faktycznie, rozpoczęcia sezonu narciarskiego i startów nie możemy się już doczekać.

- Staramy się przekonać naszych podopiecznych, żeby byli w ruchu przez cały rok. Ruch i aktywny wypoczynek jest niezwykle ważny - mówi Piotr Bogusz.

Trenerzy narciarstwa zwracają uwagę, że przygotowanie do sezonu jest ważne zwłaszcza dla tych, którzy lubią zimą pozjeżdżać ze stoku, ale na co dzień aż tak aktywni nie są. Nieprzygotowany narciarz jest bardziej narażony na kontuzję i tak jak szybko zaczął, tak szybko może zakończyć sezon. A jeśli już uchroni się przed poważnym wypadkiem, to przyjemność z jazdy nie będzie aż tak duża, bo dadzą znać o sobie nieprzygotowane mięśnie i stawy.

Warto więc przed sezonem częściej wybierać się na basen, pojeździć na rowerze (choć może pogoda nie sprzyja wycieczkom rowerowym) czy pójść na siłownię. Piotr Bogusz poleca też najprostsze ćwiczenia:

- Jak idziemy ulicą, to róbmy wyskoki i zeskoki z krawężnika. Podobnie korzystajmy z wyjścia do parku. Nie namawiam do skakania po ławkach, ale w parku jest mnóstwo przeszkód, które można pokonywać. Na wielu terenach zielonych są też plenerowe siłownie, które również doskonale się sprawdzają.

Na pewno znacznie mniejszy problem będą mieli ci, którzy są aktywni przez cały rok. Choć także im przyda się "narciarska zaprawa".

- Trzeba popracować nad mięśniami nóg i koordynacją - przekonuje Piotr Bogusz - Można wykonywać przeskoki obunóż, albo też pobiegać między drzewami, które mogą imitować tyczki slalomowe. A kiedy już będziemy na stoku, to pamiętajmy przed pierwszym zjazdem o... rozgrzewce! I o dekalogu narciarza, który powinien wisieć na każdej stacji narciarskiej i który mówi, jak się zachować na stoku i też na przykład jak postępować przy wypadku.

Z zasadami panującymi na stokach warto się zapoznać (lub sobie przypomnieć) również w ramach przygotowań do sezonu...


SKO

 

Piotr Bogusz (fot. Maciej Skowronek)

24.11.2018 - Paskudna rzecz... chce się biegać

  • access_time 00:04:25
  • calendar_today Sobota, 2018.11.24
Pana Jana Stachowa poznaliście już, kiedy rok temu, mniej więcej o tej porze, odnotowywaliśmy jego wyczyn w postaci uczestnictwa w okrągłych 200 krakowskich parkrunach, czyli cotygodniowych sobotnich biegach towarzyskich na 5 kilometrów. W listopadzie tego roku pan Jan świętował... 250 parkrun! W wieku 89 lat!

 

Jan Stachow, rocznik 1929, to były żołnierz i wciąż aktywny sportowiec-amator. W przeszłości uprawiał między innymi gimnastykę, narciarstwo, zaś biegać zaczął dopiero... w 2000 roku, w wieli 70 lat!

- Zdzisława Krzyszkowiaka kojarzycie? W 1947 roku biegliśmy razem na stadionie w Olsztynie. On na 5 km miał 18 minut, ja 32. Wtedy nasz dowódca powiedział mi: będziesz uprawiał gimnastykę. I tak uprawiałem gimnastykę, potem inne sporty, aż w 2000 roku będąc w Nowym Jorku, mój szef mówi mi: "Mam kontuzję, pobiegnij za mnie w maratonie. Zapłaciłem za start 95 dolarów. Jak ukończysz maraton, to nie musisz mi zwracać, jak nie ukończysz, to potrącę ci z wypłaty". Ukończyłem. I od tej pory biegam, mam już 37 maratonów, w tym 16 krakowskich.

Pan Jan budzi podziw u wszystkich uczestników parkrunu. jak wszyscy zgodnie stwierdzają, nie tylko motywuje ich do tego, by w sobotni poranek zwlec się z łóżka i przyjść na krakowskie Błonia, ale też jest przykładem, że w zdrowiu i dobrej formie można wytrwać do późnej starości. O ile się się o to zdrowie i dobra formę dba.

- To raczej nie sport, ale aktywność fizyczna - mówi pan Jan - A dlaczego warto? Człowiek ma około 820 mięśni. One się rozwijają gdzieś do 30 roku życia, a później stopniowo zaczynają zanikać. Wtedy słabniemy. Jeśli nie spowolnimy ich obumierana, to wtedy skończymy życie w wieku 50-60 lat. Kiedy idę do fizjoterapeuty i pytam, dlaczego nie mogę osiągnąć czasu 6  minut na kilometr, to słyszę: "Bo panu się zmniejszyła liczba włókien mięśniowych. Dzięki temu, że pan spowalnia obumieranie, to w ogóle może pan biegać. Gdyby nie, to pan by już nie mógł.

To prawda, pan Jan przez całe życie uprawiał sport, również profesjonalnie ( w Wawelu Kraków). Ale i tak jego sprawność fizyczna, chęć do ruszania się i radość z życia w wieku 89 lat imponują!

- Wiecie co... Paskudna rzecz, że chce się biegać. Rozum chce, ma z tego przyjemność, ale organizm mówi: "Stary... musisz odpocząć, to nie te czasy. Patrz na PESEL.". Kiedyś codziennie mogłem biegać, a teraz co drugi, co trzeci dzień. C'est la vie...!


SKO

17.11.2018 - Smog wrogiem sportu

  • access_time 00:05:13
  • calendar_today Sobota, 2018.11.17
To co roku temat dyżurny. Późną jesienią i zimą w uprawianiu sportu nie przeszkadza kiepska pogoda (dla kochających sport to żaden problem) i jesienno-zimowa chandra (na którą sport jest najlepszym lekarstwem), ale kiepska jakość powietrza, która w zgodnej opinii lekarzy jest zaprzeczeniem jego zdrowotnych aspektów. Co robić, a czego nie robić, kiedy PM 10 i 2,5 są obecny w nadmiernej ilości? Radzą znana krakowska lekarka i znana polska lekkoatletka.

 

Niedawno w Krakowie tzw. Air Run zorganizowała jedna z firm ubezpieczeniowych, która promuje zdrowy tryb życia (wszak w jej interesie jest, by klienci utrzymywali się w zdrowiu jak najdłużej). Dobrze, że stało się to w momencie, kiedy smog jeszcze nie atakował tak bardzo. Tłum uczestników chciał zwrócić uwagę na fakt, że chce uprawiać sport i że chce to robić w zdrowych warunkach. Wciąż nie jest to jednak łatwe.

- Jak jest bardzo źle z powietrzem, to nie biegam - przyznaje jeden z uczestników - Późną jesienią i zimą rzadko powietrze jest dobre i wtedy odpuszczam. Wybieram crossfit albo basen.

Znana polska biegaczka Joanna Jóźwik, reprezentantka Polski na średnich dystansach przyznaje, że czasem zdarza się jej biegać w smogu

- Jak jestem w cyklu treningowym, to nie mam innego wyjścia. Muszę wykonać założony plan. Zawsze sprawdzam jakość powietrza. Mam tę wygodę, że zawsze mogę pojechać do lasu albo skorzystać z hali lekkoatletycznej.


Rady Joanny Jóźwik

- Przed treningiem sprawdzić jakość powietrza

- Przy wysokich stężeniach wybrać się poza miasto, na przykład do lasu

- Założyć dobrej jakości maskę antysmogową

- Odpuścić trening


Uprawianie sportu w czasie smogu kategorycznie odradza Anna Prokop-Staszecka, lekarz pulmonolog i dyrektorka szpitala Jana Pawła II w Krakowie.

- Wtedy sport to nie jest zdrowie. Jeżeli wysiłek fizyczny wymaga kilkukrotnego zwiększenia objętości i częstości oddechu, to wtedy razem z wdychanym powietrzem "deponuje" się te wszystkie szkodliwe substancje pod zwiększonym ciśnieniem.

Prokop-Staszecka jest też sceptyczna, jeśli chodzi o używanie maseczek antysmogowych w czasie treningów na powietrzu.

- Maseczka powoduje, że jeszcze bardziej jest zwiększony wysiłek mięśni oddechowych. Oddycha się częściej. Na filtrze maseczki te wszystkie pyły osiadają, więc i tak pod jeszcze większym ciśnieniem "zasysa" się te substancje. Jestem przeciwna temu, aby na siłę uprawiać sport na zewnątrz w czasie smogu


Rady Anny Prokop-Staszeckiej

- Uprawiać sport na zewnątrz wyłącznie wtedy, kiedy powietrze jest czyste

- Gdy przekroczenia norm są zbyt wysokie, zamienić ćwiczenia na zewnątrz na ćwiczenia w pomieszczeniu (siłownia, basen, fitness lub crossfit)

- Urządzić sobie mini-siłownię w domu (hantle, rower stacjonarny lub ćwiczenia wykonywane bez pomocy przyrządów)


Jak co roku trudny jesienni-zimowy okres trzeba przetrwać. Na nowo odkryć przyjemność z bycia na pływalni albo... podwójne korzyści (czyli aktywność plus obcowanie z przyrodą) z wyjścia do lasu.


TG

 

fot. Marek Lasyk

10.11.2018 - Uprawianie sportu to też patriotyzm

  • access_time 00:03:08
  • calendar_today Sobota, 2018.11.10
Każdy świętuje rocznicę odzyskania niepodległości tak, jak lubi. Biegacze lubią biegać, stąd tłumnie biorą udział w Biegach Niepodległości, organizowanych 11. listopada w całej Polsce.

 

W tym roku jest jednak szczególnie, z okazji setnej rocznicy. W całym kraju stworzono więc projekt "Narodowy Bieg Stulecia". W stu miastach w Polsce i w kilku za granicą organizowane są zawody w ramach tego przedsięwzięcia. Wszystkie biegi startują 11. listopada, punktualnie o 11:11. Uczestnicy otrzymują takie same koszulki startowe, takie same dyplomy i okolicznościowe medale.

W Małopolsce do projektu zgłosiło się 5 miast: Myślenice, Skawina wspólnie z Mogilanami, Tarnów, Zakopane i Wolbrom.

W Skawinie i Mogilanach Biegi Niepodległości odbywają się od pięciu lat. W tym roku organizatorzy włączyli się w projekt "Biegów Stulecia".

- Mamy bardzo ciekawą trasę - mówi Adam Mrowiec, jeden z organizatorów - Zaczynamy w Skawinie, kończymy w centrum Mogilan. Jest do bieg pod górę, trasa liczy 8 kilometrów, po bardzo ciekawych terenach. Mogilany to najwyższy punkt w okolicach Krakowa. Z góry widać miasto, a przy dobrej pogodzie możemy podziwiać Tatry.

Biegi Niepodległości łączą ludzi we wspólnym świętowaniu i radosnym manifestowaniu przywiązania do ojczyzny. Biegacze i organizatorzy takich imprez stawiają zaś odważną tezę, że uprawianie sportu i dbanie o zdrowie to również przejaw patriotycznej postawy. Dlaczego?

Po pierwsze: Wysportowany Polak pięknie prezentuje się na zewnątrz, czy to wyjeżdżając za granicę, czy to spotykając się z obcokrajowcami w swojej ojczyźnie.

Po drugie: Sport i zdrowy tryb życia dają radość. Warto więc pokazywać się jako naród szczęśliwy i zadowolony z życia.

Po trzecie: Zawodowi sportowcy również reprezentują nasz kraj na zewnątrz. Jeśli wygrywają, to rozsławiają Polskę na arenie międzynarodowej. Warto brać z nich przykład.

Po czwarte: Sport jest uniwersalny i łączy ludzi na całym świecie. Warto udowadniać, że Polacy są usportowionym narodem.

I wreszcie po piąte: Zdrowy i wysportowany Polak rzadziej chodzi do lekarza. W mniejszym stopniu korzysta więc z państwowych pieniędzy przeznaczonych na służbę zdrowia, których jak wiadomo zawsze brakuje.

- Organizując takie biegi, właśnie w Święto Niepodległości, zachęcamy ludzi do aktywności fizycznej - przekonuje Adam Mrowiec.

Może więc warto zacząć robić dodatkową rzecz dla swojego kraju i przy okazji dla siebie (albo odwrotnie), biorąc udział w "Biegu Stulecia".

Na większość zawodów można się będzie zapisać tuż przed startem. Szczegóły dotyczące miast-organizatorów są na stronie internetowej biegstulecia.pl.


SKO

 

Adam Mrowiec (fot. Maciej Skowronek)

3.11.2018 - Speed-ball

  • access_time 00:03:05
  • calendar_today Sobota, 2018.11.03
To sport absolutnie dla każdego. Nie potrzeba nie wiadomo jakich umiejętności, a grę można dostosować do własnej siły i kondycji. A z czasem jedno i drugie się poprawi.

 

Speed-ball, jedna z "okołotenisowych" dyscyplin, staje się coraz bardziej znany i popularny w Polsce. Polega na odbijaniu rakietką gumowej piłki uwięzionej na lince, przytwierdzonej do słupka. Wygląda jak niewinna podwórkowa zabawa? Może i tak, ale jest świetnym i prostym sposobem na aktywność fizyczną.

- Speed-ball powstał w Egipcie. Początkowo był jednym z ćwiczeń treningowych dla tenisistów, ale w końcu ewoluował i stał się osobną dyscypliną - mówi Zbigniew Bizoń, reprezentant Polski i trener w klubie Speed-ball Myślenice

Co daje speed-ball? Podczas gry można się zmęczyć prawie tak jak na squashu

- Poziom dynamiki można dostosować w dowolny sposób - dodaje Izabela Janczak-Bizoń z działającego na terenie Małopolski stowarzyszenia Sportownia - Można grać rekreacyjnie, ale można tez na poziomie zawodniczym, który jest już naprawdę widowiskowy.

Jak dodaje Iza, początkowo trudno jest  załapać sposób gry.

- Trudność sprawia opanowanie piłki poruszającej się po paraboli. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że w dyscyplinach sportowych piłka leci na nas. A tu przelatuje bokiem. Ale kiedy już to się opanuje, gra sprawia już tylko przyjemność. Mogą grać dzieci, może grać młodzież, dorośli. Speedball lubią też seniorzy, bo piłka jest na uwięzi i nie trzeba się po nią schylać.

W speedballu trzeba mieć też... dobry wzrok, choć jak przyznaje Zbyszek, czasem nawet to nie pomaga

- Na najwyższym poziomie piłka leci tak szybko, że zawodnik jej nie widzi i uderza na wyczucie. Ale ta gra z pewnością poprawia spostrzegawczość, refleks i koordynację.

Zatem jak widzicie, są same plusy.

- Sprzęt tez nie jest drogi - przekonuje Iza - Zestaw z masztem, rakietami i piłką to koszt kilkuset złotych. Można go rozłożyć w ogrodzie, można go wszędzie zabrać, bo maszt jest składany, więc zmieści się do bagażnika samochodu. Prawie nic nas nie ogranicza.

Speed-ball w Polsce staje się coraz bardziej popularny, również pod względem coraz lepszych występów polskich zawodników.

Na niedawnych Mistrzostwach Świata w Kuwejcie, dwie juniorki z Krakowa (15-letnia Laura Lach i 18-letnia Martyna Dudek) wywalczyły brązowe medale. Laura zajęła też 4. miejsce w kategorii seniorek, w konkurencji super solo.

Tuż za podium uplasował się też w kategorii seniorów Zbyszek Bizoń. 4. miejsce zajęła również polska drużyna.

W Małopolsce też działa kilka klubów. Zbyszek i Iza "rozkręcają" powiat myślenicki. Można też pograć w Andrychowie czy Lipnicy Murowanej i oczywiście w Krakowie, gdzie niedawno rozgrywane były Mistrzostwa Polski.  Kto ma ochotę, niech spróbuje.


SKO

 

27.10.2018 - Kaja Kwiatkowska o występie na MŚ

  • access_time 00:04:43
  • calendar_today Sobota, 2018.10.27
Gościem najnowszego odcinka programu "Rusz się z Radiem Kraków: była krakowska triathlonistka, Kaja Kwiatkowska, która wzięła udział w MŚ Iron Man 70.3 w RPA. To tak zwany "Pół Iron Man", w którym zawodnicy pokonują dystans 1,9 km w wodzie, 90 km na rowerze i 21,1 km biegnąc.

 

O 22-letniej sportsmence z Krakowa mówiliśmy w Radiu Kraków w kwietniu. Dziewczyna zorganizowała wtedy publiczną zbiórkę na wyjazd do dalekiej Afryki. Udało się jej zebrać potrzebną kwotę, dzięki czemu przeżyła sportową przygodę życia.

Teraz opowiedziała o niej naszemu reporterowi.

- Z 38 miejsca w swojej kategorii nie jestem do końca zadowolona, ale to dało mi motywację do jeszcze bardziej wytężonej pracy - przyznaje.

Zawody w RPA nie były łatwe. Uczestnicy pływali w oceanie, co jest o wiele trudniejsze niż pływanie w jeziorze.

- To poszło mi nieźle, natomiast trudności zaczęły się podczas etapu kolarskiego - mówi - W tym miejscu o tej porze roku mocno wieje.

Nie wynik był jednak najważniejszy, ale zebranie bezcennego doświadczenia.

- Po miesiącu od powrotu z mistrzostw powoli wznawiam regularne treningi. Chciałabym pojechać w przyszłym roku na kolejne MŚ w Nicei. Chcę wykorzystać okazję, że impreza odbywa się w Europie. Kolejne zaplanowano bowiem w Nowej Zelandii i Australii. Najpierw musze jednak zdobyć kwalifikację.

W rozmowie z Radiem Kraków Kaja opowiedziała też, jak wygląda zagraniczny wyjazd od strony organizacyjnej. Oraz czy miała okazję wykorzystać wyjazd do dalekiej Afryki Południowej pod kątem turystycznym.

Warto dodać, że krakowianka łączy poważną przygodę z poważnym sportem z... równie poważną edukacją. Studiuje bowiem... Inżynierię Obliczeniową na krakowskiej AGH.

Mamy nadzieję, że będzie dla Was inspiracją do skutecznego godzenia życia sportowego z zawodowym.

 

SKO

 

fot. arch. prywatne

 

fot. arch. prywatne

20.10.2018 - Kierowcy! Dbajcie o formę!

  • access_time 00:03:38
  • calendar_today Sobota, 2018.10.20
Z pewnością wiele osób, które są zawodowymi kierowcami lub po prostu dużo czasu spędzają za kółkiem, nie myślą o tym, że warto przy tej okazji dbać o formę fizyczną. A dobra kondycja za kółkiem może być bardzo ważna. Przekonują o tym nasi rozmówcy: Maciej Steinhof, były kierowca rajdowy i wyścigowy oraz Grzegorz Olesiak, kierowca autobusu krakowskiego MPK i... maratończyk.

 

Swego czasu nawet Inspekcja Transportu Drogowego zorganizowała kampanię społeczną zachęcającą zawodowych kierowców do regularnej aktywności fizycznej. O tym, jak to jest ważne, najlepiej wiedzą kierowcy jeżdżący w rajdach samochodowych i wyścigach.

- Przygotowanie fizyczne jest w motosporcie jedną z najważniejszych rzeczy - przekonuje Maciej Steinhof  - My musimy być cały czas koncentrowani, a jeśli jedzie się w 30-stopniowym upale, gdzie w aucie jest nawet 60 stopni, to bez dobrej formy fizycznej tę koncentrację się traci.

Steinhof przyznaje, że siłę i kondycję trenował 6 razy w tygodniu, czyli praktycznie codziennie. I dotyczyło to każdego elementu. Od siły mięśni po refleks i koncentrację.

- Jeśli jesteśmy w dobrej formie fizycznej, to mniej działają na nas takie zjawiska jak stres, trudne warunki atmosferyczne upał czy też długi czas spędzania za kółkiem. A to wpływa na pewną i bezpieczną jazdę, która jest bardzo ważna.

Kierowca krakowskiego MPK Grzegorz Olesiak przyznaje, że do aktywności fizycznej skłonił go... pogarszający się stan zdrowia.

- Pojawiły się bóle kręgosłupa, podwyższył się poziom cukru i cholesterolu. Kiedy zacząłem trenować bieganie, ból ustąpił i schudłem 28 kilogramów - mówi pan Grzegorz i przypomina, że zawód kierowcy to praca siedząca. Człowiek jest więc narażony na ryzyko z tym związane.

- Dzięki temu, że schudłem, jest o wiele większy komfort pracy. Jest się też bardziej wypoczętym, bo dzięki aktywności fizycznej można się skuteczniej zresetować.

W krakowskim MPK sporo osób uprawia sport. Działa nawet liga piłkarska, w której grają drużyny złożone z przedstawicieli poszczególnych zajezdni tramwajowych i autobusowych. To nie tylko odskocznia od codziennej pracy i możliwość spotkania z kolegami w okolicznościach innych niż zawodowe. To również podnoszenie jakości pracy za kółkiem, która w przypadku wożenia ludzi jest szczególnie istotna

- Kondycja i sprawność fizyczna to jedne z najważniejszych rzeczy w całym naszym życiu - przekonuje Maciej Steinhof - Dlatego biegajmy, wsiadajmy na rower, grajmy w tenisa, w squasha, po prostu się ruszajmy!


SKO

 

Maciej Steinhof (fot. Maciej Skowronek)

 

Grzegorz Olesiak (fot. arch. prywatne)

13.10.2018 - Kiedy strzyka i boli

  • access_time 00:05:15
  • calendar_today Sobota, 2018.10.13
To chyba najbardziej stresuje osoby uprawiające sport. Nawet bardziej, niż to, jak wypadną na zawodach. Bo jak pojawi się kontuzja, to żadnych zawodów nie będzie.

 

Wiadomo, że wysiłek fizyczny czasem musi być odczuwalny przez organizm. Pytanie, kiedy ten dyskomfort w postaci bólu powinien zacząć niepokoić. I kiedy należy poprosić o pomoc specjalistę.

O tym, co zrobić, kiedy bolą mięśnie, kolana lub inne stawy, zapytaliśmy Justynę Woźniak, fizjoterapeutkę z Dotfizjo, która równocześnie jest biegaczką i trenerką biegania.

- Kontuzje najczęściej wynikają z nieodpowiedniego treningu. Ludzie często przeciążają organizm, bo chcą zbyt szybko zacząć uprawiać jakąś dyscyplinę. Albo zbyt szybko osiągnąć cel, na przykład po miesiącu treningów wziąć udział w maratonie - mówi Justyna i potwierdza, że ból po mocniejszym treningu jest rzeczą normalną. ale gdy utrzymuje się przez dłuższy czas, albo uniemożliwia normalne funkcjonowanie, to należy udać się do  specjalisty.

Jaką pomoc dzięki temu uzyskamy - dowiecie się słuchając rozmowy.

Co ważne, bólu nie można lekceważyć.

- Ból to jest sygnał wysyłany przez nasz organizm, że coś jest nie tak - przekonuje Justyna - Jest tak naprawdę naszym sprzymierzeńcem.

Jeśli nie podejdziemy do tego programu poważnie, przyjemność z uprawiania sportu może się skończyć bardzo szybko i na zawsze.

- Na co dzień, aby uniknąć kontuzji, potrzebny jest umiarkowany wysiłek - dodaje fizjoterapeutka - To znaczy stawy potrzebują regularnego ruchu, aby sprawnie działać. Najbardziej optymalna aktywność to codziennie ok. pół godziny, albo kilka razy w tygodniu godzina.

Innymi słowy... Należy się ruszać!


SKO

 

Justyna Woźniak (fot. Maciej Skowronek)

6.10.2018 - Slow Jogging

  • access_time 00:05:05
  • calendar_today Sobota, 2018.10.06
To prosta metoda na codzienny ruch, niezwykle skuteczna i w dodatku nie wiąże się ze zmęczeniem. Tak przynajmniej uważają naukowcy oraz nieżyjący już twórca slow joggingu, profesor Hiroaki Tanaka.

 

Choć twórca, to może za dużo powiedziane. Japoński naukowiec prochu nie wymyślił. Wszak nie jeden z nas poruszał się truchtem wolniutkim, wolniejszym nawet od marszu. Tanaka jedynie to opracował, udoskonalił i odkrył zdrowotne właściwości.

Slow jogging, to wspomniana technika biegu, polegająca na stawianiu drobnych kroczków na śródstopiu, bez ruszania rękami.

Pozornie to nic, ale jak przekonuje Janusz Masłowski, trener i propagator tej dyscypliny z TKKF Gryf Miechów, taki sposób poruszania się angażuje... aż 90 procent mięśni!

- Nordic walking angażuje od 80 do 90 procent. Slow jogging właśnie 90! A zwykłe bieganie znacznie mniej. W dodatku obciąża stawy skokowe, kolanowe i biodrowe. Slow jogging nie wiąże się z żadnymi obciążeniami. Mogą go uprawiać osoby po kontuzjach, rodziny z dziećmi, osoby starsze, bo w ogóle się wtedy nie męczymy. Polecam to  też osobom otyłym, oczywiście w połączeniu z odpowiednią dietą. Ważne jest jednak, aby ten trucht wykonywać w odpowiedni sposób. Ale jeśli rzeczywiście robimy drobniutkie kroczki, stawiając stopę na śródstopiu, to to samo wymusi odpowiedni ruch.

I jeszcze jedna ciekawostka, o której mówi w rozmowie z Radiem Kraków trener Masłowski: Godzina marszu pozwala spalić około 300 kalorii. Natomiast slow jogging, który jest wolniejszy od marszu spala 100-150 kalorii więcej.

Cóż więcej dodać... ? "Powolny trucht" to niezwykle interesujący, łatwy i skuteczny sposób na zdrową aktywność fizyczną.


SKO

 

Janusz Masłowski, prezes TKKF Gryf Miechów, trener i propagator slow joggingu (fot. Maciej Skowronek)

29.09.2018 - Bierzcie przykład z seniorów!

  • access_time 00:05:28
  • calendar_today Sobota, 2018.09.29
A przynajmniej z tych, którzy wzięli udział w IV. Mistrzostwach Krakowa 60+. Z roku na rok frekwencja w tej imprezie rośnie. A uczestnicy mają jeden problem: jak tu wziąć udział we wszystkich proponowanych konkurencjach? Bo niektóre się pokrywają, a chciałoby się zmierzyć w każdej.

 

- W tym roku mieliśmy przygotowanych, jak zawsze 300 pakietów startowych - mówi Karol Oleksy, wiceprezes Małopolskiego TKKF, który na zlecenie gminy Kraków organizuje zawody - Uczestników mieliśmy zaś około 450, co nas mocno zaskoczyło. W pierwszej edycji to było niecałe 300 osób, w drugiej i trzeciej nieco ponad 300.

Najczęściej są to osoby, które uprawiały sport od zawsze, a robią to aż do podeszłego wieku, bo... nie mogą przestać.

Ale w tym roku pojawiła się też mocna reprezentacja pań z grupy Lemon Fitness, działającej w Centrum Aktywności Seniora na Ludwinowie.

- Jak sama nazwa wskazuje, jesteśmy bardzo aktywne, jeśli chodzi o sport i rekreację - mówi jedna z członkiń,  Krystyna Rozłąkowska - Bierzemy udział w zajęciach aqua-aerobiku, gimnastyki, pilates, chodzimy z kijkami nad Wisłę. Niektóre panie przychodzą nawet trzy razy w tygodniu.

Na pytanie dlaczego warto uprawiać sport, pani Krystyna odpowiada: To raczej trzeba odnieść do młodzieży, która jest coraz bardziej "zastana". A nam, seniorom coraz bardziej się chce. jak tylko pojawi się coś nowego, to seniorzy zasuwają - śmieje się.

- Systematyczne uprawianie sportu pozwala zachować wiele elementów zdrowotnych na dalsze życie, na czas emerytury, kiedy już coraz bardziej ludzie zmagają się z dolegliwościami i czekają w kolejkach do lekarzy - przekonuje Karol Oleksy -  Trzeba być systematycznym w uprawianiu sportu jak najszybciej, od małego. Oczywiście w starszym wieku też można. Nie jest powiedziane, że w wieku 70 czy 80 lat jest za późno. Ja zacząłem biegać maratony w wieku 60 lat. W tej chwili, mając lat 71 mam na koncie 9 maratonów. Każdy ma taką możliwość. pytanie tylko czy zechce i znajdzie motywację...


SKO

 

fot. Maciej Skowornek

22.09.2018 - WF z Anitą Włodarczyk

  • access_time 00:05:02
  • calendar_today Sobota, 2018.09.22
Najlepsza polska lekkoatletka odwiedziła szkołę w maleńkiej Radogoszczy koło Dąbrowy Tarnowskiej. Właśnie powstało tam nowe, wielofunkcyjne boisko sportowe. Multimedalistka uświetniła uroczyste otwarcie... prowadząc specjalną lekcję WF. I swoim autorytetem zachęcając do uprawiania sportu. Bo któż może lepiej zmotywować, jak nie światowej sławy gwiazda i jedna z najlepszych sportsmenek na świecie?

 

- Kilka lat temu stwierdziłam, że to najlepsze rozwiązanie: wyjść do dzieciaków, przyjść na spotkanie do szkoły i porozmawiać z nimi. Wcześniej to były bardziej pogadanki, w których zachęcałam młodzież do uprawiania sportu, a przede wszystkim do aktywnego uczestnictwa w zajęciach wychowania fizycznego, bo wiadomo, jak to dziś wygląda - mówi w rozmowie z naszym reporterem pani Anita - Po kilku takich akcjach stwierdziłam, że trzeba też poćwiczyć z tymi dzieciakami. Bo sportowiec najlepiej daje przykład, kiedy spędzi z nimi te kilka godzin aktywnie.

Anita Włodarczyk przyznaje, że widzi problem małej aktywności fizycznej młodzieży.

- Nawet wtedy, kiedy jestem w moim rodzinnym Rawiczu. Mieszkam na dużym osiedlu i kiedy byłam dzieckiem, to po szkole jedliśmy obiad, odrabialiśmy lekcje, a potem do wieczora siedzieliśmy na podwórku. Teraz tego nie ma. Bardzo dobrze, że w małych i dużych miejscowościach powstają piękne i funkcjonalne obiekty sportowe. Trzeba je jednak odpowiednio wykorzystywać i to jest zadanie dla nauczycieli, wójtów i burmistrzów. Pamiętam, jak w dzieciństwie co sobotę spotykaliśmy się z wuefistami i albo jechaliśmy na wycieczkę rowerową, albo graliśmy w piłkę. A w mojej szkole, a nawet w moim mieście, takiego obiektu nie było.

Anita Włodarczyk jest też najlepszym przykładem, że nie trzeba pochodzić z dużej miejscowości, by osiągnąć sportowy sukces.

- Nasi medaliści to w dużej mierze osoby pochodzące z małych miejscowości. Ale nie to jest najważniejsze. Najważniejsze, by uprawiać sport. A ci najlepsi z pewnością będą dostrzeżeni przez nauczycieli.


Bartek Maziarz / SKO

 

fot. Łukasz Jaje

15.09.2018 - Serce potrzebuje ruchu!

  • access_time 00:04:08
  • calendar_today Sobota, 2018.09.15
We wrześniu obchodzony jest Światowy Dzień Serca. A w Krakowie w tym tygodniu obradowali lekarze z całej Polski i zagranicy, podczas XXII Międzynarodowego Kongresu Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. To idealna okazja, aby porozmawiać właśnie o sercu. I jaki wpływ na serce ma ruch. Bo ma i to znaczący.

 

Lekarze nie mają wątpliwości, że jeśli chce się zadbać o serce, trzeba być aktywnym fizycznie.

O zbawiennym wpływie ruchu na serce rozmawialiśmy z profesorem Piotrem Ponikowskim, prezesem Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Pan profesor szczególnie zna się na rzeczy, bo sam jest... maratończykiem. Rozmawialiśmy z nim na kilka dni przed jego startem w słynnym maratonie w Berlinie.

- Kiedy ktoś mi mówi, że nie ma czasu na aktywność fizyczną, bo nie pozwalają mu na to codzienne obowiązki, to ja tego argumentu nie kupuję. Sam też mam mnóstwo obowiązków, bo jestem lekarzem i naukowcem. A startuję w maratonach i tygodniowo spędzam 7-10 godzin na treningach. Więc jeśli ja, pomimo swoich obowiązków mam na to czas, to inni też go mogą znaleźć. Muszą tylko chcieć zadbać o swoje zdrowie.

To nie jedyne przesłanie, jaki płynie z rozmowy z panem profesorem.

- Często słyszę od moich pacjentów: Ja przecież chodzę z psem na spacer - mówi Ponikowski - A człowiek ma pięćdziesiąt parę lat. To ja mu mówię: Z psem będzie pan chodził, jak pan będzie miał lat 85. Teraz musi pan zdobyć się na większy wysiłek.

W kontekście ruchu i serca znane jest określenie: 3 x 30 x 130, czyli: 3 razy w tygodniu po pół godziny tak, aby tętno wzrosło do 130 uderzeń na minutę.

- To cenna maksyma, ale ja zachęcam do czegoś więcej: Nie 3 razy w tygodniu, ale 4-5. Nie pół godziny, ale 40-45 minut. Tętno 130 jest OK dla starszych ludzi. Ale młodsi powinni dołożyć więcej.

Posłuchajcie tego, co ma do powiedzenia profesor Ponikowski i... ruszajcie się, bo to podstawa zdrowia!


SKO

 

Prof. Piotr Ponikowski (fot. Maciej Skowronek)

8.09.2018 - Siłownie pod chmurką

  • access_time 00:04:06
  • calendar_today Sobota, 2018.09.08
Po wakacyjnej przerwie nasz sobotnio-niedzielny cykl poświęcony aktywności fizycznej wraca... w nieco odmienionej formie. Będzie mniej o bieganiu, a więcej o innych formach rekreacji. Zmieni się też nazwa. Od teraz będziemy mówili do naszych słuchaczy: Rusz się z Radiem Kraków!

 

W poszczególne soboty tygodnia będziemy się skupiali na tych zagadnieniach związanych ze zdrowym stylem życia.

I tak w każdą pierwszą sobotę miesiąca będziemy prezentowali różne formy treningu. W drugą - opowiemy o diecie i zdrowiu. W trzecią będziemy kształtowali wspólnie naszą świadomość w oparciu o pozytywne wzorce.

Wreszcie na koniec miesiąca będziemy rozmawiali z osobowościami sportu amatorskiego.

A wszystko po to, aby wszyscy byli zdrowsi, sprawniejsi i zadowoleni z życia.

W pierwszym powakacyjnym odcinku tematem są... coraz popularniejsze w parkach i na placach zabaw plenerowe siłownie.

Zastanawiamy się, czy dają to samo, co prawdziwe siłownie w klubach fitness.

Jak przekonuje Dariusz Kaczmarski, trener biegania, ale też przygotowania fizycznego z krakowskiej AWF, dają nawet więcej!

- One pozwalają ćwiczyć na poziomie obciążenia własnego ciała. Nie ma nic lepszego, niż trenować właśnie w taki sposób, Nie przetrenujemy się, bo organizm pozwoli nam dźwignąć nie więcej, niż sami ważymy.

Do tego... są na świeżym powietrzu! Ćwiczenie na nich jest więc podwójną przyjemnością.

 

Posłuchajcie, dlaczego warto wybrać się do parku czy na plac zabaw na tak zwany "street workout"

 

SKO

 

fot. Maciej Skowronek

 

30.06.2018 - Nordic Walking

  • access_time 00:03:53
  • calendar_today Sobota, 2018.06.30
O Nordic Walking mówiliśmy już w Biegowej Grupie Wsparcia, ale postanowiliśmy do tego wrócić. bo... to wyjątkowa dyscyplina. Prosta i niezwykle pożyteczna i to dla wszystkich.

Spacer z kijami kojarzy się głownie z osobami starszymi, widzianymi w parkach i na ścieżkach pieszo-rowerowych. Ale trenerzy są zgodni: to uniwersalna aktywność, która przydaje się nawet zawodowym sportowcom.

Jest popularna prawie tak bardzo jak bieganie i... podobnie jak w przypadku biegania, jest mnóstwo okazji do skorzystania z bezpłatnych zajęć.

Jednym z takich projektów jest Akademia Zdrowia Santandera. Treningi odbywają się w całej Polsce, raz w tygodniu, wszędzie o tej samej porze: we wtorki o 17.00.

W Krakowie można przyjść do Parku Lotników Polskich. Czekają tam profesjonalni instruktorzy.

Jednym z nich jest Stanisław Oclon

Nordic walking to alternatywa dla biegania? Dla kogo właściwie jest ta dyscyplina?

Jest to dyscyplina dla każdego. Może być alternatywą do biegania, może też być jako sport uzupełniający do innych dyscyplin. Ja na przykład jestem równocześnie trenerem tenisa stołowego. Mój kolega,który w kadrze narodowej jest trenerem od przygotowania fizycznego, raz w tygodniu serwuje członkom kadry trening nordic walking.

Nordic walking to wielu się kojarzy ze starszymi osobami, które spacerują z kijkami po parku.

Osobom starszym jest on również przydatny. Jeśli dobrze opanują technikę, to przynosi wymierne korzyści.

No właśnie. Bo wiele się mówi o właściwościach nordic walking. Nawet o takich, o jakich nam się nie śniło...

Tak, on wszechstronnie poprawia kondycję i zdrowie, rozwija mięśnie i przy tym nie powoduje urazów, ma zastosowanie w leczeniu wielu chorób, na przykład układu krążenia czy cukrzycy...

To co w takim razie to kroczenie z kijami powoduje...?

Angażuje duże grupy mięśniowe, zarówno górnej, jak i dolnej połowy ciała. Nie ma ryzyka przeciążenia którejkolwiek części ciała. Jest to idealne dla osób starszych czy otyłych, ponieważ posługując się kijami, odciążamy o ok. 30 procent stawy kolanowe.

Bo teoretycznie można spacerować bez kijków. I też to będzie dobre dla zdrowia.

Prawidłowa praca kijkami powoduje, że również możemy przećwiczyć górne partie mięśniowe, czego nie daje na przykład jazda na rowerze czy bieganie.

I tu dochodzimy do prawidłowego operowania kijami. To jak jak się okazuje, nie jest takie proste!

Trzeba poświęcić co najmniej trzy-cztery treningi na to, żeby opanować dobrze technikę nordic walking.

A co się stanie, jeśli tego nie opanujemy i będziemy niewłaściwie pracowali kijami? Nordic walking nie zadziała?

Nie uzyskujemy tych korzyści, które daje prawidłowe chodzenie z kijami.

Dlatego chyba przydają się zajęcia z instruktorem. Czy może da się samemu?

Samemu też można, natomiast najłatwiej i najlepiej jest z instruktorem, bo on może korygować pewne błędy, które się popełnia.

Ja powiem, że próbowałem nordic walking i po 5-kilometrowym marszu czułem mięśnie bardziej, jak po przebiegnięciu 10 kilometrów. To naprawdę działa!

To prawda i osoby, które przychodzą na trening mówią, że pierwszy raz od dłuższego czasu poczuły górne części tułowia - mięśnie barków, pleców, ramion i tak dalej.

Nawet jeśli ktoś na co dzień uprawia inne dyscypliny, to warto, żeby od czasu do czasu wziął kijki i trochę sobie pochodził?

Tak. Ja to stosuję jako trening uzupełniający. W ostatnim półroczu przebiegłem dwa maratony. Cztery razy w tygodniu biegam, natomiast trzy razy w tygodniu stosuję nordic walking.

To też pewna odmiana.

I regeneracja po biegu jest znacznie szybsza. Angażuję też inne grupy mięśniowe, natomiast nie przeciążam tych, które przeciążam w czasie treningu biegowego.


Rozmawiał Maciej Skowronek

 

Stanisław Oclon (fot. maciej Skowronek)

 

23.06.2018 - Swimrun, czyli pływanie plus bieganie

  • access_time 00:04:00
  • calendar_today Sobota, 2018.06.23
Jeśli myślicie, że w bieganiu spróbowaliście już wszystkiego, to proponujemy wam swimrun - mówią entuzjaści dyscypliny, która łączy pływanie z bieganiem, ale nie tak, jak to jest w triathlonie.

Taka forma aktywności zdobywa coraz większą popularność. Wystarczy powiedzieć, że na zawody organizowane we wrześniu nad Soliną w Bieszczadach, miejsc nie ma już od dawna (zapisy ruszyły w listopadzie).

Wszystko zaczęło się w Szwecji przez całkowity przypadek. grupa znajomych założyła się, kto szybciej pokona odcinek między wyspami na szwedzkim wybrzeżu. Potem padł pomysł, że można organizować prawdziwe zawody.

- To coś zupełnie innego, niż pływanie i bieganie w triathlonie, gdzie najpierw pokonuje się określony dystans wpław, potem się wsiada na rower, a na końcu biegnie. W swimrunie raz się płynie, raz się biegnie, w zależności od tego, jak ułożony jest teren - przekonuje dobry znajomy Biegowej Grupy Wsparcia, Kacper Piech, trener z Runonline.pl i organizator zawodów - To o wiele ciekawsze i mniej monotonne. Na niektórych zawodach takich wysepek jest nawet kilkanaście. Co ciekawe, na takich zawodach pływa się w butach. Nie ma żadnych stref zmian, po prostu tak jak stoimy na starcie, tak też docieramy do mety.

Jak to trafiło do Polski. Dzięki Wam?

W zasadzie tak. Nasz znajomy na jednym z portali wyczytał, że takie zawody odbywają się na świecie, podzielił się z nami taką ciekawostką, bardzo nam się spodobały filmiki w internecie i właściwie tego samego dnia stwierdziliśmy, że idealnym miejscem do rozegrania takich zawodów w Polsce jest Solina i Bieszczady. Zaczęliśmy  mozolny proces organizacyjny, który doprowadził w tym roku do około 400 uczestników, czyli 200 par na starcie.

Czyli w Polsce też się spodobało...

To są początki, ale coraz więcej biegaczy podejmuje wyzwanie. Zobaczymy czy będą zadowoleni.

 

Zobacz jak wygląda swimrun nad Soliną

 

W tych zawodach startuje się parami.

Ta oryginalna formuła, czyli ten zakład, to był wyścig w parach. My w tej chwili jesteśmy jednym z 15 wyścigów na świecie, na których można zdobywać punkty kwalifikacyjne do mistrzostw świata, na trasie tego słynnego zakładu w Szwecji. I rywalizujemy w parach.

Ale samemu też można.

Oczywiście. Można trenować samemu, są też już indywidualne zawody. Swimrun to jest sposób poruszania się.

Można sobie takie coś samemu zorganizować?

Zdecydowanie. Można się wybrać na akwen, teraz już temperatura wody jest dość wysoka. Można trenować na przykład na Kryspinowie. Wychodzimy w butach (w swimrunie dozwolona jest jeszcze deseczka między nogi i łapki na ręce - więc w zasadzie pływa się nie ruszając nogami, a jedynie rękami), wchodzimy do wody, potem robimy sobie rundkę wokół zbiornika i znów do wody.

Albo znaleźć miejsce, gdzie jest kilka zbiorników.

Myślę, że jak się spróbuje, to naprawdę będzie fajne uczucie. Bo jak za długo się płynie, to może się to robić nudne. Jak się za długo biegnie - to też może chciałoby się coś innego. A swimrun świetnie godzi tę monotonię, cały czas coś się dzieje, zatem warto spróbować, jak ktoś lubi pływanie na wodzie otwartej. Zachęcamy do spróbowania.


Rozmawiał Maciej Skowronek

 

Kacper Piech i Gabriela Rolka (fot. runonline.pl)

 

16.06.2018 - Ultimate Frisbee

  • access_time 00:04:20
  • calendar_today Sobota, 2018.06.16
To kolejna propozycja dla szukających nowych możliwości na aktywność fizyczną.Ultimate Frisbee to dynamiczna gra zespołowa, z użyciem... popularnej zabawki na plażę czy do parku.

Frisbee kojarzy się z sympatyczną zabawą polegającą na rzucaniu do siebie (albo do psa) plastikowego dysku. A tymczasem jest to także całkiem emocjonująca dyscyplina sportowa. A że nie jest tak popularna, to jest okazja, aby spróbował jej każdy. W Krakowie działa drużyna Ultimate Kraków, która chętnie zaprasza w swoje szeregi. I zapewnia treningi i naukę na profesjonalnym poziomie.

- Grają dwie drużyny na boisku wielkości boiska do piłki nożnej - tłumaczy Ola, grające w ultimate frisbee od 13 lat - Na obu końcach są strefy, podobnie jak w rugby czy futbolu amerykańskim. W takiej strefie trzeba złapać dysk i wtedy zdobywa się punkt. Zawodnik, który złapie dysk w środku boiska nie może z nim biec. Koledzy muszą się więc tak ustawić, żeby mógł im celnie podać. A przeciwna drużyna stara się dysk przechwycić. Punkt zdobywa się łapiąc dysk we wspomnianej strefie, natomiast jeśli zawodnik jest poza strefą, to inny musi do niej wbiec i czekać na podanie.

Sportowe wykorzystanie frisbee wymyśli Amerykanie. Zaczęło się oczywiście od zwykłego podawania sobie, ale wkrótce doszły do tego elementy rywalizacji i reguły gry. Są zresztą różne odmiany tej gry: halowa, plażowa, a nawet freestyle, gdzie z dyskiem wykonuje się przeróżne triki.

- Są dwa podstawowe rodzaje rzutów w ultimate frisbee: forhend i bekhend, jak w tenisie - mówi Ola - Do tego dochodzą oczywiście umiejętności mylenia przeciwnika, markowania rzutów, a także nietypowe rzuty na przykład tyłem albo znad głowy.

To sport niezwykle dynamiczny, w którym trzeba być wybieganym, skocznym i zwinnym.

I co ważne - w tej dyscyplinie nie ma sędziów! Wszystkie spory - obojętnie czy są to Mistrzostwa Świata czy mecz ligi regionalnej - zawodnicy rozstrzygają sami. To uczy postawu fair play i szacunku do przeciwnika.

W Krakowie drużyna istnieje od 10 lat.

- Jest nas w tej chwili około 20 osób - mówi Artur, jeden z zawodników - Trenujemy w poniedziałki i środy wieczorem I zapraszamy wszystkich do wstąpienia w nasze szeregi. Potrzebujemy świeżej krwi. Nasza drużyna bowiem ma dość wysoką średnią wieku. Na ostatnich Mistrzostwach Polski byliśmy najstarszą ekipą. Ja na przykład trenuję już od 8 lat.

Ultimate Kraków ruszył też ze specjalną akcją, skierowaną głównie do... dziewcząt, pod hasłem "Chodźże na frisbee". Dlaczego głównie do dziewcząt? Bo jest ich w drużynie mało.

- To świetny sposób na niecodzienną aktywność fizyczną i na spędzenie wolnego czasu - mówią zgodnie zawodnicy z Krakowa - To jest sport ogólnorozwojowy, poprawiający w znakomity sposób kondycję i sprawność fizyczną. Nie mówiąc już o aspektach... towarzyskich, wspólnego spędzania czasu i wspólnych wyjazdów na zawody...


SKO

9.06.2018 - Fenomen Biegu Trzech Kopców

  • access_time 00:03:14
  • calendar_today Sobota, 2018.06.09
To warto odnotować. W tym roku zapisy na jesienny bieg szlakiem krakowskich kopców trwały... niecałe pięć godzin! To oznacza, że biegacze kochają tę imprezę.

Zainteresowanie przerosło najśmielsze oczekiwania organizatorów z Zarządu Infrastruktury Sportowej.

- W zeszłym roku trwało to niewiele ponad pięć dni i już wtedy uważaliśmy to za znakomity wynik - mówi w rozmowie z Radiem Kraków Krzysztof Kowal, dyrektor ZIS - Krakowianie i nie tylko kochają bieganie...

I chyba Kochają też sam Bieg Trzech Kopców. Co takiego jest w tej imprezie, że tak przyciąga?

Myślę. że po pierwsze dlatego, że - jak to się czasem śmiejemy - to jedyny bieg górski, który odbywa się w mieście. Po drugie: To bieg między trzema kopcami, historycznymi kopcami Krakowa. To też przyciąga.

Ta "krakowskość"...

...krakowskość i historyczność. To jedno z naszych haseł: z historią w tle. No i także to, że jest to jedna z trzech odsłon Krakowskiej Triady Biegowej. Jeżeli chcesz zdobyć Triadę, która w tym roku jest wspaniała, bo to są trzy medale łączące się w jeden, to musisz wystartować w trzech biegach, a więc i w Biegu Trzech Kopców. A to jest jedyny bieg, gdzie ze względów bezpieczeństwa musimy limitować liczbę uczestników do 3 tysięcy.

Pomysłodawcą Biegu Trzech Kopców był przed 11 laty nieodżałowany Wiesław Maczek, wielki propagator biegów w Krakowie...

Pomysł pewnie zrodził się przez przypadek... Trzeba było wymyślić coś. co jest niestandardowego, czyli nie tylko start, bieg po ulicy i meta. Chciała, że takie pomysł powstał, bo dzięki temu mamy taki piękny bieg. Decydujący był tu ten aspekt historyczny. Zresztą cały Kraków to jest historia. Nawiązanie do tych trzech kopców, czyli do wartości historycznych jest więc tutaj bardzo ważne.

Wspomnieliśmy, ze Bieg Trzech Kopców to jedyny bieg górski rozgrywany w mieście. Wytrawni biegacze górscy podchodzą do tego z lekkim przymrużeniem oka. Ale dla tych, którzy chcą spróbować biegania po górach, to dobrze, żeby spróbował właśnie na Biegu Trzech Kopców, jak to jest.

Jeśli weźmiemy tak zwaną klasyfikację angielską, to Bieg Trzech Kopców spełnia warunki. Różnica wzniesień jest taka, że on może się zaliczać do biegów górskich. A po drugie - to niech ktoś rzeczywiście przebiegnie sobie ten dystans i wtedy zobaczy, że 13 kilometrów tego biegu, a 13 kilometrów "po płaskim", to jest zupełnie co innego. My oczywiście nie aspirujemy do tego, by mówić o bieganiu po górach. Jest to po prostu coś innego. Coś, co wyróżnia ten bieg spośród innych.

Pojawiają się i takie głosy, że może warto dołożyć czwarty kopiec - czyli Kopiec Wandy w Nowej Hucie. Myślicie o tym, żeby poszerzyć tę imprezę o dystans maratoński?

Biorąc pod uwagę odległości i to, które ulice musielibyśmy zamknąć - to na razie pozostanie to w sferze marzeń. Na razie pozostaniemy przy trzech kopcach.


Rozmawiał Maciej Skowronek

 

Krzysztof Kowal (fot. Mateusz Chwajoł, zis.krakow.pl)

2.06.2018 - Bieg na orientację

  • access_time 00:03:14
  • calendar_today Sobota, 2018.06.02
Biegi na orientację to kolejna propozycja dla biegaczy, którzy szukają nowych wrażeń. Oprócz samego biegania ta dyscyplina oferuje coś jeszcze: wysiłek intelektualny.

- W istocie, jest to połączenie wysiłku fizycznego z umiejętnościami umysłowymi - przekonuje Michał Garbacik, trener i biegacz w WKS Wawel i prezes Małopolskiego Związku Orientacji Sportowej - Najprościej mówiąc, w biegach na orientację należy znaleźć jak najszybszą drogę między poszczególnymi, specjalnie wyznaczonymi punktami kontrolnymi. To są zarówno biegi leśne, gdzie nawigacja jest bardzo wymagająca i czasami trafienie na punkt kontrolny może sprawić pewne trudności, jak i biegi miejskie, gdzie głównym zadaniem jest wybranie odpowiedniego wariantu między punktem A, a punktem B.

Czyli można biegać i po mieście i gdzieś w terenie.

Tak jest. Zawody odbywają się w różnych miejscach, a dodatkowym plusem jest to, że w biegu na orientację może wziąć udział każdy. Startują zawodnicy 5-6 letni, jak również seniorzy w wieku powyżej 80 lat.

Biegi na orientację różnią się tym od biegów ulicznych czy górskich, że trasa nie jest oznaczona.

Nie jest oznaczona i za każdym razem jest inna. Nawet jeśli bieg rozgrywany jest w tym samym terenie, to zawsze poprowadzona jest po innych obiektach.

O tym decyduje organizator czy samo wychodzi?

Organizator decyduje o umiejscowieniu poszczególnych punktów kontrolnych. a zawodnik może wybrać drogę pomiędzy dwoma punktami. Każdy tworzy więc swoją indywidualną trasę, mimo że jest ona narzucona pomiędzy tymi dwoma wyznaczonymi punktami.

Do dyspozycji jest mapa... Coś jeszcze?

Jest jeszcze kompas, aby odpowiednio zorientować mapę do północy. Zawodnicy mają również elektroniczny czip, na którym potwierdzają wszystkie punkty kontrolne. Na biegach miejskich kompas nie jest aż tak potrzebny jak w lesie.

Bo mniej więcej wiemy jakie są obiekty i gdzie są ulice...

Właśnie. Ale jak jesteśmy w lesie, gdzie jest kilka ścieżek i same drzewa, wtedy nie ma wyjścia.

Czyli rzeczywiście: wysiłek fizyczny plus wysiłek umysłowy

...i sport dla każdego.

Jakie trzeba mieć umiejętności?

Spostrzegawczość, umiejętność abstrakcyjnego myślenia, czytania mapy, no i generalnie to jest sport dla osób, które mają błysk. Ale tak jak wspomniałem: może wystartować każdy i my wcale nie przesądzamy, kto się do tego nadaje a kto nie.

Tę mapę ktoś nam musi przygotować. Jak zrobimy to sami, to mija się to z celem.

Tak, dlatego jesteśmy my, jesteśmy sekcją biegów na orientację WKS Wawel, w naszych szeregach biega już ok. 120 osób, są tez całe rodziny i rodzice tych zawodników i dziadkowie też startują. Proponujemy w tygodniu dwa treningi, w różnych miejscach. Do tego dochodzą zawody w weekend. Możliwości jest naprawdę sporo.

A oprócz WKS Wawel są w Małopolsce jakieś inne kluby, w których uprawia się biegi na orientację?

Od kilkunastu lat działa również sekcja Kościelca Chrzanów. Sekcja w Młynnem koło Limanowej organizuje co roku duże zawody. Głównie jako organizatorzy są znani. Powstały też dwie sekcje tuż koło Krakowa: w Zabierzowie i Nawojowej Górze. To wydarzyło się w przeciągu ostatnich trzech lat i liczymy na szybki rozwój tych sekcji i po cichu, że jakieś najcenniejsze perełki, najbardziej utalentowani zawodnicy może przejdą do WKS-u w przyszłości.

Dla kogoś, kto lubi biegać, biegi na orientację mogą być kolejnym ciekawym doświadczeniem i możliwością zdobycia nowych umiejętności.

Myślę, że to zdanie wyczerpuje temat...


Rozmawiał Maciej Skowronek

 

Michał Garbacik

26.05.2018 - Skoro ktoś nie lubi biegać, to... rolki!

  • access_time 00:03:29
  • calendar_today Sobota, 2018.05.26
Ponieważ nie chcemy, żeby nasz program był tylko dla biegaczy, to proponujemy inny, równie popularny sport: jazdę na rolkach!

W tym celu wybraliśmy się na lekcje prowadzoną w Krakowie przez szkółkę "I Love Rolki". I zapytaliśmy, dlaczego warto jeździć na rolkach, jak przyczyniają się one do poprawy sprawności fizycznej i... co zrobić, żeby skutecznie zacząć.

Niektórzy uczestnicy zajęć przyznali, że nie lubią biegać. Wybrali rolki, bo zależało im na uprawnianiu jakiegoś sportu.

- Rolki to coś zupełnie innego, niż bieganie - przyznaje instruktor Mateusz Stępnikowski - W czasie biegu obciążamy stawy "naskakując" na nie, a na rolkach wszystko jest bardziej płynne. Ćwiczymy nogi, ćwiczymy pośladki, mięście ramion i klatki piersiowej. A także kręgosłup, co pomaga utrzymać postawę. Czyli właściwie ćwiczymy wszystko

Poza tym, na rolkach trzeba... nauczyć się jeździć. A każda nowa umiejętność poprawia samoocenę i pewność siebie.

- Ważne jest jednak, aby nie powielać błędów - przekonuje Mateusz, który zaleca, aby jednak... skorzystać z pomocy wyszkolonego instruktora - Osobiście uczyłem się jazdy na rolkach sam, bo w tych czasach nie było zbyt wielu szkółek, ale trwało to znacznie dłużej. A chodzi przecież o to, by jak najszybciej czerpać radość z płynnej jazdy.

Ważne jest, by na początek wybrać odpowiedni sprzęt.

- Można kupić najtańsze rolki, ale one mogą zniechęcić. W najtańszych, mało profesjonalnych modelach, stopa "lata" w środku i wszystkie ćwiczenia nie wychodzą tak, jakby się chciało. Lepiej zaopatrzyć się w sklepach rolkowych, których jest coraz więcej.

Ostatnio coraz popularniejsze są rolki trzykołowe (na co dzień częściej widzimy rolkarzy z bitem na czterech kołach)

- Trzykołowe rolki pozwalają szybciej rozwinąć prędkość i łatwiej ją utrzymać. Dzieci też, ze względu na rozmiar stopy, coraz częściej wybierają trzy kółka. Jeśli chodzi o poziom trudności. to liczba kółek nie ma znaczenia. Trzy koła są coraz popularniejsze i moim zdaniem to jest odpowiedni kierunek.

Do jazdy na rolkach, zwłaszcza na początku (ale nie tylko) konieczne są ochraniacze na łokcie, kolana i nadgarstki. I oczywiście kask. Co do czasu treningu, to nie ma specjalnych reguł.

- Ile kto da rady, może jeździć - przekonuje Mateusz - Przed wyjazdem na trasę potrzebna jest natomiast rozgrzewka, żeby płynnie przejść "ze stanu spoczynku" do bardziej intensywnego ruchu. A po treningu dobrze się porozciągać. Zwłaszcza łydki i "achillesy", które najbardziej odczujemy po zakończeniu aktywności.

A więc... jazda! Pogoda sprzyja. Na początek jednak wybierzcie mniej uczęszczane tereny. Początkoujący rolkarz na Błoniach w Krakowie może narazić się na zderzenie z mnóstwem rolkarzy spędzających tam czas. To nie jest dobre ani dla jednych, ani dla drugich.


SKO

 

Mateusz Stępnikowski

19.05.2018 - Jaka rozgrzewka?

  • access_time 00:04:54
  • calendar_today Sobota, 2018.05.19
W najnowszym odcinku Biegowej Grupy Wsparcia w Radiu Kraków... wracamy do podstaw. Czyli do tego, od czego należy zacząć każdą aktywność fizyczną.

Trenerzy i fizjoterapeuci nie mają wątpliwości: rozgrzewka jest niezbędna. Pytanie tylko... jak ją odpowiednio przeprowadzić. Tu szkoły są różne. I ćwiczenia są różne.

Inny zestaw widzimy w artykułach internetowych, inne widzimy w telewizji, jeszcze inne obserwujemy u biegaczy, którzy towarzyszą nam na zawodach. A wspólna rozgrzewka przed zawodami jest jeszcze inna. Za każdym razem inna.

Jak to wszystko rozsądnie i skutecznie "ogarnąć"?

Pomoże nam w tym trener z Centrum Treningu Biegowego Runlonline.pl, Kacper Piech.

- Rozgrzewka to jest takie przejście ze stanu spoczynku do stanu dużego wysiłku - tłumaczy Kacper - Czyli musi być ona jeszcze mało intensywna, a na samym końcu troszeczkę bardziej, żeby przygotować organizm do tego wysiłku. Poprzez rozgrzewkę wzmagamy krążenie krwi, zwiększa się temperatura całego organizmu, rośnie wydolność - czyli to, o co nam chodzi na mocniejszym treningu czy na zawodach - również uelastyczniamy wszystkie ścięgna, więzadła, przez co zwiększa się ruchomość w stawach...

Mówimy o korzyściach, a co się stanie jeśli rozgrzewki nie przeprowadzimy...?

Na pewno zwiększamy ryzyko kontuzji. Zmniejszamy szansę na lepsze rezultaty, bo nie będziemy w stanie wskoczyć na najwyższe obroty swojego organizmu, zanim przez tę rozgrzewkę nie przejdziemy...

Już na początku treningu zaczniemy się męczyć...

Zgadza się. Jest też duża różnica w przygotowaniu się i zwiększeniu temperatury ciała, kiedy jest zimno i kiedy jest troszeczkę cieplej. Jak jest cieplej, to rozgrzewka ma mniejsze znaczenie, bo organizm jest już rozgrzany, natomiast szczególnie w zimie lepiej dłużej się rozgrzewać.

Znam takie osoby, które mówią: Dla mnie rozgrzewka to już przebiegnięcie tych pierwszych kilometrów...

To troszkę też prawda, ale to zależy od tego, jak kto podchodzi na przykład do zawodów. Jeżeli mamy długi bieg, na przykład półmaraton czy maraton i traktujemy go bardzo spokojnie, to rzeczywiście te pierwsze kilometry mogą nas "dogrzać". Podobnie na treningu. Nie zawsze to musi być te 10-15 minut rozgrzewki, bo też nie każdy ma na to na co dzień czas. Jeśli mamy mniej czasu na rozgrzewkę, to te pierwsze kilometry muszą być bardzo spokojne. 10-15 minut spokojnego truchtu, organizm adaptuje się, bo ten trucht stanowi rozgrzewkę i dopiero po tych 15 minutach można pomyśleć o szybszym bieganiu.

Nie będziemy tu prezentowali ćwiczeń, bo byłoby trudne, ale... jakiego rodzaju to powinny być ćwiczenia?

Na pewno trochę truchtu. Minimum 10 minut bardzo spokojnego biegu, przez co wzrośnie tętno i temperatura mięśni.

Co z rozciąganiem?

Rozciąganie tak, ale nie jakieś intensywne. Raczej sprawnościowe: trochę skłonów, krążenia ramion, wymachy nóg - wszystkie te ćwiczenia...

...które znanym z lekcji WF-u

...które znamy właśnie z WF-u

A prawdą jest, że przy rozciąganiu mięśni, takie jedno "rozciągnięcie" powinno trwać 30 sekund? Słyszałem taką teorię.

Teorie są różne. Jedne mówią, żeby się nie rozciągać, inne mówią, żeby rozciągać się dłużej... Z mojego doświadczenia trenerskiego i wcześniejszego kontaktu z trenerami wynika, że takie rozciąganie lepsze jest raczej po treningu. Natomiast przed treningiem to raczej ćwiczenia sprawnościowe, czyli niekoniecznie pogłębianie tego skłonu, tylko raczej kilka sekund. A kilkanaście - dopiero po wysiłku.

Kiedy startujemy w zawodach, to przed startem najczęściej jest zorganizowana rozgrzewka. Czy udział w takiej rozgrzewce wystarczy, czy też należy stosować swoją, wypracowaną...?

Na pewno każdy ma swoje metody. Warto samemu sobie najpierw potruchtać i później poruszać się na takiej zorganizowanej rozgrzewce. To jest dobre rozwiązanie, ale dodałbym do tego właśnie trochę truchtu przed.

Podobno im dłuższy dystans, to rozgrzewka może być krótsza, Jeśli rozgrzewamy się do maratonu, to nie musi ona tak długo trwać...

Znaczenie ma intensywność. Szykując się do maratonu, tych pierwszych kilka kilometrów, to jest zawsze spokojny trucht, który sam w sobie jest już rozgrzewką. Natomiast biegnąć na przykład na 5 kilometrów, to nie ma tam miejsca na rozgrzewanie i wszystko trzeba zrobić wcześniej. Nawet wbrew pozorom chwilę dłużej potruchtać przed krótszym dystansem.

Wspomnieliśmy o rozciąganiu po wysiłku. To też jest niezbędne?

To jest bardzo ważne. Wiadomo, że nie zawsze jest czas, by regularnie o to zadbać, ale na przykład co drugi, co trzeci trening zrobić sobie taką sesję rozciągania na każdy mięsień, 15-20 minut. Warto o tym pamiętać, bo często przypominamy sobie o tym, jak jest za późno, jak już mamy przeciążenia. W bieganiu przeciążenia zbierają się bardzo długo. Często trwa to miesiącami, a w pewnym momencie okazuje się, że nie możemy biegać. Lepiej więc zapobiegać, raz czy dwa razy w tygodniu i powinno być dobrze...

Dzięki tym wszystkim radom nikt nie powie, że bieganie szkodzi.

Bieganie nie szkodzi. Oczywiście wszystko z umiarem, nie rzucajmy sie od razu na bardzo długie dystanse, spokojnie, krok po kroku... Trzeba dopasować do stylu życia możliwości regeneracji. Jak organizm daje znać, to czasem też trzeba odpuścić...


Rozmawiał Maciej Skowronek

 

Kacper Piech (fot. Maciej Skowronek)

12.05.2018 - Odwiedziliśmy zawody Blue League

  • access_time 00:03:58
  • calendar_today Sobota, 2018.05.12
Pamiętacie, jak zapraszaliśmy Was na zawody Blue League? Postanowiliśmy się tam wybrać i zapytać uczestników o wrażenia.

Blue League to jeden z projektów stowarzyszenia I Ty Możesz Być Wielki Kraków. Polega na organizowaniu mini-zawodów w kilku dyscyplinach lekkoatletycznych. Zwłaszcza tych technicznych. Dla amatorów to niepowtarzalna okazja, aby sprawdzić się w konkurencjach, które na co dzień nie są dostępne.

W tym roku cykl odbywa się na stadionie Międzyszkolnego Ośrodka Sportu Kraków-Wschód, czyli na stadionie Krakusa Nowa Huta.

- W poprzednich latach organizowaliśmy zawody na różnych obiektach, ale w tym roku MOS Kraków-Wschód włączył się w to przedsięwzięcie. Poza tym w Nowej Hucie jeszcze nie byliśmy - mówi Piotr Kotwica, koordynator zawodów

Podczas zawodów, które odwiedziliśmy, uczestnicy startowali w biegach na 100, 400 i 1000 metrów, a także w skoku w dal, w pchnięciu kulą i Teście Coopera.

- W przyszłości chcemy też zorganizować skok wzwyż i bieg przez płotki - zapowiada Piotr - A takim moim marzeniem są zawody... w rzucie dyskiem. Może uda się w przyszłym roku.

Na stadionie Krakusa spotkaliśmy mocną grupę uczniów ze szkoły podstawowej i gimnazjum w Ostrowie pod Krakowem.

- Trenujemy na co dzień z grupą młodzieży, a takie zawody to niepowatarzalna okazja, aby sprawdzić się w "prawdziwej" rywalizacji, z profesjonalnie zmierzonym czasem. Do tego dochodzi atmosfera zawodów. Treningi to nie to samo - tłumaczy dyrektor placówki Andrzej Olender - Startujemy od zeszłego roku od jesieni. Myślę, że w tym roku będziemy na każdych zawodach.

- Na takich zawodach można też zobaczyć, jak się reaguje na stres - dodaje trenerka grupy z Ostrowa, Ilona Starzomska - No i jest walka o podium. Ja na treningach mogę ich tylko pochwalić.

Trenerka przyznaje, że Blue League to jest taki pomoc pomiędzy treningami, a zawodami z prawdziwego zdarzenia.

- Sprzęt dostajemy od Miejskiego Ośrodka Sportu - mówi Piotr Kotwica,

Są kule o różnym ciężarze, nawet biała i czerwona chorągiewka, aby sędzia mógł pokazać, czy pchnięcie jest "spalone" czy "czyste".

- W szkole trenowałem pchnięcie kulą. Ale to było dawno - mówi jeden z uczestników - To świetna okazja, żeby znowu spróbować. Mieszkam niedaleko, można wsiąść na rower i zrobić coś ciekawego.

Kolejne zawody w Blue League dobędą się 19. maja, 16. czerwca, 7. lipca i 8. września. Zapisać się może każdy na stronie internetowej ITMBW Kraków. Na wrzesień zaplanowany jest wielki finał, na którym uczestnicy dostaną upominki w postaci... błękitnych diamencików.

- Wzorujemy się trochę na Diamentowej Lidze - przyznaje Piotr Kotwica.

Sama nazwa trochę nawiązuje do słynnego cyklu mityngów...


SKO

 

fot. Maciej Skowronek

5.05.2018 - Test Coopera

  • access_time 00:03:17
  • calendar_today Sobota, 2018.05.05
Zapewne wszyscy słyszeli o teście Coopera. Ale może nie każdy wie, na czym polega i do czego się przydaje. A przydaje się w wielu dyscyplinach, nie tylko w bieganiu.

Testy Coopera wykonuje się w wielu dziedzinach. Nawet sędziowie piłkarscy, aby sprawdzić czy są w odpowiednio dobrej kondycji, przed każdą przed każdą rundą przechodzą taką próbę. W bieganiu jest to zaś podstawowa forma weryfikacji swojej formy.

- Test Coopera to prosta sprawa: biegamy non stop przez 12 minut i sprawdzamy, jak długi dystans w tym czasie udało się przebiec. Im więcej, tym w lepszej jesteśmy kondycji - tłumaczy Grzegorz Sudoł, były olimpijczyk w chodzi sportowym, a obecnie biegacz-amator, trerer i wykładowca na krakowskiej AWF.

Uczelnia dwa razy w roku (na wiosnę i na jesień) organizuje w Krakowie "Testy Coopera dla wszystkich", w ramach ogólnopolskiej kampanii.

W wiosennej edycji, na stadionie AWF w Czyżynach wzięło udział ponad 100 osób, w różnym wieku. Mocną ekipę stanowili... uczniowie szkół sportowych i klubów!

- Bierzemy udział w testach Coopera dwa razy w roku - mówi Dorota Kaduszkiewicz, nauczycielka ze szkoły sportowej nr 91 w Nowej Hucie - Dzieci po prostu mają sprawdzian, czy się poprawiły przez kilka miesięcy treningów.

- Test Coopera daje nam odpowiedź, w którym miejscu jesteśmy - tłumaczy Grzegorz Sudoł - Przez te 12 minut trzeba biec na granicy swoich możliwości. Na samym końcu musimy wykorzystać maksimum. Niemalże paść na mecie. Tylko wtedy zamysł autora, Kennetha Coopera ma sens. Oczywiście nie można zacząć od razu od sprintu, bo nie damy rady. To jest jednak od 2 do 4 kilometrów do przebiegnięcia. Ale też nie może być tak, że na końcu czujemy, że mamy jakieś rezerwy. Potem swój wynik porównujemy z oficjalną tabelą, która jest łatwo dostępna, na przykład w internecie i dzięki niej wiemy, w jakiej jesteśmy formie w zależności od przedziału wiekowego. Czy jesteśmy słabi, dostateczni, dobrzy i tak dalej...

Jednym z uczestników, zawodów, na które wybraliśmy się z mikrofonem, był pan Sebastian, trenujący na co dzień w drużynie AZS AWF Kraków Masters.

- Drugi raz robię test Coopera, pierwszy raz robiłem go jesienią. Wtedy przebiegłem 3100 m, teraz 3210. Czyli jest postęp. Treningi przynoszą efekty.

- Takie testy powinno się robić co najmniej raz w roku, a najlepiej dwa razy - dodaje Sudoł

Takie testy można sobie robić także samemu. W dobie zegarków z GPS-em i aplikacji na telefon komórkowy, można sobie zmierzyć czas i dystans. Najlepiej robić to na stadionie, gdzie mamy w miarę przewidywalną trasę i... nikt nam nie przeszkadza. Uczestnicy zdecydowanie jednak wolą "oficjalne" testy.

- To jest zupełnie inaczej, jak jest atmosfera rywalizacji, jak można się ścigać z innymi, którzy biegną obok i mobilizują. No jest też doping publiczności i innych uczestników - przyznaje pan Sebastian.

Testy Coopera są organizowane przez różne instytucje i kluby sportowe. Najczęściej na początek sezonu letniego i pod koniec. Warto go uwzględnić podczas planowania sezonu.

 

SKO

 

fot. Maciej Skowronek

 

28.04.2018 - Młoda triathlonistka z Krakowa chce jechać na MŚ

  • access_time 00:04:34
  • calendar_today Sobota, 2018.04.28
Przedstawiamy Kaję Kwiatkowską - triathlonistkę, która ma szansę reprezentować nasz kraj na MŚ w RPA. Problemem są jednak... koszty wyjazdu. Dlatego prosi o wsparcie na portalu Polak Potrafi.

Kaja ma 22 lata. Studiuje na krakowskiej AGH na kierunku Inżynieria Obliczeniowa. W sierpniu zeszłego roku zakwalifikowała się do MŚ w ultraciężkim triathlonie 1/2 Iron Man. Zawody odbędą się 1. września w Republice Południowej Afryki.

O Iron Manie wiele osób pewnie słyszało. Podwójną "wersję" tej imprezy wygrał kiedyś słynny Jerzy Górski.

- Są i w tej chwili potrójne Iron Many - przyznaje w rozmowie z Radiem Kraków Kaja Kwiatkowska - Ale ten klasyczny to 3,8 km pływania, 180 km jazdy na rowerze i dystans maratoński do przebiegnięcia, czyli 42 km i 195 m. W przypadku zawodów, w których startuję, czyli 1/2 Iron Mana, to jest to odpowiednio połowa.

Kaja zakwalifikowała się na MŚ w RPA dzięki zwycięstwu w zawodach organizowanych przez federację Iron Man

- W naszym kraju takie zawody odbywają się w Gdyni. Wygrałam w swojej kategorii wiekowej...

Dużo przeciwniczek walczyło z Tobą...?

Około pięciu. To jest kategoria wiekowa 18-24, więc konkurencja jest mniejsza, nie mniej, trzeba było wygrać, żeby zdobyć prawo do startu w MŚ.

Startując myślałaś o tych mistrzostwach czy po prostu wystartowałaś z myślą "zobaczymy co będzie"?

Raczej nie myślałam o zdobyciu kwalifikacji, choć było to gdzieś z tyłu głowy... Ta myśl na mecie, że się udało... nie dochodziła do mnie dość długo. Musiałam się jednak dość szybko zdecydować, że wchodzę w to i jadę.

Spełnienie marzeń...?

Najważniejszy moment w moim sportowym życiu...

Tylko koszty duże...

Samo wpisowe jest dość drogie. Do tego dochodzi przelot samolotem, przewiezienie roweru, zakwaterowanie odpowiednio wcześnie. No i jest konieczna druga osoba do takiego startu...

Żeby pomagała...

Żeby chociaż zaopiekowała się rzeczami. I na trasie wspierała, choćby dobrym słowem...

Bez sponsorów ciężko będzie tam jechać, dlatego próbujesz jakoś te pieniądze zebrać..

Jestem studentką, nie mam stałej pracy... Dlatego wsparcie pieniężne jest bardzo potrzebne...

Źle by się stało, gdybyś musiała obejść się smakiem...

Jak wspomniałam, to spełnienie moich marzeń... Głupio by było nie wykorzystać szansy...

Porozmawiajmy o Twoich treningach. jesteś studentką, ale nie na AWF, tylko na AGH. I wcale nie na sportowym kierunku...

Uprawianie sportu było u mnie zawsze jak drugie życie. Zaczynałam od pływania. Przez 9 lat jako zawodniczka. Z czasem jednak zmęczenie ciągłym pływaniem "od ściany do ściany" wymusiło rozszerzenie o dwie kolejne dyscypliny. I tak zrodził się w moim życiu triathlon. Pierwsze starty i od razu miłość do tej dyscypliny. I tak od 2012 roku intensywnie trenuję.

To wyszło przypadkowo, że pływając postanowiłaś zacząć biegać, jeździć na rowerze i potem to wszystko połączyłaś...?

Trochę tak, ale u mnie zawsze ta ogólnorozwojówka była obecna. Zimą narty, latem inne sporty. Dlatego ten triathlon dość łatwo mi przyszedł.

Wiele osób myśli o triathlonie. Jak sobie biegają i jeżdżą na rowerze, to gdzieś tam myślą, żeby to rozszerzyć. To jest sport dla każdego?

Myślę, że tak. Ważne, żeby zaczynać od krótszych dystansów, nauczyć się pływać i... pokonać strach.

Pływanie jest tu kluczowe. Biegać czy jeździć na rowerze to teoretycznie każdy umie...

To prawda, dlatego też kolejną moją pasją jest pomaganie przyszłym triathlonistom.

Jesteś trenerką...

Instruktorką na pływalni i zajmuję się właśnie triathlonistami.

Bo co istotne, w triathlonie nie pływa się na basenie, tylko w jeziorze, morzu lub rzece. Jest trudniej.

Jest trudniej, jest większy lęk, nie widać dna, boje są daleko, więcej ludzi...

Zimniej...

Zimniej... Dlatego trzeba się do tego dobrze przygotować.

Takie standardowe zawody triathlonowe, to na jakich dystansach są...?

Takie standardowe dla amatorów, to jest 1/8 Iron Mana, albo sprinty. Sprinty to  750 m pływania, 20 km na rowerze i 5 km biegania. Myślę, że takie dystanse jest w stanie pokonać każdy, kto cokolwiek robi w życiu sportowo. Oprócz sportowej stylu życia, to dużo daje. Choćby kwestia jedzenia. Bardziej się zwraca uwagę na codzienne elementy życia.

I wszechstronny rozwój fizyczny...

To jest na pierwszym miejscu...

 

Rozmawiał Maciej Skowronek

 

Jeśli chcecie wesprzeć wyjazd Kai na Mistrzostwa Świata w RPA, to zajrzyjcie na jej profil na portalu Polak Potrafi. Albo przekażcie informację innym zainteresowanym. Akcja powoli się kończy i trwa tylko do 3. maja.

 

Kaja Kwiatkowska podczas zawodów w Gdyni (fot. archiwum prywatne)

 

21.04.2018 - Korona Maratonów Polskich

  • access_time 00:03:28
  • calendar_today Sobota, 2018.04.21
O Cracovia Maratonie chyba słyszeliście już wszystko. Rozszerzamy więc temat. Krakowskie zawody to jeden z elementów Korony Maratonów Polskich.

Zresztą nie ma się co dziwić. bo właśnie Kraków to wymyślił. Pomysł rozlał się na cały kraj i obecnie dla każdego maratończyka-amatora, zdobycie polskiej Korony Maratonów jest ważnym punktem sportowej kariery. A niekiedy jej zwieńczeniem.

Na Koronę Maratonów Polskich składa się pięć imprez: Maraton w Dębnie, Cracovia Maraton, a także maratony we Wrocławiu, Pozaniu i Warszawie.

- Pomysłodawcą był zmarły nie tak dawno Wiesław Maczek, wielki promotor biegów w Krakowie i nie tylko i organizator najważniejszych krakowskich imprez - mówi Piotr Sokołowski, kierownik zespołu organizacji imprez biegowych w krakowskim Zarządzie Infrastruktury Sportowej - W 2006 roku na konferencji Stowarzyszenia Biegów w Polsce, zaproponowaliśmy organizację Korony Maratonów Polskich czterem największym wówczas biegom w Polsce, czyli Dębno, Warszawa, Wrocław i Poznań. Oddźwięk był zaskakująco pozytywny! W tej chwili, patrząc od początku, jest nadanych około 10 tysięcy odznak. Patrząc na liczbę maratończyków w Polsce, to znaczna część ludzi ma tę Koronę. Niektórzy mają trzy razy zaliczoną! Aby zdobyć Koronę, trzeba zaliczyć pięć maratonów w ciągu dwóch lat.

Wychodzą dwa maratony w jednym roku i trzy w drugim...

Dwa z tych maratonów są wiosną i trzy jesienią. Jest to do zaplanowania.

Maratonu w Dębnie nie mogło tu zabraknąć. Najstarszy maraton w Polsce.

Najstarszy i prestiżowy, ze względu na limit zawodników. Zbyt duża liczba się nie mieści, choć ze względu na Koronę też oni mają presję rozciągania tej stawki. Kiedyś limit wynosił 2500 biegaczy, teraz jest 2800.

Maraton krakowski wiadomo - bo to wszystko wymyślił. A pozostałe trzy? Dlatego, że też są prestiżowe?

W 2006 roku to były największe maratony. I to się liczy. Tak jak alpiniści czy himalaiści mają Koronę Ziemi, tak my trochę na wzór stworzyliśmy Koronę Maratonów Polskich.

Dostaje się statuetkę?

Dostaje się medal z oznaczeniem wszystkich pięciu maratonów. Biegacze się tym szczycą. Wielu na własny użytek produkuje koszulki. Są tacy, którzy wbiegają na metę w koronie, żeby podkreślić, że zdobywają to wyróżnienie. To można zobaczyć na maratonach.

Pięć maratonów, każdy w innym miejscy... Na każdym inna atmosfera...

Wspominaliśmy o Dębnie, które jest ewenementem. Całe miasto tym żyje... właściwie miasteczko! Tam biegają przez sąsiednie miejscowości, a samo Dębno jest przebiegane ze trzy razy w jedną i drugą stronę i to niewiele kilometrów daje! Cracovia Maraton to bieg "z historią w tle", a Warszawa to wiadomo, stolica... My jako Kraków ammy 17-letnią historię, a wszystkie pozostałe maratony są starsze!

Dlaczego warto zdobyć Koronę Maratonów Polskich?

W ogóle przebiec maraton to jest rzecz nobilitująca wśród biegaczy. A zaliczenie pięciu maratonów, tych najważniejszych, w ciągu dwóch lat, to kolejny stopień nobilitacji. W tym roku około dwóch tysięcy wniosków zostało złożonych. To jest rzecz, która przyciąga do maratonu. I też wędrówkę turystyczną, maratońską wprowadza, bo gość ze Szczecina, jak chce zrobić Koronę maratonów, to musi przyjechać do Krakowa. A tak, to może zaliczyłby tylko Poznań i Gdańsk. Tak więc chyba jest to trafiony pomysł.

 


Rozmawiał Maciej Skowronek

14.04.2018 - Biegowe wycieczki krajoznawcze

  • access_time 00:03:52
  • calendar_today Sobota, 2018.04.14
To kolejna ciekawa inicjatywa przedstawicieli środowiska biegowego w Małopolsce. Organizator cyklu Ultra Trail Małopolska zachęca do udziału... w wycieczkach połączonych z treningami górskimi.

To jeden z elementów przygotowania do znanego już w Małopolsce festiwalu ekstremalnych biegów górskich UTM. A jednocześnie propozycja dla tych, którzy chcą urozmaicić swoją sportową aktywność.

- To bardzo proste. Wsiadamy w autobus, jedziemy na szlak Beskidów i tam wspólnie biegamy - wyjaśnia Paweł Derlatka, dyrektor cyklu UTM i organizator wycieczek - Jak to na wycieczce, jedzie z nami przewodnik beskidzki, który opowiada o odwiedzanych przez nas miejscach. Zmieniamy tempo maszu na bieg, a wszystko inne zostaje. Jest to oczywiście wzbogacone o zajęcia już typowo biegowe, które prowadzą znakomici trenerzy! Trzy wycieczki poprowadzi Ilja Markov - mistrza świata, mistrz Europy i wicemistrz olimpijski w chodzie, słynny rywal i przyjaciel Roberta Korzeniowskiego. Na kolejne wycieczki zaprosi nas Paweł "Pigmej" Krawczyk, czołówka polskich biegów ekstremalnych. Będzie więc kogo zapytać i dowiedzieć się czegoś ciekawego, poćwiczyć technikę podbiegania, zbiegania. Teren jest urozmaicony, więc będzie co robić.

Skąd pomysł na takie połączenie wycieczek z treningami...?

Nasz koncepcja jest prosta. Chcemy, aby bieganie dawało radość. Nie tylko bieganie na zawodach, walka o rekordy życiowe, ale też żeby to miało walor zabawy i integracji. Nie ma nic lepszego, niż grupa ludzi, która podróżuje razem autokarem. W czasie podróży już będziemy coś opowiadać, będą pytania, będą testy sprzętu... Ta część integracyjna ma również dla nas znaczenie.

A Małopolska ma fantastyczne tereny...

Mamy wielkie szczęście. Wyjeżdżając niedaleko poza miasto, możemy uprawiać turystykę górką na wszelakie sposoby: biegowo, rowerowo, spacerowo, w zimie narciarsko... Wiem, że mieszkańcy centralnej Polski nam tego zazdroszczą. I stąd ten pomysł, aby te wycieczki organizować. Nie jest konieczna jakaś specjalna logistyka. Trzeba po prostu pojawić się na miejscu zbiórki, wcześniej zabukować sobie bilet i potem się już o nic nie martwić. Kończymy wycieczkę ciepłym posiłkiem, a więc kolejny element integracji.

Każdy da radę? Jakie trzeba mieć predyspozycje, żeby wziąć udział w takiej wycieczce?

Tych wycieczek mamy zaplanowanych do końca roku sześć. Na każdej przebiegamy dystans ok. 20 kilometrów. Początkujący muszą więc być w stanie przebiec taki dystans w górskim terenie. Przewidziany jest oczywiście podział grupy, tak aby ci najmocniejsi nie czuli się pokrzywdzeni, a ci mniej doświadczeni, żeby mogli nadążyć. Jest to tak przewidziane, żeby każdy dał radę. Ale fajnie będzie mieć jakieś doświadczenie w górach, bo jednak Beskid Wyspowy, po którym będziemy biegać, nie należy do najłatwiejszych. Warto mieć też obuwie odpowiednie do biegania w terenie i... wierzyć w siebie.

Jak Was znaleźć...?

Mamy oczywiście stronę internetową poświęconą cyklowi Ultra Trail Małopolska, gdzie są wszystkie informacje o naszych zawodach, treningach, obozach i właśnie wycieczkach. Jesteśmy też na facebooku. Tak więc łatwo nas znaleźć i uzyskać wszystkie informacje o udziale.

To może być inspirujące nawet na co dzień. Można sobie wziąć przewodnik, wybrać szlak i wyruszyć na taki trening połączony z wycieczką krajoznawczą.

W dobie internetu powstają fantastyczne portale, jak na przykład mapa-turystyczna.pl, gdzie można sobie wybrać punkt początkowy i punkt końcowy, a strona pokaże nam którędy wiedzie szlak, ile ma kilometrów... Można sobie to wgrać do telefonu... To ułatwia korzystanie z naszych szlaków, trenowanie na nich, zwiedzanie przy okazji, albo też robienie rekonesansów przed przyszłymi startami w zawodach


Rozmawiał Maciej Skowronek

 

Paweł Derlatka

7.04.2018 - Niepisany kodeks biegacza

  • access_time 00:03:37
  • calendar_today Sobota, 2018.04.07
Istnieje coś takiego jak zbiór zasad zachowania wśród biegaczy. Niepisanych, ale jednak. Do pewnych wypracowanych przez lata zasad warto się stosować.

Dotyczy to relacji między samymi biegaczami, ale też relacji między nimi, a innymi użytkownikami wspólnej przestrzeni.

Kiedy pytam początkujących lub mniej doświadczonych miłośników biegania, czy słyszeli o wspomnianych zasadach, wielu z nich odpowiada, że nie. I że chętnie by je poznali.

Przedstawiamy więc kilka pożądanych i nie pożądanych zachowań. Tematu zapewne nie wyczerpiemy, ale o pewnych podstawach biegowego savoir vivre uda nam się opowiedzieć.

Pomogą nam w tym doświadczeni biegacze i organizatorzy biegowych imprez: Paweł Żyła z Krakowskiego Klubu Biegacza Dystans i Michał Targosz z klubu I Ty Możesz Być Wielki Kraków.


1. Czy biegać w słuchawkach w czasie zawodów?

Teoretycznie to nie przeszkadza, a wręcz pozwala zabić nudę w czasie dłuższego biegu. A muzyka pomoże dodać gazu na trasie. Nasi eksperci zwracają jednak uwagę, że może to być też kłopotliwe dla innych.

- Kiedy na trasie jest ciasno, a ktoś kto chce nas wyprzedzić krzyknie "lewa wolna", to biegnąc w słuchawkach go nie usłyszymy - mówi Paweł Żyła - I wtedy sprawimy mu kłopot. Może dojść nawet do zderzenia.

Czasem podczas zawodów może też jechać karetka, aby udzielić komuś pomocy, samochód lub motocykl kogoś z obsługi czy też... zagubione auto, które nie zastosowało się do zamknięcia drogi!

Poza tym podczas imprezy... warto wyglądać jak zawodowy biegacz. Ci słuchawek nie mają.

A na niektórych zawodach - zwłaszcza za granicą - używanie słuchawek bywa zakazane. Takie zapisy pojawiają się w regulaminach i grożą dyskwalifikacją!

No i wreszcie... czy nie jest milej chłonąć atmosferę zawodów wszystkimi zmysłami i słyszeć doping publiczności zgromadzonej wzdłuż trasy?


2. Nie rzucać kubków po wodzie i opakowań po żelach byle gdzie!

- W Japonii na zawodach, jeśli ktoś rzuci kubek nie do kosza tylko gdzieś obok na trasę, to od razu wiadomo, że nie jest Japończykiem - mówi Paweł Żyła - Wśród Japończyków takie coś jest nie do pomyślenia. U nas rzuca się byle gdzie.

- Jest to nagminne - przyznaje Michał Targosz - Widziałem kiedyś na bulwarach wiślanych, jak trzy tygodnie po imprezie papierki po żelach walały się po okolicy. To źle wpływa na wizerunek miasta i samych biegaczy.

Kubek po napoju należy więc zostawić poza trasą, najlepiej w miejscu, gdzie jest większe skupisko kubków, tak aby organizatorzy szybko mogli to posprzątać. A na dobrze zorganizowanych imprezach przy punktach odżywczych są kosze lub worki albo specjalne parawany, gdzie gromadzi się wszystkie śmieci.

Nic nie stoi też na przeszkodzie, aby włożyć plastikowy kubek czy papierek po batonie do kieszeni (jeśli ktoś ją ma) i wyrzucić, kiedy na trasie pojawi się kosz.


3. Nie wyprzedzać na ostatnich metrach

- Dotyczy to zwłaszcza panów, którzy nie powinni wyprzedzać pań na ostatnich metrach - tłumaczy Paweł Żyła - Często mówię to prowadząc imprezę. I panowie rzeczywiście, rozpędzeni niczym Ben Johnson, hamują nagle jak na filmach rysunkowych i przepuszczają panie. Podchodzą do tego ciepło...

Choć oczywiście trudno wymagać, aby ktoś, kto właśnie bije rekord życiowy nagle się zatrzymywał i tracił szansę na osiągnięcie sukcesu. Nie mówiąc już o sytuacji, w której w grę wchodzi zwycięstwo w zawodach.


4. Pozdrawianie się biegaczy podczas treningów

- Zwyczaj ten powstał, kiedy biegaczy było niewielu - mówi Paweł Żyła - Jak się mijało innego biegacza na trasie, machało się ręką jak na szlaku turystycznym. To jest bardzo miłe i pokazuje przynależność do rodziny biegowej.

Teraz biegaczy jest więcej, ale zwyczaj pozostał. Choć są miejsca, w których pozdrawianie się jest dość kłopotliwe. Na przykład krakowskie Błonia, gdzie biegaczy spotyka się nawet co kilka sekund. Wtedy ludzie ze zwyczaju rezygnują i chyba trudno im się dziwić.


5. Biegać tylko tam, gdzie wolno

Biegacz, w świetle przepisów jest osobą pieszą. Nie powinien więc trenować na ulicy, lecz na chodniku (i oczywiście w parkach i ścieżkach spacerowo-biegowych).

- Ale też powinien mieć na uwadze, że nie jest tam sam - zwraca uwagę Michał Targosz. A wieczorami powinien być widoczny - Powinien mieć odblask lub latarkę. No i przydałby się jednak jasny ubiór. Kilkakrotnie zdarzyło mi się, że w czasie treningu wpadł na mnie biegacz, który był ubrany w ciemny strój i był niewidoczny.

Warto stosować się do przedstawionych, w większości niepisanych zasad. Biegacze uznawani są za fajnych ludzi. I dobrze, żeby tak pozostało.


Maciej Skowronek

 

Paweł Żyła (z prawej) w towarzystwie byłego olimpijczyka, Edwarda Stawiarza (fot. KKB Dystans)

 

Michał Targosz (fot. Ryszard Kułaga, Parkrun Kraków)

31.03.2018 - Przygotowania do Cracovia Maratonu

  • access_time 00:04:32
  • calendar_today Sobota, 2018.03.31
Trwa wielkie odliczanie do największej imprezy biegowej w Krakowie, czyli 17. PZU Cracovia Maratonu. Prawie wszystko jest już gotowe.

W tym roku Cracovia Maraton odbędzie się w niedzielę, 22. kwietnia. Będzie sporo nowości. Wśród nich powrót po czterech latach przerwy do... jednej pętli! Biegacze nie będą już musieli pokonywać dwukrotnie tych samych odcinków. Ci, którzy regularnie startują w biegach na królewskim dystansie, wiedzą o czym mowa.

- Licznik zgłoszonych uczestników bije. mamy już prawie 7,5 tysiąca zgłoszeń - mówi Krzysztof Kowal, dyrektor Cracovia Maratonu i szef Zarządu Infrastruktury Sportowej, organizatora imprezy - Mam nadzieję, że spełni się moje marzenie i w głównym biegu wystartuje i ukończy go ponad 7 tysięcy uczestników. To sprawi, że trafimy do europejskiej czołówki maratonów. Powracamy do tego, że biegniemy aż do Nowej Huty i myślę, że tak będzie na stałe. Biegacze bardzo sobie to cenią, że nie muszą dwa razy pokonywać tej samej pętli. Mam nadzieję, że wszyscy z tej trasy będą zadowoleni.

Biegacze odwiedzą wszystkie najważniejsze miejsca w Krakowie. Rynek Główny, gdzie zlokalizowane będą start i meta, okolice Wawelu, Skałka, bulwary wiślane, krakowskie Błonia, Tauron Arenę i Plac Centralny.

Przez ostatnie cztery lata trasa wiodła po dwóch pętlach, ze względu na liczne remonty, zwłaszcza w Nowej Hucie. Teraz miasto jest już "czyste" i przynajmniej przez jakiś czas zawodnicy pobiegną na najwyższym światowym poziomie.

- Trasa niedawno uzyskała atest - informuje Piotr Sokołowski, kierownik zespołu ds. organizacji imprez biegowych w ZIS - To jest bardzo ważne, bo mamy oficjalne potwierdzenie, że liczy ona wymagane 42 kilometry i 195 metrów. Atest wykonuje specjalnie uprawniona do tego osoba. To jest bardzo żmudna praca, do której używa się... specjalistycznego roweru. Najpierw trzeba go skalibrować i w tym celu wykonuje się kilka przejazdów na odcinku 500 metrów. Następują przeliczenia i poprawki i potem rusza się we właściwą trasę, wyznaczając dystans maratonu. Potem atestator zjeżdża z trasy, znowu kalibruje rower i znowu przejeżdża trasę, żeby nanieść konieczne poprawki. Na końcu wystawia certyfikat trasy i na podstawie tego certyfikatu mamy pewność, że to jest równe 42 km i 195 m.

Maraton to oczywiście nie jedyne wydarzenie tak zwanych "Krakówskich Spotkań Biegowych" - bo tak mówi się o całym weekendzie, podczas których zaplanowano mnóstwo imprez towarzyszących.

- Jak zwykle będziemy mieli Bieg Nocny, który odbędzie się w sobotę o 21.30 - przypomina Krzysztof Kowal - Start i meta na Rynku Głównym, czyli w miejscu, z którego dzień później wystartują maratończycy. To jest bieg dla tych, którzy chcą obejrzeć Kraków w nocnej scenerii, a także dla tych, nie są na tyle mocni, żeby startować na królewskim dystansie. Limit czasu jest tak ustawiony, że właściwie może wystartować każdy.

Cała sobota upłynie na imprezach towarzyszących. Na Błoniach i na stadionie Wisły odbędą się zawody dla dzieci, a także mini-maraton na 4,2 km i... maraton na rolkach, bardzo popularny wśród rolkarzy. Okrążą Błonia 12 razy. Do tego dojdą niedzielne biegi w szpilkach i krawacie.

- To dla tych, którzy będą oczekiwali na swoich bliskich startujących w maratonie - wyjaśnia Kowal - Tu chodzi o to, aby zapewnić dobrą zabawę.

Cracovia Maraton jest tradycyjnie pierwszą odsłoną Królewskiej Triady Biegowej. Kolejnymi są Bieg Trzech Kopców i Półmaraton Królewski. Do tej pory osoby, które wzięły udział we wszystkich trzech biegach, dostawały okolicznościową statuetkę. W tym roku będzie to coś innego.

- Przygotowaliśmy trzy pojedyncze medale, które łączą się w jedno trofeum - mówi Magdalena Nowak-Obrzut z ZIS - Na każdym jest symbol związany z danym biegiem. W przypadku Cracovia Maratonu jest to Kościół Mariacki, w przypadku półmaratonu - Tauron Arena Kraków, gdzie jest start i meta, a w przypadku Trzech Kopców - kopce. Trzy medale tak jak puzzle łączą się w jeden, który można pięknie wyeksponować.

Biegacze bardzo lubią gromadzić tego typu rzeczy, które można na końcu złożyć w całość.

- Takie są też światowe trendy, które my oczywiście również obserwujemy - dodaje pani Magdalena - Mogę obiecać, że co roku będziemy zaskakiwali naszych biegaczy, ale oczywiście nie zdradzę tego, co będzie w 2019 roku, Cieszmy się rokiem 2018.

Cieszmy się, oczekujmy na najważniejsze wydarzenie biegowe w Krakowie i... świętujmy Krakowskie Spotkania Biegowe. Najlepiej aktywnie. Bo jak widać - każdy znajdzie coś dla siebie.


SKO

 

Medale Krakowskiej Triady Biegowej 2018 (fot. zis.krakow.pl)

24.03.2018 - Nowa Huta, jakiej nie znacie

  • access_ti